Witam moi kochani. Mam dla was złą .. lub dobrą wiadomość. Kończę pisać tego bloga. Nie jestem zadowolona z tego opowiadania i nie chcę go dłużej przeciągać bo i ja się męczę i wy czytając tę beznadzieję. Chciałam podziękować wszystkim , którzy byli ze mną. Dawaliście mi chęci do pisania i dlatego na pewno nie przestanę tego robić. Dalej będę pisać jednak teraz będę myśleć nad tym co robię. Najpierw sobie wszystko poukładam, napisze coś nowego i gdy postanowię założyć nowego bloga , dam wam tutaj linka. Nie usunę tego bloga , ale już więcej nie napiszę na nim rozdziału.
Jeszcze raz dziękuję wszystkim za wszystkie miłe komentarze
PS. Jeśli chcecie mieć ze mną kontakt nadal zapraszam na gg : 42560055 lub na e-maila: kate963@op.pl
niedziela, 27 maja 2012
sobota, 19 maja 2012
Rozdział 11 - Gdyby głębiej się zastanowić to nie był najlepszy pomysł.
Na początku!
Witam. Chciałabym was przeprosić , że tak długo nie dodawałam rozdziału, ale zbliża się koniec roku i wiecie jak to wygląda. Poprawa ocen, a w dodatku nauczyciele chyba nagle sobie przypomnieli, że zaraz trzeba wystawiać oceny i na szybko robią nam tysiące sprawdzianów i kartkówek w jeden dzień -.- Więc proszę was nie narzekajcie na mnie, że nic nie dodaję i że muszę o was myśleć. Wolałabym pisać dla was kolejny post niż siedzieć nad książkami. Ciągle myślę, żeby coś napisać , ale po prostu nie mam kiedy. Także jeszcze raz was proszę nie piszcie do mnie z narzekaniami , że o was nie myślę i że jestem zła bo nie dodaję rozdziałów codziennie. Nawet gdybym bardzo chciała to nie dałabym rady.
A teraz wracając do kolejnego rozdziału :
Nie mogłam znaleźć sobie miejsca, siedząc w kuchni zastanawiałam się co ze sobą zrobić. Byłam tak załamana faktem iż za dwa dni muszę jechać z powrotem do domu, że łzy same cisnęły mi się do oczu. Mimo że próbowałam być twarda i nie uronić ani jednej. Dzisiaj byłam tak przygnębiona, a co będzie w dzień wyjazdu? Chyba będę się turlać po podłodze i błagać Lisę aby mi pozwoliła jeszcze zostać. Dwu miesięczne wyjazdy są dobre, ale ja się za szybko przywiązuję. Za bardzo mi się tutaj spodobało i nie chciałam tego zostawiać. W domu znów będę robiła to co zawsze. Szara monotonia.. jak ja tego nienawidzę. A ten wyjazd dał mi się od tego oderwać ... tylko na chwilę.
Nagle do kuchni weszła Rose , która tym samym oderwała mnie od moich smętnych myśli. Trochę zastanawiało mnie co ona o tak wczesnej porze tu robi.-Hej - posłała mi szczery uśmiech, na co starałam się odpowiedzieć jej tym samym, ale trochę gorzej mi to wyszło. -Co tu tak wcześnie robisz? - zapytała po chwili nastawiając wodę w czajniku.
-A tak sobie... myślę -odpowiedziałam patrząc za okno. Na zewnątrz z chwili na chwilę słońce coraz bardziej rozświetlało okolicę. Usiadłam na blacie i upiłam łyk herbaty , którą trzymałam w ręce.
-Nad czym? -zapytała wlewając zagotowaną wodę do kubka, a po chwili sama już siedziała obok mnie z herbatą w ręce
-Za dwa dni muszę wracać. Nie chcę -powiedziałam z lekkim smutkiem. Mimo iż na początku jej nie lubiłam teraz wdawała mi się bliższa. W ostatnim czasie dużo rozmawiałyśmy i w końcu znalazłyśmy wspólny język. Nie mogłam od razu nazwać ją przyjaciółką bo nie znałam jej wystarczająco dobrze, ale na pewno będzie mi jej brakować. Tak samo jak Lisy czy piątki wariatów z zespołu. Nigdy bym nie przypuszczała, że spotka mnie takie coś. Nigdy bym nie przypuszczała, że będzie mi ich aż tak brakować.
-Ja mam jutro samolot o 9 rano -powiedziała jakby chciała mnie pocieszyć. Nie wiem w jakim celu to powiedziała, ale jeszcze bardziej mnie to pogrążyło. To oznaczało, że mamy jeszcze mniej czasu , żeby pobyć wszyscy w jednej grupie. -Też nie chcę, ale nic nie mogę zrobić. Nie mogę tutaj zostać nawet gdybym bardzo chciała- dodała po chwili patrząc na mnie. Obie wyglądałyśmy idiotycznie, chłopcy i Lisa pewnie mieliby z nas niezły ubaw. .Dwie dziewczyny siedzą nad ranem z kubkami herbaty i użalają się , że nie chcą wracać do domu.
-Trzeba wziąć się w garść i coś zrobić - powiedziałam i upiłam ostatni łyk herbaty po czym pociągnęłam koleżankę za rękę i wybiegłam z kuchni. Zastanawiałam się co dzisiaj będziemy robić. W końcu to ostatni dzień jaki spędzimy wszyscy razem i trzeba się postarać abyśmy wszyscy go zapamiętali na zawsze. Jako , że Lisa jeszcze spała , zwinnie wbiegłam po schodach i wparowałam do jej pokoju.
-Wstawaaaaj leniu, już mamy ranek! -wskoczyłam na nią i zaczęłam wrzeszczeć wniebogłosy. Po chwili dołączyła do mnie Rose. Lisa nie wyglądała na zadowoloną , można by powiedzieć , że miała minę jakby chciała nas zabić. Widziałam jak przyjaciółka patrzy z niedowierzaniem na zegarek, który wskazywał 7:30 , a jako że były wakacje Lisa wylegiwała się w łóżku do samej 11 lub 12
-Jaki ranek?! Co wyście zwariowały? Przecież jest prawie środek nocy, dajcie mi spokój, ja jeszcze śpię - nakrzyczała na nas, a my zrobiłyśmy miny bezdomnych psów. Nasz wzrok był tak przenikliwy , że Lisa jeszcze chwilę się spierała , ale w końcu uległa naszemu urokowi. Rose przybiła mi piątkę i zeskoczyłyśmy z Lisy. Postanowiłyśmy, że każda z nas pójdzie się ubrać , a następnie pójdziemy do domu chłopaków i ich obudzimy.
Szybko każda z nas się przyszykowała i już po chwili byłyśmy gotowe do wyjścia. Było dość wcześnie, więc liczyłyśmy, że chłopcy będą jeszcze spać. Miałyśmy plan na ich pobudkę. W prawdzie tylko Zaynowi miało ujść to płazem bo ktoś musiał nas wpuścić do ich domu. Lisa zaproponowała, że zadzwoni Zaynowi na komórkę , a on nam otworzy drzwi tak aby nie obudzić reszty chłopaków. Po jakiś 10 minutach drogi pieszo byłyśmy na miejscu. Tak jak planowałyśmy Lisa zadzwoniła do swojego chłopaka i powiedziała mu , żeby nam otworzył. Po chwili znaleźliśmy się wewnątrz domu. Jako, ze bywałyśmy tu kilka razy już wcześniej mniej więcej kojarzyłyśmy gdzie kto ma pokój i gdzie co jest. Weszłyśmy do łazienki i wyciągnęłyśmy trzy wiadra. Chciałyśmy być cicho, ale jak zwykle coś upadło , ktoś w coś kopnął , coś się przewróciło i narobiłyśmy trochę hałasu , ale na szczęście nikt się nie obudził. Do wiader nalałyśmy zimnej wody, a następnie skierowałyśmy się do pokoi chłopaków. Na pierwszy rzut miał iść Liam, ale gdy weszłyśmy do jego pokoju , on już stał ubrany i kręcił się po pokoju.
-Oj nie tym razem -powiedział i szyderczo się uśmiechnął widząc nasze zamiary. Cieszył się , że akurat mu się upiekło, ale może jeszcze kiedyś go dorwiemy.
-Ohh.. dady zawsze czuwa - wyszłam z pokoju zawiedziona, że nasza pierwsza ofiara nie dała się pobudce. Stanęłyśmy na środku korytarza i namawiałyśmy się kto do kogo idzie. Ja miałam iść do Nialla, Rose do Harrego, a Lisa do Louisa. Każda z nas stała naprzeciw drzwi i kiedy już miałyśmy wkroczyć do akcji, nagle z pokoju wybiegli chłopcy i w jednej chwili poczułam jak lodowate krople wody spływają po moim ciele. Patrzyłyśmy się na siebie nie wiedząc co mamy teraz zrobić. Dopiero po chwili dotarło do mnie co się stało. Widziałam tylko jak piątka chłopaków turla się po podłodze ze śmiechu. Porozumiałyśmy się z dziewczynami wzrokowo i rzuciłyśmy się do ataku na każdego z nich. Jako, że byli blisko siebie wylałyśmy trzy wiadra wody na nich wszystkich. Teraz każdy ociekał wodą, a dom był zalany. Jakby teraz nad tym myśląc to nie był najlepszy plan. Wszystko było pozalewane. Spojrzeliśmy na siebie i wszyscy wybuchnęli śmiechem. Przytuliliśmy się wszyscy w grupie i postanowiliśmy założyć na siebie coś suchego. Zayn od razu wziął Lisę do swojego pokoju, Niall zabrał mnie, a Harry chwilę się wahając wziął Rose.
Niall otworzył swoją szafę i zaczął wyciągać jakieś ubrania, po chwili wydostał z niej szarą bluzę i jakieś dresy podając mnie.
-Dzięki -uśmiechnęłam się szeroko. Ciężko pewnie by mi teraz było siedzieć w tych ubraniach aż do wyschnięcia. A może raczej byłoby to niemożliwe. Już zaczynało mi się robić zimno, a nie minęło nawet 10 minut. Niall wyciągnął jeszcze strój dla siebie od razu się przebierając. Poszłam w jego ślady. Szybko zdjęłam mokre ciuchy , z których można było wykręcać wodę ,a następnie włożyłam ubrania Nialla. Tak teraz suchy materiał był jak ukojenie. W dodatku bluza była ciepła , więc już po chwili było mi lepiej.
-To tylko słowa.. -odpowiedział czym trochę mnie zaskoczył
-To co byś chciał?
-Hmmm...-udał , że się zastanawia po czym nadstawił policzek wskazując na niego palcem. Zaśmiałam się cicho po czym podeszłam i delikatnie musnęłam jego policzek. Podniosłam wzrok i nasze spojrzenia się spotkały. W tym samym momencie do pokoju wszedł Lou
-Świetnie! To my się zamartwiamy co zrobić z zalanym domem, a wy sobie tutaj w ślinkę lecicie -powiedział na co od razu wszyscy zebrali się do pokoju i wlepili w nas wzroki. Zaczęliśmy się śmiać. Wyminęlismy ich i , poszliśmy po szmaty i zaczęliśmy wycierać zalaną wodą podłogę.
-Na co czekacie?! Do roboty!-wykrzyknęłam widząc, że dalej stoją i się nam przyglądają.
Wycieraliśmy podłogę chyba z jakąś godzinę. Na szczęście w końcu udało nam się trochę uprzątnąć i mogliśmy się zająć planowaniem dzisiejszego dnia. Choć po takim treningu nikt już nie miał na nic ochoty. Jedyną opcją było wylegiwanie się na kanapie przy telewizorze. Mimo iż już nie miałam siły nic robić, nie chciałam tak spędzić tego dnia. W końcu to dwa ostatnie dnie moich najwspanialszych wakacji i nie mam zamiaru ich zmarnować oglądając ekran telewizora. Nagle rozległ się dźwięk telefonu , Niall wyciągnął swoją komórkę z kieszeni. Najwidoczniej był to sms bo coś czytał.
-Mój kumpel robi dziś imprezę i pyta czy wpadniemy -powiedział odrywając wzrok od wyświetlacza.
-Jasne! idziemy- odpowiedział Lou, który jak już zdążyliśmy wszyscy zauważyć uwielbiał imprezować. Nie ważne czy to była impreza w klubie, czy domówka u kumpli.
-Tak jest, idziemy! - odpowiedział Niall i odpisał koledze. No pewnie, jak na każdej imprezie , na stołach jest mnóstwo jedzenia, więc chłopakowi także podobał się ten pomysł. W końcu postanowiliśmy, że pójdziemy. Uznałyśmy z dziewczynami, że musimy iść zajrzeć do szaf czy mamy się w co ubrać bo było mało czasu. Ustaliliśmy z chłopakami , że przyjdą do nas o 19 i razem udamy się do kolegi Niall'. Pożegnałyśmy się i ruszyłyśmy do domu Lisy.
Cały czas miałam mokre włosy po dzisiejszym "świetnym planie" , dobrze, że słońce mocno grzało bo pewnie byłabym chora. Gdy już trafiłyśmy do domu każda z nas po kolei poszła pod prysznic. Miałam trochę problem z znalezieniem jakiś ciuchów, ale na szczęście Rose trochę mi pomogła. Każda z dziewczyn miała przynajmniej jedną rzecz, która do niej nie należała. Powymieniałyśmy się dodatkami i około godziny 19 byłyśmy gotowe. Na szczęście, bo już po chwili usłyszałyśmy dźwięk dzwonka co oznaczało , że chłopcy już czekają na nas przed domem. Szybko się zebrałyśmy i wyszłyśmy z domu. Ja miałam na sobie fioletową sukienkę przed kolana z kokardą , Lisa miałam różową do kolan, a Rose obcisłą czarną.
-Uuuuu -powiedzieli chłopcy chórem na co wszystkie zaczęłyśmy się śmiać. Zamknęłyśmy drzwi na klucz i podeszłyśmy do chłopaków. Lisa po raz kolejny przywitała się z Zaynem i już po chwili ruszyłyśmy w drogę. Dom kolegi Niall'a był jakieś 3km od domu Lisy. Szliśmy jakieś pół godziny.
-Czeeść stary -powiedział Niall gdy zobaczył kolegę w drzwiach. Weszliśmy do środka. Dom był ogromy, wyglądał prawie jak .. willa. Na oko było widać , że kosztował mnóstwo pieniędzy. W środku było już dużo osób. Głośną muzykę można było usłyszeć stojąc 5 metrów przed domem. Ludzie tańczyli na parkiecie, rozmawiali, jedli i wszędzie było ich pełno.
-Porywam Cię- usłyszałam głos nad uchem i dopiero po chwili zorientowałam się, że Niall ciągnie mnie w stronę parkietu. Ostatnie co zobaczyłam to grymas na twarzy Harrego. Właśnie.. ostatnio w ogóle się do mnie nie odzywa. Kiedyś rozmawialiśmy cały czas, a teraz nawet się nie witamy. Ucieka ode mnie jakbym mu coś zrobiła. Wiedziałam, że jeszcze przed moim wyjazdem muszę z nim porozmawiać bo nie będzie dawało mi to spokoju. Skończyła się piosenka i Niall porwał do tańca inną dziewczynę. To aż niemożliwe. Niall na co dzień nieśmiały chłopak, a na imprezie wyrywa nieznajome dziewczyny do tańca. Mijając tańczących ludzi nigdzie nie mogłam dostrzec Lisy. Zaczęłam jej szukać we wszystkich miejscach w jakie udało mi się dotrzeć, ale nie idzie zaprzeczyć , że dom był tak duży iż można było się w nim zgubić. Jednak po chwili udało mi się ją złapać. Siedziała w kuchni i rozmawiała z jakimś chłopakiem. Chwila... skądś go znam. No tak, to jej były chłopak, który ostatnio zawitał do jej domu.
-Ja tak łatwo nie odpuszczę! -usłyszałam tylko jak chłopak krzyknął po czym po prostu wyszedł. Spojrzałam zdezorientowana na przyjaciółkę , która przyglądała się odchodzącemu chłopakowi.
-Co jest?- zapytałam podchodząc bliżej niej
-Nic -odpowiedziała. Widać było, że do jej oczu napływają łzy , ale chciała pokazać , ze jest twarda i wszystko jest w porządku
-Przecież możesz mi powiedzieć - skierowałam słowa w jej stronę. W prawdzie takie miejsce na rozmowę nie jest najlepszym bo musiałyśmy krzyczeć sobie do uszu gdyż przez głośną muzykę nic nie było słychać.
-Chciał, żebym do niego wróciła - było widać , że jest jej ciężko. Widziałam to w jej oczach. Wiedziałam , że kocha Zayna, co do tego nie było żadnych wątpliwości, ale do Lucka miała sentyment. Jakby nie patrzeć byli ze sobą przez długi czas i musieli zerwać bo jej ojciec dostał awans i musieli się przeprowadzić.
-Kochasz Zayna? -zapytałam choć nie miałam co do tego wątpliwości
-Oczywiście, że go kocham! -prawie krzyknęła na mnie, ale po chwili zamilkła.
-I tego się trzymaj. Pamiętaj , odizolowałaś się od przeszłości i zaczęłaś nowe życie. Nie rób nic głupiego.- powiedziałam i ją przytuliłam na co odpowiedziała mi tym samym. Od razu na jej twarzy pojawił się uśmiech , powiedziała, że wróci teraz do Zayna bo pewnie ją szuka. Ja zaś postanowiłam poszukać Hazzy. Udało mi się go znaleźć w jakimś pokoju siedział na łóżku z butelką wódki w ręce.
-Co Ty tu robisz? -weszłam do pokoju i usiadłam koło niego. Hazza już miał lekką fazę.
-Ooo moja Kate przyszła -zaczął się do mnie przytulać. No już dość trochę wypił. Skoro normalnie nie możemy porozmawiać , a tu nagle sam się odzywa i przytula.
-Czemu siedzisz tu sam?
-Bo tak lubię -odpowiedział pijąc kolejny łyk wódki z gwinta.
-Co się stało?
-Czemu miało się coś stać?
-Bo od ostatniego czasu wcale nie rozmawiamy, unikasz mnie. -powiedziałam patrząc mu w oczy
-Sprawy się trochę pokomplikowały -dalej pił -Jeśli Cię uraziłem to przepraszam, ale sam nie wiem co się ze mną dzieje- dodał po chwili.
-Spójrz na mnie- nie spojrzał. -Spójrz- znów powiedziałam, tym razem ze sukcesem -Co się dzieje?- zapytałam z troską dalej patrząc mu w oczy. Nie dostałam odpowiedzi, patrzyliśmy na siebie i nikt się nie odezwał.
Po chwili dopiero odezwał się Hazza -Bo ja Cię... ja coś chyba do Ciebie czuję - w końcu wydusił to z siebie, a mnie zamurowało. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Odkąd przyjechała Rose kompletnie mnie olał. Na początku myślałam, ze może coś z tego będzie, ale gdy ona się pojawiła wszystko się zmieniło. W takiej sytuacji nigdy bym nie pomyślała, że usłyszę takie słowa z jego ust skierowane do mojej osoby. Poza tym przez ostatni czas bardzo zbliżyłam się do Niall'a i nie chciałam tego zepsuć.
_______________
Chciałam aby ten rozdział był dużo dłuższy, ale muszę iść na grilla i nie dam rady teraz nic więcej napisać, a jako , że dawno nic nie dałam dodaję to co zdążyłam napisać.
Jeśli chcecie osobiście dostawać powiadomienia o nowych rozdziałach lub po prostu popisać zapraszam na gg : 42560055
Jeśli przeczytałaś/eś moje opowiadanie proszę pozostaw swoją opinię. Jest dla mnie ważna. Chce wiedzieć co myślicie.
piątek, 11 maja 2012
Rozdział 10 - Luck?
Trochę zdziwiło mnie zachowanie Harrego. Smacznie spał , a gdy tylko otwarł oczy i spojrzał na nas, bez żadnego słowa po prostu wyszedł. Jakbyśmy mu coś zrobili. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Nie rozumiałam jego zachowania, ale uznałam, ze może nagle sobie o czymś przypomniał i szybko musiał wyjść. Taak.. kogo ja próbuję oszukać? Chyba samą siebie. Postanowiłam jednak , że gdy później go gdzieś złapię wyjaśnię całą sprawę. Może po prostu byłam zbyt przewrażliwiona. Przeciągnęłam się siedząc po turecku na łóżku , a następnie wstałam i spojrzałam na Niall'a . Chłopak dalej leniuchował na łóżku co oznaczało, że sam dobrowolnie się z niego nie wyniesie.
-Wstaaawaj -powiedziałam podchodząc do łóżka gdzie leżał chłopak
-Nie chcę -odpowiedział z miną obrażonego pięciolatka i przykrył się kołdrą pod sam czubek głowy.
-Ale musisz -usiadłam na nim okrakiem i odkryłam kołdrę do połowy. Spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem, a on chyba właśnie zdał sobie sprawę , że nie będzie tutaj miał spokoju gdyż wydał z siebie cichy jęk. Ubrałam na siebie jakieś spodenki i koszulkę po czym zeszłam do dół kierując się do kuchni. Zastałam tam Lisę. Nalewając wodę do szklanki zamieniłam z przyjaciółką kilka zdań. Opowiadała jak to spędziła dzień z Zaynem. Właściwie od ostatniego czasu nie rozmawiałyśmy o niczym innym jak tylko o tym chłopaku. Widać Lisa brała ten związek na poważnie i miałam nadzieję, że im się uda. Właściwie wierzyłam w to gdyż oboje zasługiwali na siebie. Może i nie znałam go zbyt długo , ale zaledwie przez ten krótki czas zdążyłam zobaczyć jaki jest. I nie jest on tylko sławną osobą rozchwytywaną przez miliony piszczących fanek. Jest zwykłym człowiekiem. Jest po prostu sobą i nie stara się udawać nikogo innego. Po chwili do kuchni trafił Niall, który powiedział , że musi iść gdyż on i reszta zespołu mają dzisiaj jakiś wywiad w telewizji. Chwilę porozmawialiśmy, a następnie chłopak znikł i zrobiło się cicho. Nie wiedząc o czym mamy rozmawiać, po domu rozległ się głośny dzwonek do drzwi.
-Ah ten Niall , na pewno czegoś zapomniał . Ja otworzę.-powiedziałam ruszając do drzwi. Otworzyłam je i już miałam pytać czego znów nie wziął ze sobą kiedy zorientowałam się, że przede mną wcale nie stoi chłopak , którego widziałam jeszcze kilka chwil temu, a osoba , której nigdy wcześniej nie widziałam. Był to chłopak o ciemnobrązowych włosach i zielonych tęczówkach. Zielonooki bacznie mi się przyglądał i przez większość czasu nie odzywał. Zastanawiałam się kim jest i co tu robi, ale w końcu to nie był mój dom. Równie dobrze mógł to być jakiś znajomy mojej przyjaciółki. Już miałam pytać kim jest i w czym mogłabym mu pomóc kiedy nagle zza moich pleców usłyszałam jakiś bełkot. Od razu się odwróciłam i zobaczyłam koleżankę , która już była zalana łzami. Nie wiedziałam o co chodzi. Nie wiedziałam kim jest osoba , której otworzyłam drzwi, ale czułam , że to nie wróży nic dobrego.
-Lu.. Luck? -w końcu jęknęła przyjaciółka i przecisnęła się przede mnie , tym samym stojąc kilka centymetrów od chłopaka. -Co Ty tu robisz? -dodała po chwili patrząc na twarz chłopaka
-Dowiedziałem się gdzie mieszkasz i gdy tylko uzbierałem pieniądze na przyjazd od razu postanowiłem Cię odnaleźć - usłyszałam wydobywający się dźwięk z ust ciemnowłosego chłopaka, który od razu wtulił się w Lisę.
-Dowiem się o co tu chodzi? -zapytałam lekko poddenerwowana całą tą sytuacją. Przyjaciółka przytaknęła twierdząco głową , po czym wpuściła chłopaka do środka. Usiedliśmy wszyscy w salonie i Lisa wreszcie postanowiła wyjaśnić mi zaistniałą sytuację. Dowiedziałam się , że chłopak , któremu chwilę temu otworzyłam drzwi to były Lisy. Byli ze sobą przez 4 lata , jednak gdy jej ojciec dostał awans musieli się tutaj przeprowadzić i tak zakończyła się ich historia. Szczerze nie znałam chłopaka i nie wiedziałam z jakim zamiarem tutaj przyjechał, ale wiedziałam , że nie wyniknie z tego nic dobrego. Widziałam jak na niego patrzy.. dalej czuła do niego jakiś sentyment lub poważniejsze uczucie. Musiałam doprowadzić ją do porządku bo przecież miała Zayna.. Znałam swoją przyjaciółkę za dobrze i wiedziałam , że za nic w świecie nie zraniłaby tego chłopaka, a przynajmniej miałam taką nadzieję. Kochałam ją jak własną siostrę.
-Ile masz zamiar tutaj zostać? -z zamyśleń wybiło mnie to zdanie wypowiedziane przez Lis. Właśnie.. jak długo miał zamiar tutaj być? też ciekawiło mnie to pytanie
-Tyle ile będzie trzeba - posłał jej uśmiech , w którym było widać trochę zadziornego chłopca , a trochę poważnego mężczyznę. Dziwny był. Nie.. to chyba jednak to moje przewrażliwienie. Postanowiłam im dłużej nie przeszkadzać i tak chłopak uznał , że już pora na niego bo musi jeszcze załatwić kilka spraw i po kilkunastu minutach wyszedł. Chciał tylko dać znać swojej byłej dziewczynie , że przyjechał, żeby ją odwiedzić, ale akurat dziś nie ma zbyt dużo czasu , więc spotkają się jutro.
-Nie wierzę , że tutaj przyjechał - powiedziała przyjaciółka gdy tylko zamknęła drzwi za chłopakiem. Nie odpowiedziałam tylko dźwignęłam jedną brew do góry i bacznie się jej przyglądałam.
-Pamiętasz, że masz Zayna?
-No coś Ty.. Kate! Co Ci w ogóle przyszło do głowy? Wiem, że mam Zayna i jestem szczęśliwa. Nie trzeba mi żadnych skoków w bok -powiedziała i tymi słowami dała mi ulgę. Jednak znałam moją przyjaciółkę, była dla mnie jak siostra, ale wolałam się upewnić. Tego dnia nic konkretnego nie robiłyśmy , oglądałyśmy filmy, a wieczorem dołączyła do nas Rose , której od rana nie było w domu. Swoją drogą ciekawe gdzie się podziewała przez tyle godziny nie dając znaku życia ...
Rano wstałam bardzo wcześnie jak na swoje zwyczaje. Właściwie to nie mogłam zasnąć przez całą noc. Wierciłam się z jednej strony na drugą i nie mogłam sobie znaleźć miejsca. W końcu o 6 rano nie mogłam wytrzymać , więc wyzbierałam się z łóżka i poszłam do kuchni. Napiłam się i spojrzałam za okno. O dziwo ..lub nie, na zewnątrz powoli zaczynało wschodzić słońce i wyglądało na to , iż dzisiejszy dzień będzie jednym z cieplejszych. No tak oto Anglia, jednego dnia burza wyrywa drzewa , a drugiego słońce wschodzi i mocno grzeje,ale to nie to było powodem mojego zmartwienia. Powoli zbliżał się koniec moich wakacji i za niedługo muszę wracać do domu. Do mojego monotonnego życia. Muszę zostawić to wszystko co przez ponad dwa miesiące miałam tutaj i wrócić do prawie pustego domu by wieść moje stare życie. Tak , to właśnie to sprawiało, że przez całą noc nie mogłam zmrużyć oka. Zastanawiałam się jak to będzie. Co będę robić , gdy wrócę do swojego pokoju, co ze sobą zrobię. Tak na prawdę tam nie miałam tak wspaniałych przyjaciół jak tutaj. Tam nie mogłam normalnie porozmawiać z kimś porozmawiać, żeby za chwilę to się nie stało plotką całej szkoły. A najgorsze było to , że zbyt szybko przywiązywałam się do ludzi i gdy już tutaj zaczęło mi się podobać i naprawdę pokochałam to miejsce, a nawet samą Rose. To za chwilę będę musiała wyjechać i nie wiadomo kiedy znów się wszyscy zobaczymy. Tak .. dokładnie za 2 dni moje życie wróci do szarej rzeczywistości. Przygnębiło mnie jeszcze to , że tak na prawdę miałam już nie zobaczyć Niall'a. Taka była prawda, co z tego , że mnie zna. No tak zna mnie, ale to nie zmienia faktu , że gdy stąd wyjadę w rzeczywistości już nigdy go nie zobaczę, a przywiązałam się do niego i to mnie bolało. Chciałabym tutaj zostać na zawsze, ale będę musiała wrócić. On jest sławną osobą i nie ma czasu.
________________
Hej. Napisałam rozdział właśnie wymyślając go na szybko , więc przepraszam za jego jakość. Chcieliście , żebym nie usuwała bloga, więc go nie usunę. Ale dzisiaj miałam pomysł na nowe opowiadanie, na razie będę pisać je dla siebie, a później zobaczę , może założę nowego bloga i tam to opublikuję.
Dziękuję za wszystkie opinię to właśnie dzięki nim tutaj dalej jestem. Dajecie mi siłę do dalszego pisania. :)
Jeśli czytasz proszę pozostaw opinię, jest dla mnie ważna.
-Wstaaawaj -powiedziałam podchodząc do łóżka gdzie leżał chłopak
-Nie chcę -odpowiedział z miną obrażonego pięciolatka i przykrył się kołdrą pod sam czubek głowy.
-Ale musisz -usiadłam na nim okrakiem i odkryłam kołdrę do połowy. Spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem, a on chyba właśnie zdał sobie sprawę , że nie będzie tutaj miał spokoju gdyż wydał z siebie cichy jęk. Ubrałam na siebie jakieś spodenki i koszulkę po czym zeszłam do dół kierując się do kuchni. Zastałam tam Lisę. Nalewając wodę do szklanki zamieniłam z przyjaciółką kilka zdań. Opowiadała jak to spędziła dzień z Zaynem. Właściwie od ostatniego czasu nie rozmawiałyśmy o niczym innym jak tylko o tym chłopaku. Widać Lisa brała ten związek na poważnie i miałam nadzieję, że im się uda. Właściwie wierzyłam w to gdyż oboje zasługiwali na siebie. Może i nie znałam go zbyt długo , ale zaledwie przez ten krótki czas zdążyłam zobaczyć jaki jest. I nie jest on tylko sławną osobą rozchwytywaną przez miliony piszczących fanek. Jest zwykłym człowiekiem. Jest po prostu sobą i nie stara się udawać nikogo innego. Po chwili do kuchni trafił Niall, który powiedział , że musi iść gdyż on i reszta zespołu mają dzisiaj jakiś wywiad w telewizji. Chwilę porozmawialiśmy, a następnie chłopak znikł i zrobiło się cicho. Nie wiedząc o czym mamy rozmawiać, po domu rozległ się głośny dzwonek do drzwi.
-Ah ten Niall , na pewno czegoś zapomniał . Ja otworzę.-powiedziałam ruszając do drzwi. Otworzyłam je i już miałam pytać czego znów nie wziął ze sobą kiedy zorientowałam się, że przede mną wcale nie stoi chłopak , którego widziałam jeszcze kilka chwil temu, a osoba , której nigdy wcześniej nie widziałam. Był to chłopak o ciemnobrązowych włosach i zielonych tęczówkach. Zielonooki bacznie mi się przyglądał i przez większość czasu nie odzywał. Zastanawiałam się kim jest i co tu robi, ale w końcu to nie był mój dom. Równie dobrze mógł to być jakiś znajomy mojej przyjaciółki. Już miałam pytać kim jest i w czym mogłabym mu pomóc kiedy nagle zza moich pleców usłyszałam jakiś bełkot. Od razu się odwróciłam i zobaczyłam koleżankę , która już była zalana łzami. Nie wiedziałam o co chodzi. Nie wiedziałam kim jest osoba , której otworzyłam drzwi, ale czułam , że to nie wróży nic dobrego.
-Lu.. Luck? -w końcu jęknęła przyjaciółka i przecisnęła się przede mnie , tym samym stojąc kilka centymetrów od chłopaka. -Co Ty tu robisz? -dodała po chwili patrząc na twarz chłopaka
-Dowiedziałem się gdzie mieszkasz i gdy tylko uzbierałem pieniądze na przyjazd od razu postanowiłem Cię odnaleźć - usłyszałam wydobywający się dźwięk z ust ciemnowłosego chłopaka, który od razu wtulił się w Lisę.
-Dowiem się o co tu chodzi? -zapytałam lekko poddenerwowana całą tą sytuacją. Przyjaciółka przytaknęła twierdząco głową , po czym wpuściła chłopaka do środka. Usiedliśmy wszyscy w salonie i Lisa wreszcie postanowiła wyjaśnić mi zaistniałą sytuację. Dowiedziałam się , że chłopak , któremu chwilę temu otworzyłam drzwi to były Lisy. Byli ze sobą przez 4 lata , jednak gdy jej ojciec dostał awans musieli się tutaj przeprowadzić i tak zakończyła się ich historia. Szczerze nie znałam chłopaka i nie wiedziałam z jakim zamiarem tutaj przyjechał, ale wiedziałam , że nie wyniknie z tego nic dobrego. Widziałam jak na niego patrzy.. dalej czuła do niego jakiś sentyment lub poważniejsze uczucie. Musiałam doprowadzić ją do porządku bo przecież miała Zayna.. Znałam swoją przyjaciółkę za dobrze i wiedziałam , że za nic w świecie nie zraniłaby tego chłopaka, a przynajmniej miałam taką nadzieję. Kochałam ją jak własną siostrę.
-Ile masz zamiar tutaj zostać? -z zamyśleń wybiło mnie to zdanie wypowiedziane przez Lis. Właśnie.. jak długo miał zamiar tutaj być? też ciekawiło mnie to pytanie
-Tyle ile będzie trzeba - posłał jej uśmiech , w którym było widać trochę zadziornego chłopca , a trochę poważnego mężczyznę. Dziwny był. Nie.. to chyba jednak to moje przewrażliwienie. Postanowiłam im dłużej nie przeszkadzać i tak chłopak uznał , że już pora na niego bo musi jeszcze załatwić kilka spraw i po kilkunastu minutach wyszedł. Chciał tylko dać znać swojej byłej dziewczynie , że przyjechał, żeby ją odwiedzić, ale akurat dziś nie ma zbyt dużo czasu , więc spotkają się jutro.
-Nie wierzę , że tutaj przyjechał - powiedziała przyjaciółka gdy tylko zamknęła drzwi za chłopakiem. Nie odpowiedziałam tylko dźwignęłam jedną brew do góry i bacznie się jej przyglądałam.
-Pamiętasz, że masz Zayna?
-No coś Ty.. Kate! Co Ci w ogóle przyszło do głowy? Wiem, że mam Zayna i jestem szczęśliwa. Nie trzeba mi żadnych skoków w bok -powiedziała i tymi słowami dała mi ulgę. Jednak znałam moją przyjaciółkę, była dla mnie jak siostra, ale wolałam się upewnić. Tego dnia nic konkretnego nie robiłyśmy , oglądałyśmy filmy, a wieczorem dołączyła do nas Rose , której od rana nie było w domu. Swoją drogą ciekawe gdzie się podziewała przez tyle godziny nie dając znaku życia ...
Rano wstałam bardzo wcześnie jak na swoje zwyczaje. Właściwie to nie mogłam zasnąć przez całą noc. Wierciłam się z jednej strony na drugą i nie mogłam sobie znaleźć miejsca. W końcu o 6 rano nie mogłam wytrzymać , więc wyzbierałam się z łóżka i poszłam do kuchni. Napiłam się i spojrzałam za okno. O dziwo ..lub nie, na zewnątrz powoli zaczynało wschodzić słońce i wyglądało na to , iż dzisiejszy dzień będzie jednym z cieplejszych. No tak oto Anglia, jednego dnia burza wyrywa drzewa , a drugiego słońce wschodzi i mocno grzeje,ale to nie to było powodem mojego zmartwienia. Powoli zbliżał się koniec moich wakacji i za niedługo muszę wracać do domu. Do mojego monotonnego życia. Muszę zostawić to wszystko co przez ponad dwa miesiące miałam tutaj i wrócić do prawie pustego domu by wieść moje stare życie. Tak , to właśnie to sprawiało, że przez całą noc nie mogłam zmrużyć oka. Zastanawiałam się jak to będzie. Co będę robić , gdy wrócę do swojego pokoju, co ze sobą zrobię. Tak na prawdę tam nie miałam tak wspaniałych przyjaciół jak tutaj. Tam nie mogłam normalnie porozmawiać z kimś porozmawiać, żeby za chwilę to się nie stało plotką całej szkoły. A najgorsze było to , że zbyt szybko przywiązywałam się do ludzi i gdy już tutaj zaczęło mi się podobać i naprawdę pokochałam to miejsce, a nawet samą Rose. To za chwilę będę musiała wyjechać i nie wiadomo kiedy znów się wszyscy zobaczymy. Tak .. dokładnie za 2 dni moje życie wróci do szarej rzeczywistości. Przygnębiło mnie jeszcze to , że tak na prawdę miałam już nie zobaczyć Niall'a. Taka była prawda, co z tego , że mnie zna. No tak zna mnie, ale to nie zmienia faktu , że gdy stąd wyjadę w rzeczywistości już nigdy go nie zobaczę, a przywiązałam się do niego i to mnie bolało. Chciałabym tutaj zostać na zawsze, ale będę musiała wrócić. On jest sławną osobą i nie ma czasu.
________________
Hej. Napisałam rozdział właśnie wymyślając go na szybko , więc przepraszam za jego jakość. Chcieliście , żebym nie usuwała bloga, więc go nie usunę. Ale dzisiaj miałam pomysł na nowe opowiadanie, na razie będę pisać je dla siebie, a później zobaczę , może założę nowego bloga i tam to opublikuję.
Dziękuję za wszystkie opinię to właśnie dzięki nim tutaj dalej jestem. Dajecie mi siłę do dalszego pisania. :)
Jeśli czytasz proszę pozostaw opinię, jest dla mnie ważna.
środa, 9 maja 2012
Zasada na blogu.
Witam po raz kolejny. Postanowiłam wprowadzić nową zasadę na blogu. I teraz jest pytanie do was, otóż wolicie , żebym dodawała dłuugi rozdział jeden raz w tygodniu, czy dwa razy w tygodniu (np. sobota i środa) krótsze rozdziały?
Odpowiedzi proszę udzielać w komentarzach. ^^
Odpowiedzi proszę udzielać w komentarzach. ^^
Mało czasu czyli kolejne przeprosiny.
Witam kochanych czytelników. Chcę was poinformować , iż dzisiaj ani jutro nie dodam kolejnego rozdziału. Mam ku temu powody, ale mam nadzieję, że w piątek ukaże się nowy post. Przepraszam, ale mam mało czasu.
Pozdrawiam.
niedziela, 6 maja 2012
Rozdział 10 - Wybawiciel ?
Kate.
Było ciemno , zimno i nie miałam jak się wyrwać i rzucić do ucieczki. Nie mogłam się nawet ruszyć , żeby jakkolwiek się bronić. Stojąc tak z przyłożonym nożem do szyi zastanawiałam się co będzie dalej? Zabije mnie czy nagle nie wiadomo skąd pojawi się rycerz , który mnie uratuje. Chciałabym, ale nie. Nic takiego się nie wydarzyło. Czułam tylko jak po mojej skórze wędruje ostrze , którym w każdej chwili mogłam zostać bezpowrotnie okaleczona. Przez myśl przechodziły mi moje ostatnie najmilsze wspomnienia. Nie chciałam , żeby tak to się skończyło, musiałam zacząć działać. Nie wiadomo co ten psychopata miał zamiar zrobić. Zaczęłam się mu wyrywać, z całej siły uderzyłam go w brzuch co trochę podziałało bo zgiął się w pół. Zwinnym ruchem , choć opadałam już z sił wyrwałam się z jego ramion i przytrzymałam mu rękę , w której trzymał nóż. Chyba lepiej by było gdybym to przemyślała i rozegrała nieco inaczej. Był silniejszy ode mnie. I to przecież każdy wiedział, ale nie mogłam bezczynnie dać mu się zabić. Wyciągnęłam szmatę z ust i już chciałam krzyczeć kiedy znów mnie chwycił. Na szczęście szybko zaczęłam mu się wyrywać i krzyczeć. Miałam tylko nadzieję, że ktoś mnie usłyszy
-Widzę, że drapieżna kocica -wymruczał i zaczął za mną biec. Zeskoczyłam z ostatniego szczebelka drabiny i zaczęłam dalej biec. Nie miałam już siły. Wszystko mnie bolało no i nie miałam na sobie bluzki, a po moim brzuchu dalej ciekła krew. Nagle przede mną dostrzegłam jakąś sylwetkę. Biegłam dalej przed siebie , nie wiedziałam czy to nie jego wspólnik , ale nie miałam innego wyjścia. Było tak ciemno, a ja byłam tak zmęczona , że nie umiałam racjonalnie myśleć.W jednej chwili poczułam jak coś wbija mi się do nogi z taką siłą , iż momentalnie upadłam na ziemię. Był to nóż. Miałam go prawie cały wbity w nodze. Osoba, która biegła w moją stronę była już dosłownie koło mnie. Dopiero teraz zorientowałam się , że go znam. Te blond włosy i uśmiech. Mój ratunek.
-Uważaj Niall ! -krzyknęłam za nim. Chłopak podbiegł do sprawcy , ale ten uciekł krzycząc, że to nie koniec. Chwilę po tym Niall był już przy mnie.
-Zrobił Ci coś? -zapytał, a ja od razu rzuciłam się na jego szyję zapłakana. Nie miałam siły nawet się dźwignąć. Nogi już prawie nie czułam.
-Boże drogi.. dasz radę wstać? -było słychać zmartwienie w jego głosie gdy spojrzał na moją nogę. Nie wiedziałam co mam z tym zrobić. Wyciągnąć bym nie dała rady , poza tym to chyba nie najlepszy pomysł.
-Chyba nie - po tych słowach chłopak mnie podniósł i wziął na ręce
-Trzeba jechać do szpitala
-Nie, nie chcę. Dam radę, tylko muszę porządnie złapać oddech- powiedziałam jeszcze łkając
-Nie ma mowy -powiedział i zaniósł mnie do domu. Na szczęście ich dom był blisko tego miejsca i Niall nie musiał mnie za długo nosić. Na pewno byłam ciężka i sprawiałam problem.
Gdy weszliśmy do domu posadził mnie na krześle i pobiegł do pokoju Hazzy.
-Harry ! szybko wstawaj trzeba jechać do szpitala. Migiem ! -usłyszałam jak krzyczy Horan i po chwili obaj stali przede mną. Chłopaki wzięli mnie pod ramie i pomogli mi dojść do samochodu. W kilkudziesięciu minutach byliśmy na miejsce. Harry ciągle dopytywał co się stało , pytał mnie, pytał blondyna,. Nie byłam w stanie odpowiedzieć, nie byłam w stanie z nikim rozmawiać. Przekroczyliśmy próg szpitala i od razu znaleźliśmy pielęgniarkę , która zaprowadziła mnie do lekarza. On tak samo wypytywał co się stało , jak się czuję. Mówiłam tylko tyle na ile mnie było stać. Wyciągnął nóż , założył szwy, opatrzył mi nogę i sprawdzał czy nie mam wstrząsu mózgu ani innych obrażeń. Poinformował , że muszę zostać tutaj przynajmniej jedną noc, ale sprzeciwiałam się i powiedziałam , że jadę do domu. Dostałam szpitalne kule , które musiałam zwrócić gdy za tydzień przyjdę na kontrolę i zdjęcie szwów. Gdy chłopak przywiózł mnie do domu Lisa i Rose nie spały tylko kręciły się po kuchni, a gdy weszłam o kulach od razu znów zaczęła się cała gromada tych samych pytań. Co się stało? Nic Ci nie jest ? Jak się czujesz? Nie chciałam być nie miła, ale miałam już dosyć jak na jeden dzień. Marzyłam tylko o wygodnym łóżku , w którym mogłabym się schować.
-Mogę z nią zostać? -Niall skierował pytanie w stronę Lisy , w końcu to był jej dom
-Powiedz mi najpierw co się stało -odpowiedziała , na co blondyn wyjaśnił sytuację. Byłam wdzięczna , że ja nie muszę tego robić.
-Też zostaję -powiedział ze zmartwieniem Hazza
-Po co ? Idźcie do domu , wyśpijcie się. Macie też swoje sprawy -starałam się ich wygonić , ale na marne bo i tak uparli się , że zostają. Dotarłam o własnych siła do pokoju , choć zajęło mi trochę czasu iście po schodach, ale dałam radę. Usiadłam na łóżku i zaczęłam się rozglądać. Harry i Niall postanowili , że będą spać na podłodze i w razie czego mam ich budzić. Zebrałam myśli i postanowiłam się położyć spać. I tak zegarek wskazywał 4 nad ranem, więc specjalnie długo nie pośpię. Położyłam się do łóżka i nim się obejrzałam zapadłam w sen.
Chyba pierwszy raz odkąd tutaj jestem obudziłam się sama. Nie obudził mnie ani żaden z chłopaków, ani promienie słoneczne, ani deszcz, burza ani nic.
-Witam księżniczko -usłyszałam od razu po przetarciu oczu i gdy już byłam w stanie normalnie operować wzrokiem , dostrzegłam , że Niall siedzi obok mnie i patrzy cały czas na każdy mój ruch
-Hej -odpowiedziałam. Te kilka godzin snu dały po sobie znać. Byłam w lepszym nastroju i mogłam już normalnie mówić. Uspokoiłam się i czuję się trochę lepiej.
-Jak się czujesz?
-Lepiej -staraliśmy się mówić szeptem bo Hazza jeszcze smacznie spał
Chciałam wstać i trochę się wyprostować, ale Horan mi zabronił. Lekarz kazał mi się nie przemęczać. Chwilę się z nim sprzeczałam , ale w ostateczność usiadł na moimi plecami przysunął się do mnie objął mnie ramionami i powiedział , że nie pozwoli mi się ruszyć i że to dla mojego dobra. Miło było widzieć , że mam takich dobrych przyjaciół , którzy się troszczą. Siedzieliśmy przytuleni rozmawiając i śmiejąc się. Chyba w pewnym momencie byliśmy trochę za głośno, bo Harold się obudził.
Harry.
Ze snu wybiła mnie czyjaś rozmowa. Otworzyłem oczy i mój wzrok przykuła Kate wtulona w Niall'a. Wyglądali jakby łączyło ich coś więcej niż tylko przyjaźń. Z niewiadomego powodu coś zakuło mnie w sercu i zrobiło mi się smutno. Odwróciłem się na drugi bok, a moją głowę przejęły wspomnienia. Konkretniej wspomnienie poznania Kate. Pierwsze chwile , które razem spędzaliśmy zanim nie zjawiła się Rosalie. Jest piękna i mógłbym pomyśleć , że mi się podoba, ale nie miała tego czegoś co przyciągało mnie do Kate. Kurde... o czym ja myślę? Jestem zwykłym dupkiem , ciągle staram się zwrócić uwagę Rose, a tak na prawdę cały czas myślę o Kat. Już sam nie wiem co się ze mną dzieje.. boli mnie widok , że ktoś inny ją przytula, nawet jeśli tym "kimś" jest mój przyjaciel. Chyba nie chciałem tu dłużej siedzieć, musiałem iść odetchnąć i zastanowić się nad samym sobą.
_____________
Witam was po raz drugi w tym dniu. :) Post znów jest krótki , ale właściwie ten i ten wcześniejszy to tak jakby jeden rozdział , ale rozbity na dwie części. Poza tym dodałam go dzisiaj , więc mam nadzieję, że rozumiecie. Kolejny powinien się pojawić jutro bądź we wtorek , jeszcze zobaczę. Proszę o opinię w komentarzu i pozdrawiam.
PS. Przekroczyliśmy 2000 wyświetleń. Bardzo wam dziękuję za wszystkie opinie i wejścia na bloga.
Było ciemno , zimno i nie miałam jak się wyrwać i rzucić do ucieczki. Nie mogłam się nawet ruszyć , żeby jakkolwiek się bronić. Stojąc tak z przyłożonym nożem do szyi zastanawiałam się co będzie dalej? Zabije mnie czy nagle nie wiadomo skąd pojawi się rycerz , który mnie uratuje. Chciałabym, ale nie. Nic takiego się nie wydarzyło. Czułam tylko jak po mojej skórze wędruje ostrze , którym w każdej chwili mogłam zostać bezpowrotnie okaleczona. Przez myśl przechodziły mi moje ostatnie najmilsze wspomnienia. Nie chciałam , żeby tak to się skończyło, musiałam zacząć działać. Nie wiadomo co ten psychopata miał zamiar zrobić. Zaczęłam się mu wyrywać, z całej siły uderzyłam go w brzuch co trochę podziałało bo zgiął się w pół. Zwinnym ruchem , choć opadałam już z sił wyrwałam się z jego ramion i przytrzymałam mu rękę , w której trzymał nóż. Chyba lepiej by było gdybym to przemyślała i rozegrała nieco inaczej. Był silniejszy ode mnie. I to przecież każdy wiedział, ale nie mogłam bezczynnie dać mu się zabić. Wyciągnęłam szmatę z ust i już chciałam krzyczeć kiedy znów mnie chwycił. Na szczęście szybko zaczęłam mu się wyrywać i krzyczeć. Miałam tylko nadzieję, że ktoś mnie usłyszy
-Widzę, że drapieżna kocica -wymruczał i zaczął za mną biec. Zeskoczyłam z ostatniego szczebelka drabiny i zaczęłam dalej biec. Nie miałam już siły. Wszystko mnie bolało no i nie miałam na sobie bluzki, a po moim brzuchu dalej ciekła krew. Nagle przede mną dostrzegłam jakąś sylwetkę. Biegłam dalej przed siebie , nie wiedziałam czy to nie jego wspólnik , ale nie miałam innego wyjścia. Było tak ciemno, a ja byłam tak zmęczona , że nie umiałam racjonalnie myśleć.W jednej chwili poczułam jak coś wbija mi się do nogi z taką siłą , iż momentalnie upadłam na ziemię. Był to nóż. Miałam go prawie cały wbity w nodze. Osoba, która biegła w moją stronę była już dosłownie koło mnie. Dopiero teraz zorientowałam się , że go znam. Te blond włosy i uśmiech. Mój ratunek.
-Uważaj Niall ! -krzyknęłam za nim. Chłopak podbiegł do sprawcy , ale ten uciekł krzycząc, że to nie koniec. Chwilę po tym Niall był już przy mnie.
-Zrobił Ci coś? -zapytał, a ja od razu rzuciłam się na jego szyję zapłakana. Nie miałam siły nawet się dźwignąć. Nogi już prawie nie czułam.
-Boże drogi.. dasz radę wstać? -było słychać zmartwienie w jego głosie gdy spojrzał na moją nogę. Nie wiedziałam co mam z tym zrobić. Wyciągnąć bym nie dała rady , poza tym to chyba nie najlepszy pomysł.
-Chyba nie - po tych słowach chłopak mnie podniósł i wziął na ręce
-Trzeba jechać do szpitala
-Nie, nie chcę. Dam radę, tylko muszę porządnie złapać oddech- powiedziałam jeszcze łkając
-Nie ma mowy -powiedział i zaniósł mnie do domu. Na szczęście ich dom był blisko tego miejsca i Niall nie musiał mnie za długo nosić. Na pewno byłam ciężka i sprawiałam problem.
Gdy weszliśmy do domu posadził mnie na krześle i pobiegł do pokoju Hazzy.
-Harry ! szybko wstawaj trzeba jechać do szpitala. Migiem ! -usłyszałam jak krzyczy Horan i po chwili obaj stali przede mną. Chłopaki wzięli mnie pod ramie i pomogli mi dojść do samochodu. W kilkudziesięciu minutach byliśmy na miejsce. Harry ciągle dopytywał co się stało , pytał mnie, pytał blondyna,. Nie byłam w stanie odpowiedzieć, nie byłam w stanie z nikim rozmawiać. Przekroczyliśmy próg szpitala i od razu znaleźliśmy pielęgniarkę , która zaprowadziła mnie do lekarza. On tak samo wypytywał co się stało , jak się czuję. Mówiłam tylko tyle na ile mnie było stać. Wyciągnął nóż , założył szwy, opatrzył mi nogę i sprawdzał czy nie mam wstrząsu mózgu ani innych obrażeń. Poinformował , że muszę zostać tutaj przynajmniej jedną noc, ale sprzeciwiałam się i powiedziałam , że jadę do domu. Dostałam szpitalne kule , które musiałam zwrócić gdy za tydzień przyjdę na kontrolę i zdjęcie szwów. Gdy chłopak przywiózł mnie do domu Lisa i Rose nie spały tylko kręciły się po kuchni, a gdy weszłam o kulach od razu znów zaczęła się cała gromada tych samych pytań. Co się stało? Nic Ci nie jest ? Jak się czujesz? Nie chciałam być nie miła, ale miałam już dosyć jak na jeden dzień. Marzyłam tylko o wygodnym łóżku , w którym mogłabym się schować.
-Mogę z nią zostać? -Niall skierował pytanie w stronę Lisy , w końcu to był jej dom
-Powiedz mi najpierw co się stało -odpowiedziała , na co blondyn wyjaśnił sytuację. Byłam wdzięczna , że ja nie muszę tego robić.
-Też zostaję -powiedział ze zmartwieniem Hazza
-Po co ? Idźcie do domu , wyśpijcie się. Macie też swoje sprawy -starałam się ich wygonić , ale na marne bo i tak uparli się , że zostają. Dotarłam o własnych siła do pokoju , choć zajęło mi trochę czasu iście po schodach, ale dałam radę. Usiadłam na łóżku i zaczęłam się rozglądać. Harry i Niall postanowili , że będą spać na podłodze i w razie czego mam ich budzić. Zebrałam myśli i postanowiłam się położyć spać. I tak zegarek wskazywał 4 nad ranem, więc specjalnie długo nie pośpię. Położyłam się do łóżka i nim się obejrzałam zapadłam w sen.
Chyba pierwszy raz odkąd tutaj jestem obudziłam się sama. Nie obudził mnie ani żaden z chłopaków, ani promienie słoneczne, ani deszcz, burza ani nic.
-Witam księżniczko -usłyszałam od razu po przetarciu oczu i gdy już byłam w stanie normalnie operować wzrokiem , dostrzegłam , że Niall siedzi obok mnie i patrzy cały czas na każdy mój ruch
-Hej -odpowiedziałam. Te kilka godzin snu dały po sobie znać. Byłam w lepszym nastroju i mogłam już normalnie mówić. Uspokoiłam się i czuję się trochę lepiej.
-Jak się czujesz?
-Lepiej -staraliśmy się mówić szeptem bo Hazza jeszcze smacznie spał
Chciałam wstać i trochę się wyprostować, ale Horan mi zabronił. Lekarz kazał mi się nie przemęczać. Chwilę się z nim sprzeczałam , ale w ostateczność usiadł na moimi plecami przysunął się do mnie objął mnie ramionami i powiedział , że nie pozwoli mi się ruszyć i że to dla mojego dobra. Miło było widzieć , że mam takich dobrych przyjaciół , którzy się troszczą. Siedzieliśmy przytuleni rozmawiając i śmiejąc się. Chyba w pewnym momencie byliśmy trochę za głośno, bo Harold się obudził.
Harry.
Ze snu wybiła mnie czyjaś rozmowa. Otworzyłem oczy i mój wzrok przykuła Kate wtulona w Niall'a. Wyglądali jakby łączyło ich coś więcej niż tylko przyjaźń. Z niewiadomego powodu coś zakuło mnie w sercu i zrobiło mi się smutno. Odwróciłem się na drugi bok, a moją głowę przejęły wspomnienia. Konkretniej wspomnienie poznania Kate. Pierwsze chwile , które razem spędzaliśmy zanim nie zjawiła się Rosalie. Jest piękna i mógłbym pomyśleć , że mi się podoba, ale nie miała tego czegoś co przyciągało mnie do Kate. Kurde... o czym ja myślę? Jestem zwykłym dupkiem , ciągle staram się zwrócić uwagę Rose, a tak na prawdę cały czas myślę o Kat. Już sam nie wiem co się ze mną dzieje.. boli mnie widok , że ktoś inny ją przytula, nawet jeśli tym "kimś" jest mój przyjaciel. Chyba nie chciałem tu dłużej siedzieć, musiałem iść odetchnąć i zastanowić się nad samym sobą.
_____________
Witam was po raz drugi w tym dniu. :) Post znów jest krótki , ale właściwie ten i ten wcześniejszy to tak jakby jeden rozdział , ale rozbity na dwie części. Poza tym dodałam go dzisiaj , więc mam nadzieję, że rozumiecie. Kolejny powinien się pojawić jutro bądź we wtorek , jeszcze zobaczę. Proszę o opinię w komentarzu i pozdrawiam.
PS. Przekroczyliśmy 2000 wyświetleń. Bardzo wam dziękuję za wszystkie opinie i wejścia na bloga.
Rozdział 9 - Butelka
Kate.
Zeszłam do salonu gdzie siedział Harry, Lisa, Zayn i Rose. Oglądali jakiś film, usiadłam obok nich i wpatrzyłam się w ekran telewizora. Po 20 minutach oglądania miałam dość.. film był tak nudny i przewidywalny, że nie dało się na to patrzeć. Już chciałam się zbierać spać gdy do domu wparował Niall, Liam i Loui z butelką w ręce. Krzyczeli , że mamy siadać na podłodze bo gramy w butelkę. Tak.. 23 wieczorem, a Ci wariaci chcą grać w butelkę. No, ale w końcu w tym domu nikt nie był normalny , więc można się było tego spodziewać. Tak jak nakazał Li usiedliśmy w koło.
-No to zaczynamy ! -krzyknął jeden z chłopaków
-Kto pierwszy? -zapytała Rose, na co od razu została jej wręczona butelka i stwierdzono , że ona będzie kręciła jako pierwsza. Wzięła butelkę do ręki i zakręciła nią. Najpierw wypadło na Zayna, a zaraz potem oczywiście jak na złość musiało paść na mnie.
-Wyzwanie czy prawda? -zapytał mulat szyderczo się uśmiechając
-Yhh.. no niech będzie prawda -wymamrotałam niechętnie. Lubiłam grać z przyjaciółmi w takie gry, ale na mój pech, zawsze miałam ciężko odpowiedzieć lub coś wykonać. Najlepiej się grało jak już większość była wstawionych, wtedy po pierwsze wszystko szło jak z płatka , a po drugie prawie nikt na drugi dzień nic nie pamiętał. Są plusy i minusy.
-Czy podoba Ci się stąd jakiś chłopak i jak tak to jaki - te słowa były dla mnie jak cios w twarz, nie wiedziałam co mam zrobić.Przez ostatni czas bardzo się zżyłam z chłopakami, spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu. Praktycznie każdą wolną chwilę, a ostatnio najwięcej czasu przebywałam z blondynem, który właśnie siedział na przeciw mnie i nerwowo bawił się niebieskim sznurkiem swojej bluzy. Wyraźnie obawiał się odpowiedzi. Zastanawiałam się jak uniknąć odpowiedzi, ale nic nie przychodziło mi na myśl. Nie mogłam przecież nie odpowiedzieć bo jak by to wyglądało? Nie.. muszę coś zrobić tylko co. Myśl, myśl.
-Przepraszam was, ale muszę wyjść, właśnie sobie przypomniałam , że muszę załatwić coś na mieście - to chyba najgłupsza rzecz jaką mogłam teraz powiedzieć. Zadano mi zasadnicze pytanie w grze, na które powinnam odpowiedzieć, a ja recytuję wymówkę , że muszę coś załatwić na mieście.. o 23 wieczorem ! W tej chwili przeszłam samą siebie. Chyba jeszcze nigdy w życiu , nie wykręciłam się tak kiepskim tekstem.Już miałam rzucić się do drzwi kiedy Lisa zabrała głos
-Ej, ej nie możesz się tak szybko zmyć, najpierw odpowiedz
*I Ty Brutusie przeciwko mnie* - pomyślałam i zastanowiłam się co mam powiedzieć
-Za chwilę wrócę - rzuciłam szybko zakładając pierwsze lepsze buty z brzegu i wyszłam z domu. Na zewnątrz było ciemno , zimno i do tego wszystkiego padał deszcz, ale w tej chwili miałam to gdzieś. Wzięłam głęboki wdech zimnego powietrza , które dało mi ukojenie. Ruszyłam wolnym krokiem w moje ulubione miejsce, do którego ostatnio często przychodziłam jak miałam problem. W prawdzie nie było tam nikogo kto mógłby mi pomóc, właściwie to nigdy nikogo tam nie było i właśnie to dodawało uroku temu miejscu. Raczej byłam typem samotnika. Nigdy nie dzieliłam się z nikim swoimi problemami, bardziej wolałam sama sobie radzić. I tak .. większość ludzi "pocieszy" Cię kiepskim "Będzie dobrze " i to wszystko.
*Jeszcze tylko kilka schodków w górę i będę w swojej oazie spokoju.* - przeszło mi przez myśl . Zwinnie wspięłam się po małej drabince i gdy stanęłam na podłożu cicho westchnęłam. Wokół mnie była ciemność i niewielka część zapalonych świateł w domach. Tak, właśnie byłam na dachu bloku i można pomyśleć , że to wszystko wygląda jak w starej komedii romantycznej, ale to dawało mi spokój. Usiadłam na skraju i zaczęłam rozmyślać nad tym co się zmieniło odkąd tutaj przyjechałam, a kilka rzeczy niewątpliwie się zmieniło.Moje myśli stanęły na jednym chłopaku ... Niall. Czy mogło być między nami coś więcej? Raczej nie.. Jeszcze niedawno można było pomyśleć , że z Harrym to coś więcej niż sama przyjaźń, a teraz? No tak nasza kochana blond Rose zawróciła mu w głowie, ale może to i dobrze. Może tak musiało być. Owe myśli natychmiast zniknęły gdy poczułam jak ktoś szarpie mnie za włosy. Nie zdążyłam się odwrócić i mu przyjrzeć , ból za którym szło ciągnięcie włosów był tak silny, że od razu wstałam. Osoba przyciągnęła mnie do siebie. Na początku myślałam , że ktoś sobie robi żarty.
-I co boisz się kotku.. mamusia nie uczyła, że takie ślicznotki nie powinny wychodzić same o takiej porze? -po tych słowach miałam stu procentową pewność, że ten głos nie należy do nikogo kogo znam. Dopiero teraz dostrzegłam , że trzyma w ręce nóż, którego ostrze połyskiwało. Teraz stałam tam nie wiedząc co mam zrobić. Myślałam , że to sen, może za chwilę się obudzę, ale nie. To na pewno nie jest sen. Chciałam się odwrócić, żeby zobaczyć jego twarz , ale nim zdążyłam się obejrzeć on zerwał ze mnie bluzkę, którą rzucił gdzieś w dół. Pewnie już leży gdzieś na ulicy. Zimne ostrze , które trzymał w ręce właśnie wędrowało od mojego karku w dół. Zatrzymał się na brzuchu i przycisnął nóż bardziej. Poczułam jak spływa po nim krew. Próbowałam krzyczeć, ale włożył mi do ust jakąś szmatę co uniemożliwiło mi jakiekolwiek wydobycie dźwięku.
-Co powiesz na zabawę kociaczku? -wyszeptał mi do ucha .
________
Witam kochani czytelnicy ! Takie to krótkie, ale może jeszcze dziś pojawi się kolejny rozdział. Tak właściwie to co tu teraz napisałam to rozdział nie jest, bo za krótki, ale uwierzcie, że dłuższy byłby nudniejszy.
Swoją drogą mam jeszcze kilka pomysłów na posty, ale nie podoba mi się styl jakim piszę, a teraz trochę ciężko to zmienić. O.o Wolałabym pisać jako jedna osoba , a nie zmieniać " Kate, Rosalie, Harry, Niall " itp. Ale jak już tak zaczęłam no to co poradzić.. może kiedyś skuszę się na jeszcze jednego bloga i tam będę tak pisała. Zobaczę jeszcze.
No i przypominam jeszcze, że gg , które jest po prawej stronie służy do ogólnego pisania ze mną, a opinie w komentarzach.
PS. Ten rozdział nie był wymyślony przeze mnie. Jedna z czytelniczek pisała ze mną i miała ochotę na napisanie czegoś. Pozmieniałam tutaj niektóre rzeczy i napisałam swoim językiem, ale mam nadzieję, że się nie obrazisz. :) Dziękuję za pomoc i myślę, że powinnaś założyć bloga z opowiadaniem. Nie masz nic do stracenia, a możesz zyskać.
Zeszłam do salonu gdzie siedział Harry, Lisa, Zayn i Rose. Oglądali jakiś film, usiadłam obok nich i wpatrzyłam się w ekran telewizora. Po 20 minutach oglądania miałam dość.. film był tak nudny i przewidywalny, że nie dało się na to patrzeć. Już chciałam się zbierać spać gdy do domu wparował Niall, Liam i Loui z butelką w ręce. Krzyczeli , że mamy siadać na podłodze bo gramy w butelkę. Tak.. 23 wieczorem, a Ci wariaci chcą grać w butelkę. No, ale w końcu w tym domu nikt nie był normalny , więc można się było tego spodziewać. Tak jak nakazał Li usiedliśmy w koło.
-No to zaczynamy ! -krzyknął jeden z chłopaków
-Kto pierwszy? -zapytała Rose, na co od razu została jej wręczona butelka i stwierdzono , że ona będzie kręciła jako pierwsza. Wzięła butelkę do ręki i zakręciła nią. Najpierw wypadło na Zayna, a zaraz potem oczywiście jak na złość musiało paść na mnie.
-Wyzwanie czy prawda? -zapytał mulat szyderczo się uśmiechając
-Yhh.. no niech będzie prawda -wymamrotałam niechętnie. Lubiłam grać z przyjaciółmi w takie gry, ale na mój pech, zawsze miałam ciężko odpowiedzieć lub coś wykonać. Najlepiej się grało jak już większość była wstawionych, wtedy po pierwsze wszystko szło jak z płatka , a po drugie prawie nikt na drugi dzień nic nie pamiętał. Są plusy i minusy.
-Czy podoba Ci się stąd jakiś chłopak i jak tak to jaki - te słowa były dla mnie jak cios w twarz, nie wiedziałam co mam zrobić.Przez ostatni czas bardzo się zżyłam z chłopakami, spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu. Praktycznie każdą wolną chwilę, a ostatnio najwięcej czasu przebywałam z blondynem, który właśnie siedział na przeciw mnie i nerwowo bawił się niebieskim sznurkiem swojej bluzy. Wyraźnie obawiał się odpowiedzi. Zastanawiałam się jak uniknąć odpowiedzi, ale nic nie przychodziło mi na myśl. Nie mogłam przecież nie odpowiedzieć bo jak by to wyglądało? Nie.. muszę coś zrobić tylko co. Myśl, myśl.
-Przepraszam was, ale muszę wyjść, właśnie sobie przypomniałam , że muszę załatwić coś na mieście - to chyba najgłupsza rzecz jaką mogłam teraz powiedzieć. Zadano mi zasadnicze pytanie w grze, na które powinnam odpowiedzieć, a ja recytuję wymówkę , że muszę coś załatwić na mieście.. o 23 wieczorem ! W tej chwili przeszłam samą siebie. Chyba jeszcze nigdy w życiu , nie wykręciłam się tak kiepskim tekstem.Już miałam rzucić się do drzwi kiedy Lisa zabrała głos
-Ej, ej nie możesz się tak szybko zmyć, najpierw odpowiedz
*I Ty Brutusie przeciwko mnie* - pomyślałam i zastanowiłam się co mam powiedzieć
-Za chwilę wrócę - rzuciłam szybko zakładając pierwsze lepsze buty z brzegu i wyszłam z domu. Na zewnątrz było ciemno , zimno i do tego wszystkiego padał deszcz, ale w tej chwili miałam to gdzieś. Wzięłam głęboki wdech zimnego powietrza , które dało mi ukojenie. Ruszyłam wolnym krokiem w moje ulubione miejsce, do którego ostatnio często przychodziłam jak miałam problem. W prawdzie nie było tam nikogo kto mógłby mi pomóc, właściwie to nigdy nikogo tam nie było i właśnie to dodawało uroku temu miejscu. Raczej byłam typem samotnika. Nigdy nie dzieliłam się z nikim swoimi problemami, bardziej wolałam sama sobie radzić. I tak .. większość ludzi "pocieszy" Cię kiepskim "Będzie dobrze " i to wszystko.
*Jeszcze tylko kilka schodków w górę i będę w swojej oazie spokoju.* - przeszło mi przez myśl . Zwinnie wspięłam się po małej drabince i gdy stanęłam na podłożu cicho westchnęłam. Wokół mnie była ciemność i niewielka część zapalonych świateł w domach. Tak, właśnie byłam na dachu bloku i można pomyśleć , że to wszystko wygląda jak w starej komedii romantycznej, ale to dawało mi spokój. Usiadłam na skraju i zaczęłam rozmyślać nad tym co się zmieniło odkąd tutaj przyjechałam, a kilka rzeczy niewątpliwie się zmieniło.Moje myśli stanęły na jednym chłopaku ... Niall. Czy mogło być między nami coś więcej? Raczej nie.. Jeszcze niedawno można było pomyśleć , że z Harrym to coś więcej niż sama przyjaźń, a teraz? No tak nasza kochana blond Rose zawróciła mu w głowie, ale może to i dobrze. Może tak musiało być. Owe myśli natychmiast zniknęły gdy poczułam jak ktoś szarpie mnie za włosy. Nie zdążyłam się odwrócić i mu przyjrzeć , ból za którym szło ciągnięcie włosów był tak silny, że od razu wstałam. Osoba przyciągnęła mnie do siebie. Na początku myślałam , że ktoś sobie robi żarty.
-I co boisz się kotku.. mamusia nie uczyła, że takie ślicznotki nie powinny wychodzić same o takiej porze? -po tych słowach miałam stu procentową pewność, że ten głos nie należy do nikogo kogo znam. Dopiero teraz dostrzegłam , że trzyma w ręce nóż, którego ostrze połyskiwało. Teraz stałam tam nie wiedząc co mam zrobić. Myślałam , że to sen, może za chwilę się obudzę, ale nie. To na pewno nie jest sen. Chciałam się odwrócić, żeby zobaczyć jego twarz , ale nim zdążyłam się obejrzeć on zerwał ze mnie bluzkę, którą rzucił gdzieś w dół. Pewnie już leży gdzieś na ulicy. Zimne ostrze , które trzymał w ręce właśnie wędrowało od mojego karku w dół. Zatrzymał się na brzuchu i przycisnął nóż bardziej. Poczułam jak spływa po nim krew. Próbowałam krzyczeć, ale włożył mi do ust jakąś szmatę co uniemożliwiło mi jakiekolwiek wydobycie dźwięku.
-Co powiesz na zabawę kociaczku? -wyszeptał mi do ucha .
________
Witam kochani czytelnicy ! Takie to krótkie, ale może jeszcze dziś pojawi się kolejny rozdział. Tak właściwie to co tu teraz napisałam to rozdział nie jest, bo za krótki, ale uwierzcie, że dłuższy byłby nudniejszy.
Swoją drogą mam jeszcze kilka pomysłów na posty, ale nie podoba mi się styl jakim piszę, a teraz trochę ciężko to zmienić. O.o Wolałabym pisać jako jedna osoba , a nie zmieniać " Kate, Rosalie, Harry, Niall " itp. Ale jak już tak zaczęłam no to co poradzić.. może kiedyś skuszę się na jeszcze jednego bloga i tam będę tak pisała. Zobaczę jeszcze.
No i przypominam jeszcze, że gg , które jest po prawej stronie służy do ogólnego pisania ze mną, a opinie w komentarzach.
PS. Ten rozdział nie był wymyślony przeze mnie. Jedna z czytelniczek pisała ze mną i miała ochotę na napisanie czegoś. Pozmieniałam tutaj niektóre rzeczy i napisałam swoim językiem, ale mam nadzieję, że się nie obrazisz. :) Dziękuję za pomoc i myślę, że powinnaś założyć bloga z opowiadaniem. Nie masz nic do stracenia, a możesz zyskać.
Pozdrawiam. !
piątek, 4 maja 2012
Rozdział 8 - Zdrowa
Kate.
Minęło już sporo czasu odkąd tutaj przyjechałam i za niedługo będę musiała wracać do domu. Szczerze powiedziawszy to chyba najlepsze wakacje jakie miałam, i to nie dlatego , że poznałam chłopaków z One Direction. Spędziłam sporo czasu z moją najlepszą przyjaciółką i to się liczyło.. przynajmniej dla mnie. Nie chciałam wracać, tutaj mogłam decydować sama za siebie, a w domu matka nie zwracała na mnie uwagi, dla niej istniał tylko Jeff i nic poza nim. Kocha mnie, wiem to, jednak to co dla mnie ważne - ją nie obchodzi. Nie liczy się z moimi uczuciami.
Na zewnątrz nie widać było poprawy. Od ostatniego czasu deszcz pada całymi dniami, a wiatr nie daje spokojnie wyjść z domu. Drzewa ledwie się trzymają, a ludzie prawie nie wychodzą z domu.
Tak właściwie która była godzina? I czemu jeszcze nie śpię? Wokół mnie było ciemno i gdyby nie to, że od dłuższego czasu patrzę się w ścianę , zapewne nic bym teraz nie widziała. Sięgnęłam po telefon, który leżał pod poduszką i nacisnęłam jakiś przycisk, żeby zobaczyć która godzina. Była 4:05 nad ranem. Matko ... co się ze mną ostatnio dzieje? Jestem w tym domu chyba największym śpiochem , którego nie da się wyciągnąć z łóżka, a ostatnimi czasy budzę się po nocach i już nie umiem zasnąć. Usiadłam na łóżku przecierając oczy, a następnie wsunęłam nogi w cieplutkie kapcie i zeszłam do kuchni. Stanęłam na progu i zaświeciłam najmniejszą lampę w kuchni. W pewnym momencie myślałam, że dostanę zawału, ale po chwili zorientowałam się, że to Niall śpi na stole.. Czekaj, czekaj. Wróć. Czemu oni cały czas się tutaj kręcą?! Nie mówię, że mi to przeszkadza, ale czy oni nie mają własnego życia? Na Boga! Przecież to są gwiazdy, mają urwanie głowy.
Już chciałam go obudzić , ale gdy podeszłam zobaczyłam jak słodko śpi. Gdybym go teraz obudziła i wystawiła za drzwi , na ten deszcz można by było pomyśleć , że nie mam serca. Nie , nie zrobię tego. Zgasiłam kuchenne światło i wróciłam do salonu. Tam zaś załączyłam lampkę, żeby się nie przewrócić co w moim przypadku jest bardzo częste. Chwyciłam za koc z kanapy i wróciłam do Niall'a. Okryłam go ciepłą tkaniną na co on tylko coś wymamrotał i się uśmiechnął. Był słodki. To trzeba było przyznać. 'Ciekawe czy reszta zespołu się tu kręci' -przemknęło mi przez myśl. Wolę jednak tego nie sprawdzać bo na prawdę przez nich zawału dostanę. Wzięłam szklankę i nalałam do niej wody. Starałam się wszystko robić jak najciszej , żeby nie obudzić blondyna. Kręciłam się po kuchni , nie mogąc znaleźć sobie miejsca, aż w końcu zaczęłam czuć wzrok na sobie. Odwróciłam się i dostrzegłam, że Niall obserwuje każdy mój ruch.
-Nie śpisz? -powiedziałam cicho, żeby nie obudzić reszty .. ktokolwiek tu był..
-Nie -wyszczerzył się -Cały czas nie spałem i dziękuję za koc. To było .. miłe -znów się uśmiechnął tyle, że bardziej szyderczo
-Co tu robisz?
-Chciałem....-urwał
Usiadłam na blacie niedaleko stołu, przy którym siedział i spojrzałam na jego twarz. Wyraźnie coś go gryzło, nie był typem chłopaka, który się żali, ale gdy chciał coś wyrzucić z siebie było to po nim widać. Powoli do mnie podszedł i stanął tuż przede mną. Patrzyliśmy sobie w oczy , on położył swoją dłoń na mojej tali i delikatnie przysunął mój podbródek muskając moje usta. Odwzajemniłam pocałunek i gdy chciałam dźwignąć drugą dłoń strąciłam z blatu szklankę, która upadając na podłogę zrobiła dużo hałasu. Szybko oderwaliśmy się od siebie, zeskoczyłam z blatu i zaczęłam zbierać kawałki szkła. Niall się upierał , że on to pozbiera bo ja sobie zrobię krzywdę, ale i tak dalej zbierałam kawałki potłuczonej szklanki. W sekundzie przed kuchnią pojawiła się Lisa z kijem od miotły w ręce, a za nią stał Zayn. Spojrzeliśmy na siebie z Niall'em i wybuchnęliśmy śmiechem.
-Po co Ci ten kij? -powiedziałam przez śmiech , patrząc na jej poważną minę, jednak po chwili chyba sobie uświadomiła jak głupio z nim wygląda i odłożyła go
-Eh...myślałam, że to włamywacze. -powiedziała i spojrzała na Zayna, ale nawet on prawie pękał ze śmiechu
-Oho.. dwóch mamy tutaj -spojrzałam najpierw na Nialla , a następnie na Zayna. -Gdzie pozostałe 3/5 zespołu? -dodałam po chwili
-Nie wiem, mamy trochę wolnego, więc każdy ma samowolkę i możemy robić co nam się chce. -powiedział Zayn przyciągając ramieniem Lisę i pocałował ją w głowę.
Pozbieraliśmy szkło i wyrzuciliśmy szklankę do kosza
-Wiesz.. przepraszam za szklankę, mam nadzieję , że nie była cenna.
-Nic się nie stało.
-Dobra zbieramy się dalej spać, bo jest noc! -powiedział Zayn i pociągnął Lisę
Wyszli z kuchni i znów zrobiło się cicho. Rozejrzałam się dookoła , a mój wzrok stanął na sylwetce Niall'a.
-Idź spać-powiedział posyłając uśmiech
-A co z Tobą?
-Ja sobie tutaj jeszcze posiedzę.
-Nie ma mowy. Sam tu nie będziesz. -pociągnęłam go i poszliśmy do "mojego" pokoju. Wepchnęłam go na łóżko i usiadłam obok.
-Spróbuj zasnąć, bo wyglądasz jakbyś ćpał -powiedziałam przykrywając go kołdrą i sama położyłam się na drugim końcu łóżka. Tej nocy, a może raczej tego ranka już więcej nie zmrużyłam oka. Myślałam cały czas co mam zrobić, nie chciałam wracać do domu, a czas uciekał...
Rosalie.
Minął tydzień od mojej choroby. Jednak opłacało się leżeć samemu w pokoju , przez całe 7 dni , tylko po to żeby móc teraz swobodnie wychodzić i nie zarażać innych. Choć to był długi i monotonny tydzień, na reszcie mogę się stąd wyrwać i zapomnieć o czterech ścianach tego pokoju. W sumie dużo nie straciłam bo przez ostatni czas ciągle pada deszcz i tak do dziś, ale nie mam zamiaru chować się w domu. Domowników nie widziałam już większość czasu, nie miałam siły wygramolić się z łóżka, więc nie opuszczałam pokoju , co spowodowało , że prawie zapomniałam pozostałe pomieszczenie tego domu wyglądają.Mój wzrok przyciągnęło pudełko, które leżało koło łóżka. Było to pudełko od Harrego.. na przeprosiny. Naciągnęłam na siebie jakieś ciuchy i zrobiłam poranną toaletę. Chciałam zobaczyć co robi Kate, bo Lisa na pewno znów jest gdzieś z Zaynem. Delikatnie zapukałam w drzwi i weszłam . Ku mojemu zdziwieniu , albo i nie? Na łóżku leżała Kate i Niall. Szybko się wycofałam i zamknęłam drzwi.
-Widać długo nie wychodziłam z pokoju..- powiedziałam sama do siebie i zeszłam do kuchni. Czułam jak burczy mi w brzuchu. Na reszcie miałam ochotę na coś do zjedzenia. Przekroczyłam próg kuchni i poczułam jak coś mi się wbiło w nogę. Automatycznie dźwignęłam nogę i zobaczyłam kawałek szkła w nodze.
-Ałł..-wymamrotałam i usiadłam na krześle patrząc na swoją stopę , po której leciała krew. Chwyciłam szkiełko i jednym ruchem je wyciągnęłam. Stanęłam na jedną nogę i zaczęłam skakać do kosza, wyrzuciłam szkło i chwyciłam kawałek chusteczki.
-Co jest? -usłyszałam zza pleców, odwróciłam się i zobaczyłam Kate
-A nic, nadepnęłam na szkło i tak wyszło -powiedziałam i ścierając krew ze stopy.
-O kurde... to moja wina. Wczoraj stłukłam szklankę i musiałam źle posprzątać. -powiedziała i szybko wyciągnęła z szafki plaster podając go mnie.
-E tam , to nic takiego- uśmiechnęłam się i przykleiłam plaster wstając z krzesła. Trochę bolało, ale nie na tyle, żebym nie mogła chodzić. Chyba jestem jakaś pechowa.. dopiero co wydostałam się z pokoju zagraconego chusteczkami , to teraz sobie przecięłam nogę.
-Chcesz herbaty? -zapytała wyciągając jeden kubek
-No, mogę się napić -posłałam jej uśmiech i znów zajęłam jedno krzesło, a już po chwili Kate podała mi kubek i usiadła na przeciw mnie. Rozmawiałyśmy ze sobą jakbyśmy się znały już od dziecka. Tematy nam się nie kończyły i oby dwie nawijałyśmy jak katarynki. Choć na początku nie za bardzo się dogadywałyśmy. Po chwili do pokoju wszedł blondyn z zespołu. Podszedł do nas i zapytał czy zrobimy mu coś do jedzenia. Jak zwykle głodomorek był głodny. Kate wstała i zajrzała do lodówki wyciągając z niej talerzyk z kanapkami, które jadłyśmy. Uradowany usiadł i nim się obejrzałam talerz był pusty. Zastanawiałam się gdzie on to wszystko mieści. Można by powiedzieć , że całe jego życie to jedzenie. Chociaż.. kto wie czy to jedyna jego miłość.. po głowie przeszedł mi obraz ich dwoje śpiących razem, który dziś rano widziałam. Może coś się święci. Postanowiłam zostawić ich samych i poszłam do pokoju. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Jedno nieodebrane połączenie. Jakiś numer. Nigdy w zwyczaju nie miałam oddzwaniać na nieznane numery, siedziałam zastanawiając się czy mam zadzwonić kiedy na wyświetlaczu znów pojawiło się okienko, że ktoś dzwoni. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha
-Słucham?
-Hej. Tu Harry.
-Czego znów?
-Dostałaś paczkę?
-Do rzeczy.
-Mogę do was przyjść?
-To nie mój dom.
-Wiem, ale wolę się upewnić, że wyjdę z niego żywy
-Tego Ci nie mogę obiecać
-Dobra, trudno. Zaraz tam będę.
Nacisnęłam czerwoną słuchawkę na telefonie i uśmiechnęłam się sama do siebie. 'Co za idiota' -przeszło mi przez myśl. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do salonu. Siedziała tam Lisa.
-O księżniczka już wyzdrowiała- zaśmiała się przytulając mnie
-Dawno Cię nie widziałam. -też się zaśmiałam
-To co dzisiaj robisz?
-Nie wiem. Harry chce tu zaraz przyjść
-Uuuu -urwała mi, na co spojrzałam na nią piorunującym spojrzeniem.
-No co? -zrobiła słodki uśmiech i znów się zaśmiałyśmy
Usiadłyśmy na kanapie i włączyłyśmy muzykę , trochę porozmawiałyśmy. W domu chyba nikogo więcej nie było . Kate chyba gdzieś wyszło, Nialla też nie było widać. Po chwili usłyszałyśmy dzwonek do drzwi , a do domu wszedł Zayn i Harry. Spojrzałam na niego. Uśmiechał się od ucha do ucha. Usiedli na kanapie obok nas i włączyliśmy jakiś film.
_______
Heej. Jak wam mija majówka? Wybaczcie, że piszę dopiero teraz, ale nie miałam kiedy dodać kolejnego rozdziału bo ciągle albo gdzieś jechałam , albo coś musiałam robić. Wiem, że jest krótki, ale nie mogłam nic więcej wymyślić. Coś mi to dzisiaj nie idzie.
Ostatnio się zastanawiałam czy nie usunąć tego bloga. Rozdziały są krótkie i mam wrażenie, że nudne. Jak na razie go zostawię i zastanowię się co z tym zrobić. Pozdrawiam.
Minęło już sporo czasu odkąd tutaj przyjechałam i za niedługo będę musiała wracać do domu. Szczerze powiedziawszy to chyba najlepsze wakacje jakie miałam, i to nie dlatego , że poznałam chłopaków z One Direction. Spędziłam sporo czasu z moją najlepszą przyjaciółką i to się liczyło.. przynajmniej dla mnie. Nie chciałam wracać, tutaj mogłam decydować sama za siebie, a w domu matka nie zwracała na mnie uwagi, dla niej istniał tylko Jeff i nic poza nim. Kocha mnie, wiem to, jednak to co dla mnie ważne - ją nie obchodzi. Nie liczy się z moimi uczuciami.
Na zewnątrz nie widać było poprawy. Od ostatniego czasu deszcz pada całymi dniami, a wiatr nie daje spokojnie wyjść z domu. Drzewa ledwie się trzymają, a ludzie prawie nie wychodzą z domu.
Tak właściwie która była godzina? I czemu jeszcze nie śpię? Wokół mnie było ciemno i gdyby nie to, że od dłuższego czasu patrzę się w ścianę , zapewne nic bym teraz nie widziała. Sięgnęłam po telefon, który leżał pod poduszką i nacisnęłam jakiś przycisk, żeby zobaczyć która godzina. Była 4:05 nad ranem. Matko ... co się ze mną ostatnio dzieje? Jestem w tym domu chyba największym śpiochem , którego nie da się wyciągnąć z łóżka, a ostatnimi czasy budzę się po nocach i już nie umiem zasnąć. Usiadłam na łóżku przecierając oczy, a następnie wsunęłam nogi w cieplutkie kapcie i zeszłam do kuchni. Stanęłam na progu i zaświeciłam najmniejszą lampę w kuchni. W pewnym momencie myślałam, że dostanę zawału, ale po chwili zorientowałam się, że to Niall śpi na stole.. Czekaj, czekaj. Wróć. Czemu oni cały czas się tutaj kręcą?! Nie mówię, że mi to przeszkadza, ale czy oni nie mają własnego życia? Na Boga! Przecież to są gwiazdy, mają urwanie głowy.
Już chciałam go obudzić , ale gdy podeszłam zobaczyłam jak słodko śpi. Gdybym go teraz obudziła i wystawiła za drzwi , na ten deszcz można by było pomyśleć , że nie mam serca. Nie , nie zrobię tego. Zgasiłam kuchenne światło i wróciłam do salonu. Tam zaś załączyłam lampkę, żeby się nie przewrócić co w moim przypadku jest bardzo częste. Chwyciłam za koc z kanapy i wróciłam do Niall'a. Okryłam go ciepłą tkaniną na co on tylko coś wymamrotał i się uśmiechnął. Był słodki. To trzeba było przyznać. 'Ciekawe czy reszta zespołu się tu kręci' -przemknęło mi przez myśl. Wolę jednak tego nie sprawdzać bo na prawdę przez nich zawału dostanę. Wzięłam szklankę i nalałam do niej wody. Starałam się wszystko robić jak najciszej , żeby nie obudzić blondyna. Kręciłam się po kuchni , nie mogąc znaleźć sobie miejsca, aż w końcu zaczęłam czuć wzrok na sobie. Odwróciłam się i dostrzegłam, że Niall obserwuje każdy mój ruch.
-Nie śpisz? -powiedziałam cicho, żeby nie obudzić reszty .. ktokolwiek tu był..
-Nie -wyszczerzył się -Cały czas nie spałem i dziękuję za koc. To było .. miłe -znów się uśmiechnął tyle, że bardziej szyderczo
-Co tu robisz?
-Chciałem....-urwał
Usiadłam na blacie niedaleko stołu, przy którym siedział i spojrzałam na jego twarz. Wyraźnie coś go gryzło, nie był typem chłopaka, który się żali, ale gdy chciał coś wyrzucić z siebie było to po nim widać. Powoli do mnie podszedł i stanął tuż przede mną. Patrzyliśmy sobie w oczy , on położył swoją dłoń na mojej tali i delikatnie przysunął mój podbródek muskając moje usta. Odwzajemniłam pocałunek i gdy chciałam dźwignąć drugą dłoń strąciłam z blatu szklankę, która upadając na podłogę zrobiła dużo hałasu. Szybko oderwaliśmy się od siebie, zeskoczyłam z blatu i zaczęłam zbierać kawałki szkła. Niall się upierał , że on to pozbiera bo ja sobie zrobię krzywdę, ale i tak dalej zbierałam kawałki potłuczonej szklanki. W sekundzie przed kuchnią pojawiła się Lisa z kijem od miotły w ręce, a za nią stał Zayn. Spojrzeliśmy na siebie z Niall'em i wybuchnęliśmy śmiechem.
-Po co Ci ten kij? -powiedziałam przez śmiech , patrząc na jej poważną minę, jednak po chwili chyba sobie uświadomiła jak głupio z nim wygląda i odłożyła go
-Eh...myślałam, że to włamywacze. -powiedziała i spojrzała na Zayna, ale nawet on prawie pękał ze śmiechu
-Oho.. dwóch mamy tutaj -spojrzałam najpierw na Nialla , a następnie na Zayna. -Gdzie pozostałe 3/5 zespołu? -dodałam po chwili
-Nie wiem, mamy trochę wolnego, więc każdy ma samowolkę i możemy robić co nam się chce. -powiedział Zayn przyciągając ramieniem Lisę i pocałował ją w głowę.
Pozbieraliśmy szkło i wyrzuciliśmy szklankę do kosza
-Wiesz.. przepraszam za szklankę, mam nadzieję , że nie była cenna.
-Nic się nie stało.
-Dobra zbieramy się dalej spać, bo jest noc! -powiedział Zayn i pociągnął Lisę
Wyszli z kuchni i znów zrobiło się cicho. Rozejrzałam się dookoła , a mój wzrok stanął na sylwetce Niall'a.
-Idź spać-powiedział posyłając uśmiech
-A co z Tobą?
-Ja sobie tutaj jeszcze posiedzę.
-Nie ma mowy. Sam tu nie będziesz. -pociągnęłam go i poszliśmy do "mojego" pokoju. Wepchnęłam go na łóżko i usiadłam obok.
-Spróbuj zasnąć, bo wyglądasz jakbyś ćpał -powiedziałam przykrywając go kołdrą i sama położyłam się na drugim końcu łóżka. Tej nocy, a może raczej tego ranka już więcej nie zmrużyłam oka. Myślałam cały czas co mam zrobić, nie chciałam wracać do domu, a czas uciekał...
Rosalie.
Minął tydzień od mojej choroby. Jednak opłacało się leżeć samemu w pokoju , przez całe 7 dni , tylko po to żeby móc teraz swobodnie wychodzić i nie zarażać innych. Choć to był długi i monotonny tydzień, na reszcie mogę się stąd wyrwać i zapomnieć o czterech ścianach tego pokoju. W sumie dużo nie straciłam bo przez ostatni czas ciągle pada deszcz i tak do dziś, ale nie mam zamiaru chować się w domu. Domowników nie widziałam już większość czasu, nie miałam siły wygramolić się z łóżka, więc nie opuszczałam pokoju , co spowodowało , że prawie zapomniałam pozostałe pomieszczenie tego domu wyglądają.Mój wzrok przyciągnęło pudełko, które leżało koło łóżka. Było to pudełko od Harrego.. na przeprosiny. Naciągnęłam na siebie jakieś ciuchy i zrobiłam poranną toaletę. Chciałam zobaczyć co robi Kate, bo Lisa na pewno znów jest gdzieś z Zaynem. Delikatnie zapukałam w drzwi i weszłam . Ku mojemu zdziwieniu , albo i nie? Na łóżku leżała Kate i Niall. Szybko się wycofałam i zamknęłam drzwi.
-Widać długo nie wychodziłam z pokoju..- powiedziałam sama do siebie i zeszłam do kuchni. Czułam jak burczy mi w brzuchu. Na reszcie miałam ochotę na coś do zjedzenia. Przekroczyłam próg kuchni i poczułam jak coś mi się wbiło w nogę. Automatycznie dźwignęłam nogę i zobaczyłam kawałek szkła w nodze.
-Ałł..-wymamrotałam i usiadłam na krześle patrząc na swoją stopę , po której leciała krew. Chwyciłam szkiełko i jednym ruchem je wyciągnęłam. Stanęłam na jedną nogę i zaczęłam skakać do kosza, wyrzuciłam szkło i chwyciłam kawałek chusteczki.
-Co jest? -usłyszałam zza pleców, odwróciłam się i zobaczyłam Kate
-A nic, nadepnęłam na szkło i tak wyszło -powiedziałam i ścierając krew ze stopy.
-O kurde... to moja wina. Wczoraj stłukłam szklankę i musiałam źle posprzątać. -powiedziała i szybko wyciągnęła z szafki plaster podając go mnie.
-E tam , to nic takiego- uśmiechnęłam się i przykleiłam plaster wstając z krzesła. Trochę bolało, ale nie na tyle, żebym nie mogła chodzić. Chyba jestem jakaś pechowa.. dopiero co wydostałam się z pokoju zagraconego chusteczkami , to teraz sobie przecięłam nogę.
-Chcesz herbaty? -zapytała wyciągając jeden kubek
-No, mogę się napić -posłałam jej uśmiech i znów zajęłam jedno krzesło, a już po chwili Kate podała mi kubek i usiadła na przeciw mnie. Rozmawiałyśmy ze sobą jakbyśmy się znały już od dziecka. Tematy nam się nie kończyły i oby dwie nawijałyśmy jak katarynki. Choć na początku nie za bardzo się dogadywałyśmy. Po chwili do pokoju wszedł blondyn z zespołu. Podszedł do nas i zapytał czy zrobimy mu coś do jedzenia. Jak zwykle głodomorek był głodny. Kate wstała i zajrzała do lodówki wyciągając z niej talerzyk z kanapkami, które jadłyśmy. Uradowany usiadł i nim się obejrzałam talerz był pusty. Zastanawiałam się gdzie on to wszystko mieści. Można by powiedzieć , że całe jego życie to jedzenie. Chociaż.. kto wie czy to jedyna jego miłość.. po głowie przeszedł mi obraz ich dwoje śpiących razem, który dziś rano widziałam. Może coś się święci. Postanowiłam zostawić ich samych i poszłam do pokoju. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Jedno nieodebrane połączenie. Jakiś numer. Nigdy w zwyczaju nie miałam oddzwaniać na nieznane numery, siedziałam zastanawiając się czy mam zadzwonić kiedy na wyświetlaczu znów pojawiło się okienko, że ktoś dzwoni. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha
-Słucham?
-Hej. Tu Harry.
-Czego znów?
-Dostałaś paczkę?
-Do rzeczy.
-Mogę do was przyjść?
-To nie mój dom.
-Wiem, ale wolę się upewnić, że wyjdę z niego żywy
-Tego Ci nie mogę obiecać
-Dobra, trudno. Zaraz tam będę.
Nacisnęłam czerwoną słuchawkę na telefonie i uśmiechnęłam się sama do siebie. 'Co za idiota' -przeszło mi przez myśl. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do salonu. Siedziała tam Lisa.
-O księżniczka już wyzdrowiała- zaśmiała się przytulając mnie
-Dawno Cię nie widziałam. -też się zaśmiałam
-To co dzisiaj robisz?
-Nie wiem. Harry chce tu zaraz przyjść
-Uuuu -urwała mi, na co spojrzałam na nią piorunującym spojrzeniem.
-No co? -zrobiła słodki uśmiech i znów się zaśmiałyśmy
Usiadłyśmy na kanapie i włączyłyśmy muzykę , trochę porozmawiałyśmy. W domu chyba nikogo więcej nie było . Kate chyba gdzieś wyszło, Nialla też nie było widać. Po chwili usłyszałyśmy dzwonek do drzwi , a do domu wszedł Zayn i Harry. Spojrzałam na niego. Uśmiechał się od ucha do ucha. Usiedli na kanapie obok nas i włączyliśmy jakiś film.
_______
Heej. Jak wam mija majówka? Wybaczcie, że piszę dopiero teraz, ale nie miałam kiedy dodać kolejnego rozdziału bo ciągle albo gdzieś jechałam , albo coś musiałam robić. Wiem, że jest krótki, ale nie mogłam nic więcej wymyślić. Coś mi to dzisiaj nie idzie.
Ostatnio się zastanawiałam czy nie usunąć tego bloga. Rozdziały są krótkie i mam wrażenie, że nudne. Jak na razie go zostawię i zastanowię się co z tym zrobić. Pozdrawiam.
sobota, 28 kwietnia 2012
Powiadomienie.
Wybaczcie moi kochani, ale mam nagły wyjazd i do poniedziałku nie dodam żadnego rozdziału. Jednak kiedy wrócę nadrobię swoje zaległości i myślę, że nie będziecie mieli mi za złe. Pozdrawiam wszystkich moich czytelników i życzę miłej majówki. :*
niedziela, 22 kwietnia 2012
Rozdział 7 - Prezent?
Kate.
-Aaa psik! -rozległ się głośny dźwięk kichania. Po chwili kolejny i kolejny.
-Żyjesz?- weszłam do pokoju rzucając już chyba 10 paczkę chusteczek na łóżko gdzie siedziała rozchorowana Rosalie.
-Tak, dzięki- wycedziła i złapała chusteczki, po chwili znów kichnęła. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do kuchni nastawiając wodę na kolejną herbatę dla Rose. Lisa siedziała na krześle i czytała jakąś gazetę.
-Widzę, że już się polubiliście- odezwała się wystawiając nos zza papierowej kartki.
-To źle?
-Nie, ale miałam wrażenie, że na początku Ci przeszkadzała.
-Chcesz herbaty? -zapytałam zmieniając temat i nalałam do kubka wody, która przed chwilą zaczęła wrzeć.
-Nie. Czemu na początku jej nie lubiłaś? -koleżanka nie dawała za wygraną.
-To nie tak, po prostu myślałam, że Harry coś do mnie.. a później pojawiła się ona i nagle wszystko runęło. Nie widzi świata poza nią..-powiedziałam wychodząc z kuchni, zaniosłam chorej herbatę i zamieniłam z nią kilka zdań. Nic dziwnego , że jej się nudziło, w końcu siedzi tutaj sama i nawet nie ma z kim pogadać. Wróciłam do Lisy i usiadłam obok niej na krześle, a ona zaczęła mi coś tłumaczyć.
-Wiesz.. Hazza jest osobą, która w jednym związku długo nie wytrzyma..można nawet powiedzieć , że ucieka od dłuższych związków. On woli przelotne flirty -poinformowała mnie Lisa kładąc rękę na moim ramieniu.
-Mhm, będę pamiętać, że mam się nie przywiązywać do ludzi. -odpowiedziałam
-To nie tak. Po prostu Hazza to nie chłopak dla Ciebie, a Ty przyjechałaś tutaj się bawić, więc wypad z domu -powiedziała koleżanka i zepchnęła mnie z krzesła na co oby dwie się zaśmiałyśmy. -Poradzisz sobie sama? Ja idę dzisiaj z Zaynem do jego rodziców. Strasznie się boję, ale powiedział , że muszę iść choćby nie wiem co- dodała po chwili.
-Jasne, że sobie poradzę. No i powodzenia- puściłam oczko przyjaciółce i wyszłam z domu zabierając ze sobą swoją torbę.
Dzień zapowiadał się nieciekawie, niebo było zachmurzone i miałam wrażenie jakby zaraz miał zacząć padać deszcz, ale uznałam, że nawet jeśli to przecież się nie rozpłynę. Choć trochę szkoda, żebym miała być chora i siedzieć całymi dniami w domu. . Nie znając okolicy trochę sobie pospacerowałam , chodziłam uliczkami rozglądając się dookoła i mogłam przysiąc, że Londyn to piękne miasto. Była godzina 17 weszłam w jakieś uliczki i spacerowałam dalej, aż w końcu się zgubiłam.. zaczynało powoli robić się ciemno. Straciłam orientację , nie wiedziałam gdzie jestem. Chwyciłam ręką za jedną kieszeń spodni
-Nie mam telefonu! -zaczęłam powoli panikować jednak dalej starałam się tego po sobie nie pokazać. Chodziłam dalej próbując sobie przypomnieć jak się tutaj dostałam, żeby wyjść tą samą drogą jednak na próżno. Z nieba tak jak przypuszczałam zaczęły spadać krople deszczu, cieszyć można się było z tego, że tylko lekko kropiło, a nie było ulewy. Wzięłam głęboki wdech i dalej szukałam jakiejś pomocy, na moje szczęście spotkałam jakąś miłą panią, która pokazała mi drogę, którą wrócę do domu. Okazało się, że znajdowałam się bardzo blisko, tylko weszłam w jakąś nieszczęsną okolicę. Niedługo po tym znalazłam się w domu. Lisy jeszcze nie było, a poznając po kichaniu dochodzącym z góry można było się zorientować, że Rose jest dalej w tym samym miejscu. Weszłam do kuchni i zobaczyłam jakiegoś mężczyznę siedzącego przy stoliku. Trochę się wystraszyłam jednak po chwili rozpoznałam , że to John - tata Lisy. Zaczął mnie przytulać i mówić jak to dawno się nie widzieliśmy.
-Miło mi pana znów zobaczyć. Lisa mnie tutaj zaprosiła, nie ma pan nic przeciwko temu, żebym tutaj jeszcze trochę pobyła? No i dwa dni temu przyjechała jeszcze jakaś jej koleżanka -zaczęłam tłumaczyć
-Nie mam nic przeciwko, możesz tutaj zostać ile chcesz. A tak wiem, powiadomiła mnie o wszystkim także niczym nie musisz się martwić. Ja i tak znów muszę wyjechać, więc jutro z samego rana już mnie tutaj nie będzie -odpowiedział mi miły człowiek po czym wrócił do swoich prac , w których mu przeszkodziłam.
-To ja pójdę na górę -oznajmiłam i skierowałam się do pokoju.
Usiadłam na łóżku i włączyłam TV , ale jak się okazało antena na dachu musiała się zepsuć bo nie było obrazu. Postanowiłam to sprawdzić. Weszłam na strych i ze strychu na dach. Trochę mi to zajęło jako, że dom był duży , a ja w nim nigdy nie byłam, ale dałam radę. Weszłam na dach, deszcz nie przestawał padać, moja uwagę skupiła jakaś osoba siedząca na skraju dachu. Kto to był?! i dlaczego akurat tutaj? Szybko się zorientowałam, że to Niall.. siedział i jadł popcorn. Szybko poprawiłam antenę i podeszłam do chłopaka.
-Co jest? -zapytałam siadając po turecku koło niego
-Co Ty tu robisz?
-Dobre pytanie, przerzucam je na Ciebie -odpowiedziałam patrząc w jego niebieskie tęczówki
-Siedzę i myślę
-Nad czym?
-Nad życiem.
-To znaczy?
-Ostatnio nic mi się nie udaje..
-Oj co Ty mówisz, dobrze wiesz, że jesteś świetny. A teraz chodź do domu, bo jesteś już cały mokry. -powiedziałam uśmiechając się i podałam mu rękę. Weszliśmy do pomieszczenia i dalej rozmawialiśmy. Tata Lisy musiał gdzieś wyjść, więc my poszliśmy do salonu. Wzięłam paczkę żelek i włączyliśmy tv. Siedziałam patrząc na Niall, który pożerał jeden za drugim, film, który leciał był beznadziejny, a nic innego nie leciało. Po chwili przełączyliśmy na kanał muzyczny gdzie właśnie leciała piosenka "What makes you beautiful " zaczęliśmy się śmiać i tańczyć na siedząco. Porwałam Niallowi paczkę żelek, a on zlustrował mnie groźnym spojrzeniem jakby chciał mnie zabić.
-Oddaj!
-Nie- odpowiedziałam z zadziornym uśmiechem, na co on wskoczył na mnie i zaczął łaskotać. Mimo , że nie znaliśmy się długo , każdy w tym domu wiedział, że mam potworne łaskotki. Zaczęłam się wydzierać i śmiać
-Błagam, nie rób! Będę grzeczna, będę grzeczna tylko przestań! Zrobię co będziesz chciał! -krzyczałam śmiejąc się
-Co będę chciał? -teraz role się odwróciły i to Niall paradował z zadziornym uśmiechem.
-Tak co będziesz chciał -przytaknęłam biorąc głęboki wdech
-Dobra, zapamiętam sobie -uśmiechnął się triumfalnie i zszedł ze mnie siadając obok.
Tak go zaciekawił teledysk , że chyba zapomniał o jedzeniu i że trzymam jego żelki. W pewnej chwili wyciągnęłam po cichu jednego i rzuciłam w niego po czym zaczęłam uciekać. I tak nie miałam szans , był szybszy. Wtargnęłam do pokoju Rose błagając, żeby mi pomogła
-To wy się tam tak drzecie? -zapytała patrząc raz na mnie raz na Nialla, który stał na progu śmiejąc się
-Bo on mnie maltretuje! -poskarżyłam się patrząc na chorą
-Chodź stąd nie widzisz, że ona chce spać -powiedział opiekuńczym głosem głodomor i przerzucił mnie przez ramie wychodząc z pokoju. W ostatniej chwili pomachałam Rosalie , a ona się uśmiechnęła.
-Puszczaj mnie!
-Nie i nie wyrywaj się bo zacznę Cię łaskotać.
Te słowa były jak strzał w twarz
-Okej, okej pamiętaj jestem grzeczna
I znów zaczęliśmy się śmiać. Tak minął praktycznie cały nasz dzień , pod wieczór włączyliśmy jakiś film na DVD , ale nim się obejrzałam usnęłam na kolanach Nialla.
Lisa.
Dziś Zayn zabiera mnie do swojej rodziny.. strasznie się boję. Co jeśli mnie nie polubią?
Z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Wstałam cała zdenerwowana i otworzyłam. W drzwiach stał Zayn z uśmiechem na twarzy. Wyszliśmy z domu i pojechaliśmy do jego rodziny.
Jak się okazało nie było tak źle. Jego rodzina była bardzo miła i gościnna, przyjęli mnie ciepło i dobrze nam się rozmawiało.
-Nie potrzebnie się tak denerwowałam. -szepnęłam do Zayna tak żeby nikt nie słyszał, na co on się tylko uśmiechnął.
Po kilku godzinach wyszliśmy i Zayn zaproponował , żebyśmy pojechali do ich domu sprawdzić co z Hazza, bo on też chory i trzeba go pilnować. Weszliśmy do domu i już było słychać jakieś trzaskanie i obijanie się w kuchni. Weszłam do środka i ujrzałam Harrego i całą kuchnię w bałaganie.
-Co Ty robisz idioto?! -zapytałam widząc cały ten bałagan -Przecież masz leżeć w łóżku.. jesteś chory! chcesz wyzdrowieć?
-Nie marudź , już się lepiej czuję
-No właśnie widzę.
Po chwili domknął jakiś czerwony ozdobny kartonik.
-Co Ty tak właściwie robisz? -zapytałam, ale nie uzyskałam odpowiedzi. Nagle wziął pudełko do ręki i podszedł z nim do mnie
-Co ja mam z tym zrobić? -zapytałam patrząc na niego
-Daj to Rose
-Co ja poczta jakaś? Kurier?!
-Proooooooszę, sam nie mogę wyjść bo Liam mnie zabije jeśli ruszę się z domu. -spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. Dobra w tym był niepokonany.. miał takie oczy , że nikt by nie był w stanie się postawić.
-Dobra -zmarszczyłam czoło i z powrotem ubrałam buty
-Zayn idę! -krzyknęłam bo nigdzie go nie widziałam.
-Czekaj zawiozę Cię
Ubrałam buty i gdy otworzyłam drzwi Zayn stał już za mną zabierając z garderoby kluczyki.
-Co to ? -wskazał na pudełko
-Mnie nie pytaj, nasz Romeo widać ma jakiś plan.. -powiedziałam i oboje zaczęliśmy się śmiać. Po chwili znaleźliśmy się w domu. Było jakoś dziwnie cicho. No tak.. już wiadomo czemu. Na kanapie spał Niall z Kate.
-Jak słodko -powiedziałam cicho do Zayna tak żeby ich nie obudzić.
-Szkoda, że będę musiał to zepsuć -powiedział mulat idąc w stronę kanapy gdzie spali
-Coo? Nie, czekaj! -chwyciłam go za rękę i pociągnęłam do siebie. -Zostaw ich , niech tutaj śpią, są słodcy- dodałam po chwili
-Kobiety... -wymamrotał Zayn całując mnie w policzek
-Idziesz do domu?
-Tak -odpowiedział i musnął moje usta , odpowiedziałam mu tym samym aż w końcu nasz pocałunek zaczął się pogłębiać. Zaczęłam językiem błądzić po jego podniebieniu. Chwilę tak staliśmy aż w końcu się oderwałam
-Pa -uśmiechnęłam się i poszłam na górę. Otworzyłam po cichu drzwi do pokoju gdzie była Rose, na szczęście nie spała. Siedziała na łóżku z telefonem w ręce, widocznie z kimś pisała
-Hej -wyłoniłam się zza drzwi i spojrzałam na koleżankę, ona się tylko uśmiechnęła
-Mam coś do przekazania -wskazałam na pudełko idąc w jej stronę
-Co to?
-Nie wiem, Hazza kazał mi to dać
-Chyba sobie nie odpuści..- wymamrotała
-A chcesz tego? zapytałam patrząc na jej twarz, ale nie odpowiedziała.
-To ja nie przeszkadzam- uśmiechnęłam się i wyszłam z pokoju. Przebrałam się i wskoczyłam do łóżka przykrywając się pod samą szyję. Nim zasnęłam poczułam wibracje mojego telefonu spod poduszki. Wyciągnęłam i spojrzałam na ekran "Skarbek" dostałam sms'a od Zayna "Śpij dobrze. Kocham Cię" uśmiechnęłam się do telefonu i także mu odpisałam, dobrej nocy i że go kocham po czym usnęłam.
Rosalie.
Wzięłam do ręki pudełko, które trzymała Lisa i spojrzałam na ozdobną karteczkę przyczepioną do niego "Dla Rose" Koleżanka zamieniła ze mną kilka słów po czym poszła się położyć spać do swojego pokoju
-Ciekawe co znowu wymyślił. -powiedziałam sama do siebie spoglądając na prezent. Chwilę się wahałam czy na pewno mam to otworzyć, ale uznałam , że jeśli tego nie zrobię wyjdę na wredną zołzę. Westchnęłam i otworzyłam pudełko, a moim oczom ukazało się duże ciastko z kolorowym napisem "Przepraszam" , po prawej stronie leżała karteczka zwinięta w czerwoną kokardkę, a po lewej mała paczuszka chusteczek. Mimowolnie uśmiechnęłam się widząc zawartość pudełka.
-nieźle -powiedziałam biorąc głęboki wdech. Po pokoju rozległ się przyjemny zapach czekoladowej babeczki. -Nie wiedziałam, że aż tak się postara.. może nie powinnam być dla niego taka wredna.-pomyślałam, a następnie wzięłam do ręki list i jednym ruchem go odwiązałam. Nie był duży, list był wielkości kartki z zeszytu jednak ta była ładniejsza bo był to ozdobny papier. Ciekawiło mnie skąd on ma takie rzeczy w domu.. Jeszcze się zastanawiałam, ale po chwili zanurzyłam oczy w liście:
-Aaa psik! -rozległ się głośny dźwięk kichania. Po chwili kolejny i kolejny.
-Żyjesz?- weszłam do pokoju rzucając już chyba 10 paczkę chusteczek na łóżko gdzie siedziała rozchorowana Rosalie.
-Tak, dzięki- wycedziła i złapała chusteczki, po chwili znów kichnęła. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do kuchni nastawiając wodę na kolejną herbatę dla Rose. Lisa siedziała na krześle i czytała jakąś gazetę.
-Widzę, że już się polubiliście- odezwała się wystawiając nos zza papierowej kartki.
-To źle?
-Nie, ale miałam wrażenie, że na początku Ci przeszkadzała.
-Chcesz herbaty? -zapytałam zmieniając temat i nalałam do kubka wody, która przed chwilą zaczęła wrzeć.
-Nie. Czemu na początku jej nie lubiłaś? -koleżanka nie dawała za wygraną.
-To nie tak, po prostu myślałam, że Harry coś do mnie.. a później pojawiła się ona i nagle wszystko runęło. Nie widzi świata poza nią..-powiedziałam wychodząc z kuchni, zaniosłam chorej herbatę i zamieniłam z nią kilka zdań. Nic dziwnego , że jej się nudziło, w końcu siedzi tutaj sama i nawet nie ma z kim pogadać. Wróciłam do Lisy i usiadłam obok niej na krześle, a ona zaczęła mi coś tłumaczyć.
-Wiesz.. Hazza jest osobą, która w jednym związku długo nie wytrzyma..można nawet powiedzieć , że ucieka od dłuższych związków. On woli przelotne flirty -poinformowała mnie Lisa kładąc rękę na moim ramieniu.
-Mhm, będę pamiętać, że mam się nie przywiązywać do ludzi. -odpowiedziałam
-To nie tak. Po prostu Hazza to nie chłopak dla Ciebie, a Ty przyjechałaś tutaj się bawić, więc wypad z domu -powiedziała koleżanka i zepchnęła mnie z krzesła na co oby dwie się zaśmiałyśmy. -Poradzisz sobie sama? Ja idę dzisiaj z Zaynem do jego rodziców. Strasznie się boję, ale powiedział , że muszę iść choćby nie wiem co- dodała po chwili.
-Jasne, że sobie poradzę. No i powodzenia- puściłam oczko przyjaciółce i wyszłam z domu zabierając ze sobą swoją torbę.
Dzień zapowiadał się nieciekawie, niebo było zachmurzone i miałam wrażenie jakby zaraz miał zacząć padać deszcz, ale uznałam, że nawet jeśli to przecież się nie rozpłynę. Choć trochę szkoda, żebym miała być chora i siedzieć całymi dniami w domu. . Nie znając okolicy trochę sobie pospacerowałam , chodziłam uliczkami rozglądając się dookoła i mogłam przysiąc, że Londyn to piękne miasto. Była godzina 17 weszłam w jakieś uliczki i spacerowałam dalej, aż w końcu się zgubiłam.. zaczynało powoli robić się ciemno. Straciłam orientację , nie wiedziałam gdzie jestem. Chwyciłam ręką za jedną kieszeń spodni
-Nie mam telefonu! -zaczęłam powoli panikować jednak dalej starałam się tego po sobie nie pokazać. Chodziłam dalej próbując sobie przypomnieć jak się tutaj dostałam, żeby wyjść tą samą drogą jednak na próżno. Z nieba tak jak przypuszczałam zaczęły spadać krople deszczu, cieszyć można się było z tego, że tylko lekko kropiło, a nie było ulewy. Wzięłam głęboki wdech i dalej szukałam jakiejś pomocy, na moje szczęście spotkałam jakąś miłą panią, która pokazała mi drogę, którą wrócę do domu. Okazało się, że znajdowałam się bardzo blisko, tylko weszłam w jakąś nieszczęsną okolicę. Niedługo po tym znalazłam się w domu. Lisy jeszcze nie było, a poznając po kichaniu dochodzącym z góry można było się zorientować, że Rose jest dalej w tym samym miejscu. Weszłam do kuchni i zobaczyłam jakiegoś mężczyznę siedzącego przy stoliku. Trochę się wystraszyłam jednak po chwili rozpoznałam , że to John - tata Lisy. Zaczął mnie przytulać i mówić jak to dawno się nie widzieliśmy.
-Miło mi pana znów zobaczyć. Lisa mnie tutaj zaprosiła, nie ma pan nic przeciwko temu, żebym tutaj jeszcze trochę pobyła? No i dwa dni temu przyjechała jeszcze jakaś jej koleżanka -zaczęłam tłumaczyć
-Nie mam nic przeciwko, możesz tutaj zostać ile chcesz. A tak wiem, powiadomiła mnie o wszystkim także niczym nie musisz się martwić. Ja i tak znów muszę wyjechać, więc jutro z samego rana już mnie tutaj nie będzie -odpowiedział mi miły człowiek po czym wrócił do swoich prac , w których mu przeszkodziłam.
-To ja pójdę na górę -oznajmiłam i skierowałam się do pokoju.
Usiadłam na łóżku i włączyłam TV , ale jak się okazało antena na dachu musiała się zepsuć bo nie było obrazu. Postanowiłam to sprawdzić. Weszłam na strych i ze strychu na dach. Trochę mi to zajęło jako, że dom był duży , a ja w nim nigdy nie byłam, ale dałam radę. Weszłam na dach, deszcz nie przestawał padać, moja uwagę skupiła jakaś osoba siedząca na skraju dachu. Kto to był?! i dlaczego akurat tutaj? Szybko się zorientowałam, że to Niall.. siedział i jadł popcorn. Szybko poprawiłam antenę i podeszłam do chłopaka.
-Co jest? -zapytałam siadając po turecku koło niego
-Co Ty tu robisz?
-Dobre pytanie, przerzucam je na Ciebie -odpowiedziałam patrząc w jego niebieskie tęczówki
-Siedzę i myślę
-Nad czym?
-Nad życiem.
-To znaczy?
-Ostatnio nic mi się nie udaje..
-Oj co Ty mówisz, dobrze wiesz, że jesteś świetny. A teraz chodź do domu, bo jesteś już cały mokry. -powiedziałam uśmiechając się i podałam mu rękę. Weszliśmy do pomieszczenia i dalej rozmawialiśmy. Tata Lisy musiał gdzieś wyjść, więc my poszliśmy do salonu. Wzięłam paczkę żelek i włączyliśmy tv. Siedziałam patrząc na Niall, który pożerał jeden za drugim, film, który leciał był beznadziejny, a nic innego nie leciało. Po chwili przełączyliśmy na kanał muzyczny gdzie właśnie leciała piosenka "What makes you beautiful " zaczęliśmy się śmiać i tańczyć na siedząco. Porwałam Niallowi paczkę żelek, a on zlustrował mnie groźnym spojrzeniem jakby chciał mnie zabić.
-Oddaj!
-Nie- odpowiedziałam z zadziornym uśmiechem, na co on wskoczył na mnie i zaczął łaskotać. Mimo , że nie znaliśmy się długo , każdy w tym domu wiedział, że mam potworne łaskotki. Zaczęłam się wydzierać i śmiać
-Błagam, nie rób! Będę grzeczna, będę grzeczna tylko przestań! Zrobię co będziesz chciał! -krzyczałam śmiejąc się
-Co będę chciał? -teraz role się odwróciły i to Niall paradował z zadziornym uśmiechem.
-Tak co będziesz chciał -przytaknęłam biorąc głęboki wdech
-Dobra, zapamiętam sobie -uśmiechnął się triumfalnie i zszedł ze mnie siadając obok.
Tak go zaciekawił teledysk , że chyba zapomniał o jedzeniu i że trzymam jego żelki. W pewnej chwili wyciągnęłam po cichu jednego i rzuciłam w niego po czym zaczęłam uciekać. I tak nie miałam szans , był szybszy. Wtargnęłam do pokoju Rose błagając, żeby mi pomogła
-To wy się tam tak drzecie? -zapytała patrząc raz na mnie raz na Nialla, który stał na progu śmiejąc się
-Bo on mnie maltretuje! -poskarżyłam się patrząc na chorą
-Chodź stąd nie widzisz, że ona chce spać -powiedział opiekuńczym głosem głodomor i przerzucił mnie przez ramie wychodząc z pokoju. W ostatniej chwili pomachałam Rosalie , a ona się uśmiechnęła.
-Puszczaj mnie!
-Nie i nie wyrywaj się bo zacznę Cię łaskotać.
Te słowa były jak strzał w twarz
-Okej, okej pamiętaj jestem grzeczna
I znów zaczęliśmy się śmiać. Tak minął praktycznie cały nasz dzień , pod wieczór włączyliśmy jakiś film na DVD , ale nim się obejrzałam usnęłam na kolanach Nialla.
Lisa.
Dziś Zayn zabiera mnie do swojej rodziny.. strasznie się boję. Co jeśli mnie nie polubią?
Z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Wstałam cała zdenerwowana i otworzyłam. W drzwiach stał Zayn z uśmiechem na twarzy. Wyszliśmy z domu i pojechaliśmy do jego rodziny.
Jak się okazało nie było tak źle. Jego rodzina była bardzo miła i gościnna, przyjęli mnie ciepło i dobrze nam się rozmawiało.
-Nie potrzebnie się tak denerwowałam. -szepnęłam do Zayna tak żeby nikt nie słyszał, na co on się tylko uśmiechnął.
Po kilku godzinach wyszliśmy i Zayn zaproponował , żebyśmy pojechali do ich domu sprawdzić co z Hazza, bo on też chory i trzeba go pilnować. Weszliśmy do domu i już było słychać jakieś trzaskanie i obijanie się w kuchni. Weszłam do środka i ujrzałam Harrego i całą kuchnię w bałaganie.
-Co Ty robisz idioto?! -zapytałam widząc cały ten bałagan -Przecież masz leżeć w łóżku.. jesteś chory! chcesz wyzdrowieć?
-Nie marudź , już się lepiej czuję
-No właśnie widzę.
Po chwili domknął jakiś czerwony ozdobny kartonik.
-Co Ty tak właściwie robisz? -zapytałam, ale nie uzyskałam odpowiedzi. Nagle wziął pudełko do ręki i podszedł z nim do mnie
-Co ja mam z tym zrobić? -zapytałam patrząc na niego
-Daj to Rose
-Co ja poczta jakaś? Kurier?!
-Proooooooszę, sam nie mogę wyjść bo Liam mnie zabije jeśli ruszę się z domu. -spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. Dobra w tym był niepokonany.. miał takie oczy , że nikt by nie był w stanie się postawić.
-Dobra -zmarszczyłam czoło i z powrotem ubrałam buty
-Zayn idę! -krzyknęłam bo nigdzie go nie widziałam.
-Czekaj zawiozę Cię
Ubrałam buty i gdy otworzyłam drzwi Zayn stał już za mną zabierając z garderoby kluczyki.
-Co to ? -wskazał na pudełko
-Mnie nie pytaj, nasz Romeo widać ma jakiś plan.. -powiedziałam i oboje zaczęliśmy się śmiać. Po chwili znaleźliśmy się w domu. Było jakoś dziwnie cicho. No tak.. już wiadomo czemu. Na kanapie spał Niall z Kate.
-Jak słodko -powiedziałam cicho do Zayna tak żeby ich nie obudzić.
-Szkoda, że będę musiał to zepsuć -powiedział mulat idąc w stronę kanapy gdzie spali
-Coo? Nie, czekaj! -chwyciłam go za rękę i pociągnęłam do siebie. -Zostaw ich , niech tutaj śpią, są słodcy- dodałam po chwili
-Kobiety... -wymamrotał Zayn całując mnie w policzek
-Idziesz do domu?
-Tak -odpowiedział i musnął moje usta , odpowiedziałam mu tym samym aż w końcu nasz pocałunek zaczął się pogłębiać. Zaczęłam językiem błądzić po jego podniebieniu. Chwilę tak staliśmy aż w końcu się oderwałam
-Pa -uśmiechnęłam się i poszłam na górę. Otworzyłam po cichu drzwi do pokoju gdzie była Rose, na szczęście nie spała. Siedziała na łóżku z telefonem w ręce, widocznie z kimś pisała
-Hej -wyłoniłam się zza drzwi i spojrzałam na koleżankę, ona się tylko uśmiechnęła
-Mam coś do przekazania -wskazałam na pudełko idąc w jej stronę
-Co to?
-Nie wiem, Hazza kazał mi to dać
-Chyba sobie nie odpuści..- wymamrotała
-A chcesz tego? zapytałam patrząc na jej twarz, ale nie odpowiedziała.
-To ja nie przeszkadzam- uśmiechnęłam się i wyszłam z pokoju. Przebrałam się i wskoczyłam do łóżka przykrywając się pod samą szyję. Nim zasnęłam poczułam wibracje mojego telefonu spod poduszki. Wyciągnęłam i spojrzałam na ekran "Skarbek" dostałam sms'a od Zayna "Śpij dobrze. Kocham Cię" uśmiechnęłam się do telefonu i także mu odpisałam, dobrej nocy i że go kocham po czym usnęłam.
Rosalie.
Wzięłam do ręki pudełko, które trzymała Lisa i spojrzałam na ozdobną karteczkę przyczepioną do niego "Dla Rose" Koleżanka zamieniła ze mną kilka słów po czym poszła się położyć spać do swojego pokoju
-Ciekawe co znowu wymyślił. -powiedziałam sama do siebie spoglądając na prezent. Chwilę się wahałam czy na pewno mam to otworzyć, ale uznałam , że jeśli tego nie zrobię wyjdę na wredną zołzę. Westchnęłam i otworzyłam pudełko, a moim oczom ukazało się duże ciastko z kolorowym napisem "Przepraszam" , po prawej stronie leżała karteczka zwinięta w czerwoną kokardkę, a po lewej mała paczuszka chusteczek. Mimowolnie uśmiechnęłam się widząc zawartość pudełka.
-nieźle -powiedziałam biorąc głęboki wdech. Po pokoju rozległ się przyjemny zapach czekoladowej babeczki. -Nie wiedziałam, że aż tak się postara.. może nie powinnam być dla niego taka wredna.-pomyślałam, a następnie wzięłam do ręki list i jednym ruchem go odwiązałam. Nie był duży, list był wielkości kartki z zeszytu jednak ta była ładniejsza bo był to ozdobny papier. Ciekawiło mnie skąd on ma takie rzeczy w domu.. Jeszcze się zastanawiałam, ale po chwili zanurzyłam oczy w liście:
"Droga Rosalie!
Chciałbym niezmiernie Cię przeprosić za swoje ostatnie zachowanie. Nie powinienem tego robić i wiem , że nic mnie nie usprawiedliwia, jednak proszę o drugą szansę! Wiem , że przeze mnie teraz pewnie leżysz w łóżku chora i wściekła, ale chciałbym , żebyś mi wybaczyła. Proszę zacznijmy od nowa i spróbujmy się zaprzyjaźnić. Co Ty na to? "
Głupi Idiota.
Prawdę mówiąc nie mam mu nic za złe. Przecież nic mi nie zrobił poza tym, że chciał się zaprzyjaźnić, a ja go odpychałam jak tylko mogłam. Jest sławną osobą, praktycznie może mieć wszystko co chce, a ja mam w zwyczaju za szybkie przywiązywanie się do ludzi. I z tego powodu później cierpię, dlatego staram trzymać się na dystans. Może przesadzam.. ale taka już jestem, raniono mnie wiele razy i teraz postanowiłam, że nie będę taka naiwna i poświęcę się tylko przyjaźni i mojemu hobby, a dla chłopaków w moim życiu nie ma miejsca.
Włożyłam do pudełka z powrotem wszystkie rzeczy i położyłam je koło łóżka. Następnie przykryłam się kołdrą i nawet nie wiem kiedy zapadłam w sen...
______
No i znów wyszedł taki krótki. Chciałam jeszcze tutaj coś dopisać, ale właśnie przyjechali do mnie goście i będę musiała się bawić w opiekunkę do dzieci... *.* wybaczcie, ale mam nadzieję, że sami rozumiecie. W następnym tygodniu (po egzaminach, ten wolny tydzień) zbiorę siły i wezmę się do roboty. Wtedy będzie więcej akcji, będzie ciekawiej no i oczywiście rozdziały będą dużo dłuższe. A teraz wybaczcie , ale super niania musi zabrać się za robotę..
sobota, 21 kwietnia 2012
Wiadomość z ostatniej chwili. xd
Wybaczcie, ale dzisiaj nie dam rady dodać kolejnego rozdziału. Jednak obiecuję , że jutro się pojawi.! Na 1000% :) Jeszcze raz przepraszam, ale dzisiaj nie wyrobiłam i nie udało mi się go jeszcze do końca wymyślić.
piątek, 20 kwietnia 2012
Jest nas już 1000 :D
Witam po raz kolejny. Jak zauważyliście bądź nie, na naszym liczniku odwiedzin strzelił już 1000. Chciałabym wam z tego powodu bardzo podziękować bo to dzięki wam dalej prowadzę tego bloga. Jesteście wsparciem i motywacją, która daje mi chęć do pisania.
A tak a propos dzisiaj bądź jutro powinien pojawić się kolejny rozdział, jeszcze dokładnie nie wiem, ale coś w tych okolicach.
Swoją drogą słyszeliście o tej głośnej sprawie? Chodzi mi o to wielkie szaleństwo, które wywołał Liam Payne, a konkretniej o koncert w Sydney. Zdania na internecie są podzielone.. jedni uważają , że powiedział "Put your hands up" inni zaś uważają, że powiedział "W górę ręce" , a co wy usłyszeliście? Ja szczerze powiedziawszy przysłuchuję się temu jakiś czas i za nic w świecie nie umiem usłyszeć Put Your Hands Up, ale też jakoś nie chce mi się wierzyć , że powiedział w górę ręce.. Po prostu zwariować można. xd Jeśli ktoś nie widział filmiku macie link http://www.youtube.com/watch?v=Mk2wvFo1TtM
PS. Jeśli chodzi o gg to cieszę się, że tak wiele osób się do mnie odzywa, ale zrozumcie, że ja też nie siedzę cały czas wpatrzona w ekran, jeśli nie odpiszę po minucie to poczekajcie jeszcze trochę, a na pewno odpiszę. Co wam szkodzi zminimalizować okienko i zaglądać czy odpiszę, do 5 minut powinnam się odezwać. :) A co do opinii to jednak prosiłabym pisać ją w komentarzach, a na gg po prostu zapraszam do ogólnej rozmowy.
A tak a propos dzisiaj bądź jutro powinien pojawić się kolejny rozdział, jeszcze dokładnie nie wiem, ale coś w tych okolicach.
Swoją drogą słyszeliście o tej głośnej sprawie? Chodzi mi o to wielkie szaleństwo, które wywołał Liam Payne, a konkretniej o koncert w Sydney. Zdania na internecie są podzielone.. jedni uważają , że powiedział "Put your hands up" inni zaś uważają, że powiedział "W górę ręce" , a co wy usłyszeliście? Ja szczerze powiedziawszy przysłuchuję się temu jakiś czas i za nic w świecie nie umiem usłyszeć Put Your Hands Up, ale też jakoś nie chce mi się wierzyć , że powiedział w górę ręce.. Po prostu zwariować można. xd Jeśli ktoś nie widział filmiku macie link http://www.youtube.com/watch?v=Mk2wvFo1TtM
PS. Jeśli chodzi o gg to cieszę się, że tak wiele osób się do mnie odzywa, ale zrozumcie, że ja też nie siedzę cały czas wpatrzona w ekran, jeśli nie odpiszę po minucie to poczekajcie jeszcze trochę, a na pewno odpiszę. Co wam szkodzi zminimalizować okienko i zaglądać czy odpiszę, do 5 minut powinnam się odezwać. :) A co do opinii to jednak prosiłabym pisać ją w komentarzach, a na gg po prostu zapraszam do ogólnej rozmowy.
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Rozdział 6 - Daruj sobie..
Rosalie.
Nazajutrz wstałam wcześniej i w ramach podziękowania, że Lisa wzięła mnie do siebie na jakiś czas ugotowałam obiad, który później wszyscy razem zjedliśmy.
-Anioł nie dziewczyna- rzuciła Harry spożywając kolejny kęs posiłku. -Nie dość, że piękna to w dodatku dobrze gotuje- dodał po chwili spoglądając prosto na moją twarz. Na ogół każda dziewczyna byłaby wniebowzięta lub zawstydzona, ale nie ja, oj nie. Patrzyłam na niego groźnym spojrzeniem, ale po chwili postanowiłam odpuścić i nie psuć innym humoru.
-Czemu właściwie przesiadujecie tu całe dnie? Nie macie nic innego do roboty? -nie chciałam być nie grzeczna, ale przeważnie jak ktoś jest znanym zespołem to nie ma aż tyle czasu na spędzanie go z przyjaciółmi.
-Mamy trochę wolnego, więc się bawimy- odpowiedział Niall szczerząc się jak głupi i znów załadował do buzi tyle jedzenia ile się tylko dało.
-Aha- odpowiedziałam i także odwzajemniłam uśmiech.
Może i jestem przewrażliwiona na ich punkcie. Prawda jest taka, że ich nie znam i nie powinnam nic do nich mieć, ale po mojej ostatniej znajomości ze sławną osobą źle się to skończyło. Na początku było dobrze, ale później zaczął uważać , że skoro on ma kasę to może wszystko, byłam dla niego tylko służącą , która miała wykonywać jego rozkazy bo on jest sławny. Może to dlatego trochę mi nie pasuje ich towarzystwo, ale jestem tutaj w gościnie, więc nie mogę marudzić.
-Co powiecie na jakieś kino dzisiaj? -zaproponował Zayn patrząc na Lisę, a dopiero później na całą resztę.
-Świetny plan! -zreflektował się Liam i pozbierał talerze ze stołu wrzucając je do zlewu. Kate podeszła do niego od tyłu w położyła dłonie na jego ramionach
-No to teraz to pozmywaj kochaniutki- wyszeptała mu do ucha zjeżdżając rękami po jego plecach, na co wszyscy wybuchnęliśmy gromkim śmiechem, a Liam posłał jej zadziorny uśmiech. Wstaliśmy wszyscy od stołu i przenieśliśmy się na kanapę w salonie. Lisa leżała na kolanach Zayna wtulając się w niego, Kate usiadła obok Niall'a, Ja usiadłam zaraz obok nich, a Hazza oczywiście koło mnie. Już trochę przestało mnie to dziwić, ale jakoś nie mogłam się dalej do jego obecności przyzwyczaić, a może raczej do tego, że gdzie się ruszę on zaraz tam jest. Kate sięgnęła po laptopa, która leżał na stole i weszła na stronę kina. Musieliśmy zamówić bilety bo dzisiaj miała lecieć premiera filmu, na który tak wszyscy chcieli iść i mogło nie być już miejsc. Zamówiła bilety w ostatnim rzędzie, o dziwo były wolne.. i z powrotem odłożyła laptopa. Za niedługo mieliśmy się zbierać, więc postanowiłam się trochę przygotować. W tym celu poszłam na górę do "swojego pokoju" i zaczęłam przeglądać swoje ubrania. W prawdzie nie przeszkadzało mi to co miałam ubrane na sobie, ale na zewnątrz się trochę ochłodziło i mogłabym trochę zmarznąć. Wyciągnęłam z torby rurki, jakąś koszulę, a do tego grubszą bluzę. Rozebrałam bluzkę, którą miałam na sobie i już miałam wkładać świeżą koszulkę kiedy dostrzegłam, że otwierają się drzwi do pokoju, a w nich oczywiście nie kto inny jak Hazza. Wysunęłam rękę i trzasnęłam nimi na tyle mocno ile umiałam, ale też żeby ich nie zepsuć. Harry musiał dostać nimi porządnie głowę bo zza drzwi było słychać tylko ciche "Ałaa". Uderzyłam się otwartą dłonią w czoło. Ten chłopak był po prostu niemożliwy.. nie nauczono go pukać do drzwi?! W jednej chwili wsunęłam na siebie rurki i narzuciłam koszulkę oraz bluzę, po czym otworzyłam drzwi i wyszłam. Dobrze wiedziałam, że stoi opierając się o ścianę
-Trzeba było pukać -powiedziałam nie odwracając głowy w jego stronę i zeszłam do salonu.
Nie było nikogo. Weszłam do kuchni i zobaczyłam karteczkę, która leżała na stole "Już poszliśmy, bo Liam chciał zajrzeć do jeszcze do sklepu. Spotkamy się w kinie. Lisa "
-Świetnie -mruknęłam pod nosem wyrzucając karteczkę do kosza.
-To idziemy czy wolisz posiedzieć ze mną w domu? -zapytał Hazza opierając się o framugę drzwi. Od razu odwróciłam się w jego stronę rzucając mu piorunujące spojrzenie, które na pierwszy rzut oka oznaczało "NIE" , ale coś musiałam zrobić , więc chwyciłam klucze z domu, które Lisa zostawiła obok karteczki i wyszłam z domu, zamykając je na klucz. Hazza stał już na zewnątrz z otwartymi drzwiami z ogródka wskazując ręką , że mam wyjść pierwsze. Zmrużyłam oczy i wyszłam nie odzywając się. Wzięłam głęboki wdech i wsiadłam do taksówki, która stała na przeciw domu. Miałam tylko ogromną nadzieję, że kino znajduje się blisko i szybko dojedziemy na miejsce. Lokaty próbował coś do mnie mówić, ale nie zwracałam na niego uwagi. Po jakiś 10 minutach dojechaliśmy na miejsce... najdłuższe 10 minut w moim życiu. Biorąc telefon do ręki wybrałam numer do Lisy i nacisnęłam zieloną słuchawkę
-Gdzie jesteście?
-Weszliśmy do środka, mamy już bilety i właśnie stoimy przy kasie z jedzeniem
Nie odpowiadając rozłączyłam się i weszłam do środka.
-Gdzie są? -zapytał Harry zza moich pleców
-Przy popcornie -rzuciłam i przyspieszyłam kroku
-O wreszcie się do mnie odezwałaś
Wreszcie doszliśmy do całej reszty. Od razu na ponowne przywitanie miałam ochotę zabić Lisę , że mnie z nim samą zostawiła. Wyciągnęłam z kieszeni klucze z jej domu
-Nigdy więcej tego nie rób- powiedziałam cicho do jej ucha tak aby cała reszta nie usłyszała i podałam jej klucze do ręki. Ona się tylko cicho zaśmiała i coś powiedziała, ale jej nie zrozumiałam.
-Niall chodź już i zostaw trochę jedzenia dla innych- powiedział Liam patrząc na chłopaka, który wykupił już połowę sklepu z jedzeniem
-Przecież nie zjesz aż tyle.. -dodał Louis na co wszyscy zaczęliśmy się śmiać, nawet Niall sam z siebie.
Gdy już udało nam się go odciągnąć od jedzenia, weszliśmy na salę dając wcześniej bilety kasjerce. Usiedliśmy na swoich miejscach i czekając na film każdy z kimś rozmawiał. Niall oczywiście już zajadał swoje smakołyki aż mu się uszy trzęsły.
-Jeśli będziesz tak chrupał przez cały film..-powiedziała Kate, ale Niall jej od razu przerwał
-To co? -poruszył zabawnie brwiami
-Później się z Tobą policzę..-odpowiedziała i znów uśmiechnęła się w ten dziwny zalotny sposób.
Śmialiśmy się i rozmawialiśmy aż w końcu puścili film.
-No na reszcie- powiedzieliśmy chórem i zaczęliśmy się przyglądać wielkiemu ekranowi przed nami.
W połowie seansu musiałam wyjść, na sali przybywało coraz więcej osób i było strasznie tłoczno. Prawie każde miejsce było zajęte, czułam że nie ma czym oddychać i jeśli nie wyjdę to zemdleję. Dałam znać koleżance, że muszę wyjść i będę czekać na nich przed kinem. Ona tylko zapytała czy wszystko okej na co przytaknęłam i wyszłam. Wychodząc z sali od razu zrobiło mi się lepiej. Wzięłam głęboki wdech i skierowałam się do wyjścia.
-Czekaj!- usłyszałam za sobą, automatycznie się odwróciłam i ujrzałam lokata, który szedł w moją stronę
-Czego? -zapytałam patrząc na niego
-Czemu wyszłaś?
-Bo się źle czuję.
-Może pojechać z Tobą do domu?
-Sama też trafię
-Nigdzie sama nie pójdziesz, jesteś cała blada i wyglądasz jakbyś zaraz miała zemdleć. Na pewno wszystko okej?
-Nic mi nie jest- powiedziałam i popchnęłam drzwi wychodząc na świeże powietrze. Znów wzięłam głęboki wdech i wtedy poczułam , że już mi lepiej. Chłopak zadzwonił po taksówkę, która niedługo po tym zjawiła się przed kinem. Wsiadłam do środka i wyciągnęłam telefon. Napisałam do Lisy, że będziemy na nich czekać w domu. Na miejscu chcieliśmy wejść do środka, ale jak się okazało żadne z nas nie miało kluczy.
-Jak mogłeś ich nie wziąć?! -zapytałam zdenerwowana patrząc na niego
-Nie krzycz po mnie, myślałem że Ty je masz -zrobił minę bezdomnego psa. Nie przeszło mi zdenerwowanie, ale postanowiłam, że nie będę na niego krzyczeć.
-Okej, dobra. Na ogródek damy radę wejść. Poczekamy aż przyjdą.
Weszliśmy na teren domu i poszliśmy na basen, który był za domem. Nigdy wcześniej tutaj nie byłam, pięknie tu. Duży basen, a wszędzie w około małe światełka. Zupełnie jak z tych wszystkich filmów. Oparłam się o dom i rozglądałam się dookoła, zaczynało robić się ciemno. Nim się obejrzałam Harry stał tuż przede mną.
-Czego znowu?
-Czemu mnie tak właściwie nie lubisz?- zapytał opierając ręce obok mojej głowy
-To nie do końca tak -wydostałam się z pułapki i poszłam trochę dalej, ale on wziął mnie na ręce i stanął przy basenie
-A jak? Mów bo Cię wrzucę-zagroził
-Puść mnie!-zaczęłam się wyrywać i szarpać z nim, ale i tak był silniejszy
-Sama tego chciałaś- dodał i w jednej chwili poczułam jak we wszystkie możliwe miejsca mojego ciała robi mi się zimno. Wrzucił mnie.. co więcej wskoczył ze mną!
-Jesteś nienormalny! -zaczęłam krzyczeć gdy wynurzyłam się z wody po czym wyszłam z basenu.
Krople wody spływały po całym moim ciele, a w miejscu którym stałam zrobiła się kałuża.
-Głupek! -znów dodałam patrząc wściekła na jego rozbawioną twarz.
Nagle zaczął wiać wiatr i poczułam jak robi mi się zimno. Usiadłam na ławce i zaczęłam wykręcać wodę z włosów.
-Teraz jest mi przez Ciebie zimno i będę chora..-ledwie co zdołałam to wymamrotać bo tak było zimno, że zaczęłam się cała trząść, a on podszedł i jak gdyby nigdy nic dał mi swoją suchą bluzę, która leżała wcześniej obok basenu... No tak o sobie pomyślał i zostawił dla siebie choć jedną suchą rzecz...
-Nie chcę Twojej bluzy -powiedziałam i podkuliłam nogi opierając brodę o kolana. Siedziałam tak i marznęłam jeszcze jakiś czas, aż w końcu do domu zawitała Lisa i Kate.
-Matko.. a Tobie co? -powiedziała jedna z nich patrząc jak jestem mokra
-Pytaj jego!- powiedziałam zdenerwowana i wskazałam palcem na bezbronnego chłopaka, który stał i było widać że jemu także jest zimno. Cała reszta chłopaków zaczęła się śmiać, a dziewczyny kazały mi szybko wchodzić do domu, żebym się nie przeziębiła. W sumie.. gdybym miała być chora i to tak już pewnie będę.
Weszłam do środka i od razu pobiegłam się przebrać. Chłopaki posiedzieli u nas jeszcze chwilę i później poszli, a my z dziewczynami jeszcze trochę pogadałyśmy i położyłyśmy się spać.
_________
Kolejny rozdział. Wybaczcie , że jest taki strasznie krótki, ale po prostu nie mam czasu, żeby więcej napisać, a dziewczyny wczoraj prosiły mnie żebym dzisiaj coś dodała. No to macie.. znów nie jestem z siebie zadowolona. -.- Następnym razem dodam rozdział dopiero wtedy kiedy będę czuła, że jest zdatny do czytania. A teraz musicie się tym zadowolić, pewnie przez te dwa ostatnie rozdziały oglądalność mi spadnie... na prawdę chciałam was przeprosić, ale mam teraz za dużo na głowie i mało czasu na pisanie. Obiecuję, że jak już minie ten okres egzaminów to będą one o wiele dłuższe i ciekawsze. :) Pozdrawiam moich czytelników.
Nazajutrz wstałam wcześniej i w ramach podziękowania, że Lisa wzięła mnie do siebie na jakiś czas ugotowałam obiad, który później wszyscy razem zjedliśmy.
-Anioł nie dziewczyna- rzuciła Harry spożywając kolejny kęs posiłku. -Nie dość, że piękna to w dodatku dobrze gotuje- dodał po chwili spoglądając prosto na moją twarz. Na ogół każda dziewczyna byłaby wniebowzięta lub zawstydzona, ale nie ja, oj nie. Patrzyłam na niego groźnym spojrzeniem, ale po chwili postanowiłam odpuścić i nie psuć innym humoru.
-Czemu właściwie przesiadujecie tu całe dnie? Nie macie nic innego do roboty? -nie chciałam być nie grzeczna, ale przeważnie jak ktoś jest znanym zespołem to nie ma aż tyle czasu na spędzanie go z przyjaciółmi.
-Mamy trochę wolnego, więc się bawimy- odpowiedział Niall szczerząc się jak głupi i znów załadował do buzi tyle jedzenia ile się tylko dało.
-Aha- odpowiedziałam i także odwzajemniłam uśmiech.
Może i jestem przewrażliwiona na ich punkcie. Prawda jest taka, że ich nie znam i nie powinnam nic do nich mieć, ale po mojej ostatniej znajomości ze sławną osobą źle się to skończyło. Na początku było dobrze, ale później zaczął uważać , że skoro on ma kasę to może wszystko, byłam dla niego tylko służącą , która miała wykonywać jego rozkazy bo on jest sławny. Może to dlatego trochę mi nie pasuje ich towarzystwo, ale jestem tutaj w gościnie, więc nie mogę marudzić.
-Co powiecie na jakieś kino dzisiaj? -zaproponował Zayn patrząc na Lisę, a dopiero później na całą resztę.
-Świetny plan! -zreflektował się Liam i pozbierał talerze ze stołu wrzucając je do zlewu. Kate podeszła do niego od tyłu w położyła dłonie na jego ramionach
-No to teraz to pozmywaj kochaniutki- wyszeptała mu do ucha zjeżdżając rękami po jego plecach, na co wszyscy wybuchnęliśmy gromkim śmiechem, a Liam posłał jej zadziorny uśmiech. Wstaliśmy wszyscy od stołu i przenieśliśmy się na kanapę w salonie. Lisa leżała na kolanach Zayna wtulając się w niego, Kate usiadła obok Niall'a, Ja usiadłam zaraz obok nich, a Hazza oczywiście koło mnie. Już trochę przestało mnie to dziwić, ale jakoś nie mogłam się dalej do jego obecności przyzwyczaić, a może raczej do tego, że gdzie się ruszę on zaraz tam jest. Kate sięgnęła po laptopa, która leżał na stole i weszła na stronę kina. Musieliśmy zamówić bilety bo dzisiaj miała lecieć premiera filmu, na który tak wszyscy chcieli iść i mogło nie być już miejsc. Zamówiła bilety w ostatnim rzędzie, o dziwo były wolne.. i z powrotem odłożyła laptopa. Za niedługo mieliśmy się zbierać, więc postanowiłam się trochę przygotować. W tym celu poszłam na górę do "swojego pokoju" i zaczęłam przeglądać swoje ubrania. W prawdzie nie przeszkadzało mi to co miałam ubrane na sobie, ale na zewnątrz się trochę ochłodziło i mogłabym trochę zmarznąć. Wyciągnęłam z torby rurki, jakąś koszulę, a do tego grubszą bluzę. Rozebrałam bluzkę, którą miałam na sobie i już miałam wkładać świeżą koszulkę kiedy dostrzegłam, że otwierają się drzwi do pokoju, a w nich oczywiście nie kto inny jak Hazza. Wysunęłam rękę i trzasnęłam nimi na tyle mocno ile umiałam, ale też żeby ich nie zepsuć. Harry musiał dostać nimi porządnie głowę bo zza drzwi było słychać tylko ciche "Ałaa". Uderzyłam się otwartą dłonią w czoło. Ten chłopak był po prostu niemożliwy.. nie nauczono go pukać do drzwi?! W jednej chwili wsunęłam na siebie rurki i narzuciłam koszulkę oraz bluzę, po czym otworzyłam drzwi i wyszłam. Dobrze wiedziałam, że stoi opierając się o ścianę
-Trzeba było pukać -powiedziałam nie odwracając głowy w jego stronę i zeszłam do salonu.
Nie było nikogo. Weszłam do kuchni i zobaczyłam karteczkę, która leżała na stole "Już poszliśmy, bo Liam chciał zajrzeć do jeszcze do sklepu. Spotkamy się w kinie. Lisa "
-Świetnie -mruknęłam pod nosem wyrzucając karteczkę do kosza.
-To idziemy czy wolisz posiedzieć ze mną w domu? -zapytał Hazza opierając się o framugę drzwi. Od razu odwróciłam się w jego stronę rzucając mu piorunujące spojrzenie, które na pierwszy rzut oka oznaczało "NIE" , ale coś musiałam zrobić , więc chwyciłam klucze z domu, które Lisa zostawiła obok karteczki i wyszłam z domu, zamykając je na klucz. Hazza stał już na zewnątrz z otwartymi drzwiami z ogródka wskazując ręką , że mam wyjść pierwsze. Zmrużyłam oczy i wyszłam nie odzywając się. Wzięłam głęboki wdech i wsiadłam do taksówki, która stała na przeciw domu. Miałam tylko ogromną nadzieję, że kino znajduje się blisko i szybko dojedziemy na miejsce. Lokaty próbował coś do mnie mówić, ale nie zwracałam na niego uwagi. Po jakiś 10 minutach dojechaliśmy na miejsce... najdłuższe 10 minut w moim życiu. Biorąc telefon do ręki wybrałam numer do Lisy i nacisnęłam zieloną słuchawkę
-Gdzie jesteście?
-Weszliśmy do środka, mamy już bilety i właśnie stoimy przy kasie z jedzeniem
Nie odpowiadając rozłączyłam się i weszłam do środka.
-Gdzie są? -zapytał Harry zza moich pleców
-Przy popcornie -rzuciłam i przyspieszyłam kroku
-O wreszcie się do mnie odezwałaś
Wreszcie doszliśmy do całej reszty. Od razu na ponowne przywitanie miałam ochotę zabić Lisę , że mnie z nim samą zostawiła. Wyciągnęłam z kieszeni klucze z jej domu
-Nigdy więcej tego nie rób- powiedziałam cicho do jej ucha tak aby cała reszta nie usłyszała i podałam jej klucze do ręki. Ona się tylko cicho zaśmiała i coś powiedziała, ale jej nie zrozumiałam.
-Niall chodź już i zostaw trochę jedzenia dla innych- powiedział Liam patrząc na chłopaka, który wykupił już połowę sklepu z jedzeniem
-Przecież nie zjesz aż tyle.. -dodał Louis na co wszyscy zaczęliśmy się śmiać, nawet Niall sam z siebie.
Gdy już udało nam się go odciągnąć od jedzenia, weszliśmy na salę dając wcześniej bilety kasjerce. Usiedliśmy na swoich miejscach i czekając na film każdy z kimś rozmawiał. Niall oczywiście już zajadał swoje smakołyki aż mu się uszy trzęsły.
-Jeśli będziesz tak chrupał przez cały film..-powiedziała Kate, ale Niall jej od razu przerwał
-To co? -poruszył zabawnie brwiami
-Później się z Tobą policzę..-odpowiedziała i znów uśmiechnęła się w ten dziwny zalotny sposób.
Śmialiśmy się i rozmawialiśmy aż w końcu puścili film.
-No na reszcie- powiedzieliśmy chórem i zaczęliśmy się przyglądać wielkiemu ekranowi przed nami.
W połowie seansu musiałam wyjść, na sali przybywało coraz więcej osób i było strasznie tłoczno. Prawie każde miejsce było zajęte, czułam że nie ma czym oddychać i jeśli nie wyjdę to zemdleję. Dałam znać koleżance, że muszę wyjść i będę czekać na nich przed kinem. Ona tylko zapytała czy wszystko okej na co przytaknęłam i wyszłam. Wychodząc z sali od razu zrobiło mi się lepiej. Wzięłam głęboki wdech i skierowałam się do wyjścia.
-Czekaj!- usłyszałam za sobą, automatycznie się odwróciłam i ujrzałam lokata, który szedł w moją stronę
-Czego? -zapytałam patrząc na niego
-Czemu wyszłaś?
-Bo się źle czuję.
-Może pojechać z Tobą do domu?
-Sama też trafię
-Nigdzie sama nie pójdziesz, jesteś cała blada i wyglądasz jakbyś zaraz miała zemdleć. Na pewno wszystko okej?
-Nic mi nie jest- powiedziałam i popchnęłam drzwi wychodząc na świeże powietrze. Znów wzięłam głęboki wdech i wtedy poczułam , że już mi lepiej. Chłopak zadzwonił po taksówkę, która niedługo po tym zjawiła się przed kinem. Wsiadłam do środka i wyciągnęłam telefon. Napisałam do Lisy, że będziemy na nich czekać w domu. Na miejscu chcieliśmy wejść do środka, ale jak się okazało żadne z nas nie miało kluczy.
-Jak mogłeś ich nie wziąć?! -zapytałam zdenerwowana patrząc na niego
-Nie krzycz po mnie, myślałem że Ty je masz -zrobił minę bezdomnego psa. Nie przeszło mi zdenerwowanie, ale postanowiłam, że nie będę na niego krzyczeć.
-Okej, dobra. Na ogródek damy radę wejść. Poczekamy aż przyjdą.
Weszliśmy na teren domu i poszliśmy na basen, który był za domem. Nigdy wcześniej tutaj nie byłam, pięknie tu. Duży basen, a wszędzie w około małe światełka. Zupełnie jak z tych wszystkich filmów. Oparłam się o dom i rozglądałam się dookoła, zaczynało robić się ciemno. Nim się obejrzałam Harry stał tuż przede mną.
-Czego znowu?
-Czemu mnie tak właściwie nie lubisz?- zapytał opierając ręce obok mojej głowy
-To nie do końca tak -wydostałam się z pułapki i poszłam trochę dalej, ale on wziął mnie na ręce i stanął przy basenie
-A jak? Mów bo Cię wrzucę-zagroził
-Puść mnie!-zaczęłam się wyrywać i szarpać z nim, ale i tak był silniejszy
-Sama tego chciałaś- dodał i w jednej chwili poczułam jak we wszystkie możliwe miejsca mojego ciała robi mi się zimno. Wrzucił mnie.. co więcej wskoczył ze mną!
-Jesteś nienormalny! -zaczęłam krzyczeć gdy wynurzyłam się z wody po czym wyszłam z basenu.
Krople wody spływały po całym moim ciele, a w miejscu którym stałam zrobiła się kałuża.
-Głupek! -znów dodałam patrząc wściekła na jego rozbawioną twarz.
Nagle zaczął wiać wiatr i poczułam jak robi mi się zimno. Usiadłam na ławce i zaczęłam wykręcać wodę z włosów.
-Teraz jest mi przez Ciebie zimno i będę chora..-ledwie co zdołałam to wymamrotać bo tak było zimno, że zaczęłam się cała trząść, a on podszedł i jak gdyby nigdy nic dał mi swoją suchą bluzę, która leżała wcześniej obok basenu... No tak o sobie pomyślał i zostawił dla siebie choć jedną suchą rzecz...
-Nie chcę Twojej bluzy -powiedziałam i podkuliłam nogi opierając brodę o kolana. Siedziałam tak i marznęłam jeszcze jakiś czas, aż w końcu do domu zawitała Lisa i Kate.
-Matko.. a Tobie co? -powiedziała jedna z nich patrząc jak jestem mokra
-Pytaj jego!- powiedziałam zdenerwowana i wskazałam palcem na bezbronnego chłopaka, który stał i było widać że jemu także jest zimno. Cała reszta chłopaków zaczęła się śmiać, a dziewczyny kazały mi szybko wchodzić do domu, żebym się nie przeziębiła. W sumie.. gdybym miała być chora i to tak już pewnie będę.
Weszłam do środka i od razu pobiegłam się przebrać. Chłopaki posiedzieli u nas jeszcze chwilę i później poszli, a my z dziewczynami jeszcze trochę pogadałyśmy i położyłyśmy się spać.
_________
Kolejny rozdział. Wybaczcie , że jest taki strasznie krótki, ale po prostu nie mam czasu, żeby więcej napisać, a dziewczyny wczoraj prosiły mnie żebym dzisiaj coś dodała. No to macie.. znów nie jestem z siebie zadowolona. -.- Następnym razem dodam rozdział dopiero wtedy kiedy będę czuła, że jest zdatny do czytania. A teraz musicie się tym zadowolić, pewnie przez te dwa ostatnie rozdziały oglądalność mi spadnie... na prawdę chciałam was przeprosić, ale mam teraz za dużo na głowie i mało czasu na pisanie. Obiecuję, że jak już minie ten okres egzaminów to będą one o wiele dłuższe i ciekawsze. :) Pozdrawiam moich czytelników.
niedziela, 15 kwietnia 2012
Witajcie znów! :D
Witam was dziś po raz drugi. :) Jakoś nie mam co robić, na zewnątrz brzydka pogoda, cały czas pada deszcz i jest zimno. Chciałam się wziąć za nowy rozdział, ale nie jestem pewna czy to dobry pomysł bo jakoś dzisiaj koszmarnie mi to idzie. Cieszę się, że wam się wcześniejszy rozdział podobał, ale jakoś na prawdę jak na niego patrzę to ręce opadają. Przeraża mnie fakt, iż mogłam coś tak beznadziejnego wymyślić, no ale mniejsza o to. Jak już wspomniałam poprawię się. : p
A co tam u was ciekawego? Jak minął weekend? Cieszycie się, że jutro do szkoły? Bo mnie jakoś ten fakt przytłacza. ; o
I tak a propos dodałam nowy gadżet. Gadu-gadu , jeśli wejdziecie możecie anonimowo ze mną pisać. Mnie osobiście się ten pomysł nawet podoba. Przynajmniej jest jakiś sposób na zabicie czasu i lepsze poznanie się? Jeśli ktoś chce niech pisze, ja jestem więc mogę odpisywać. A wy co myślicie o tym gadżecie? Fajny czy nie bardzo? ^^
A co tam u was ciekawego? Jak minął weekend? Cieszycie się, że jutro do szkoły? Bo mnie jakoś ten fakt przytłacza. ; o
I tak a propos dodałam nowy gadżet. Gadu-gadu , jeśli wejdziecie możecie anonimowo ze mną pisać. Mnie osobiście się ten pomysł nawet podoba. Przynajmniej jest jakiś sposób na zabicie czasu i lepsze poznanie się? Jeśli ktoś chce niech pisze, ja jestem więc mogę odpisywać. A wy co myślicie o tym gadżecie? Fajny czy nie bardzo? ^^
Rozdział 5 - Nowa.
Leżałam jeszcze w łóżku udając, że śpię. Nagle po pokoju rozległ się głośny dźwięk komórki Lisy. Ona chyba też już nie spała bo szybko chwyciła telefon i odebrała. Rozmawiała z kimś o żeńskim głosie, osoba po drugiej stronie mówiła tak głośno, że dało się rozpoznać płeć. Mówiła jeszcze jakieś 2 minut, a na końcu usłyszałam krótkie "Pewnie, przyjeżdżaj na ile chcesz, miejsca jest dużo." po czym Lisa się rozłączyła i odłożyła telefon. Otworzyłam jedno oko przyglądając się jej twarzy.
-Kto przyjedzie?- zapytałam bo ciekawość wzięła górę.
-Moja koleżanka z kolonii, przyjedzie jeszcze dziś i wygląda na to, że trochę tutaj pobędzie. Chyba nie masz nic przeciwko?
-Nie- uśmiechnęłam się. Trochę byłam zawiedziona bo chciałam ten czas spędzić tylko z Lisą, dawno się nie widziałyśmy, a i tak kręciło się tu jeszcze 5 chłopaków. No, ale byłam tu gościem i nie miałam prawa sobie rządzić, a kto wie może nie będzie tak źle i się zaprzyjaźnimy.
Wstałam i jak co ranek zrobiłam poranną toaletę po czym ubrałam krótkie spodenki i jakąś luźną koszulkę. Na zewnątrz było bardzo ładnie, więc raczej nie powinno mi być zimno. Postanowiłam nie jeść żadnego śniadania bo po ostatnich imprezach jakoś straciłam apetyt, ale jak widać Lisa dale twardo się trzymała bo jadła jak szalona.
-Zamieniasz się w Niallera- powiedziałam patrząc jak wcina kolejną porcję naleśników i zaczęłam się śmiać. Ona tylko rzuciła mi piorunujące spojrzenie, więc uznałam , że trzeba się wycofać. Poszłam do salonu, usiadłam na kanapie i zaczęłam przeskakiwać na różne programy w tv, ale nic ciekawego nie leciało.
-Co dziś robimy?- krzyknęłam z salonu tak żeby przyjaciółka mogła usłyszeć mnie w kuchni
-Nie wiem, ale musimy siedzieć w domu bo Rosalie może w każdej chwili przyjechać
-No tak..
-Chłopaki powiedzieli, że mają jakiś dobry horror i wpadną do nas- powiedziała po chwili koleżanka
Siedziałam tak patrząc pusto w ekran telewizora, w którym nic konkretnego nie leciało, aż zadzwonił telefon. O dziwo była to moja komórka, która na ogół nie daje oznak życia. Spojrzałam na wyświetlacz i ujrzałam "Mama"
-No szybko się zainteresowała- powiedziałam pod nosem z sarkazmem. Nie odzywała się przed 3 dni , nawet nie zadzwoniła , żeby zapytać czy szczęśliwie doleciałam i trafiłam na miejsce. Teraz nagle się jej przypomniało. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i wymieniłam z nią kilka zdań. Pytała czy wszystko w porządku, co nowego u Lisy, do kiedy tam będę i takie tam. Jakoś nie specjalnie chciało mi się z nią rozmawiać. Od ostatniego czasu nic się nie liczy tylko Jeff. Po chwili rozmowy rozłączyłam się i weszłam do kuchni. Lisa właśnie skończyła jeść i zmywała naczynia. Oparłam się o framugę drzwi i przyglądałam się jej ruchom.
-Tak właściwie to kiedy Twój ojciec przyjedzie? -zapytałam ją
-Dzisiaj.. chyba.
-Aha, a wie że ta Twoja koleżanka ma przyjechać?
-Nie, ale nie będzie miał nic przeciwko temu.
I tak minęło popołudnie, dzień nic nie robienia. Trochę nudno było, ale trzeba czekać aż przyjedzie Rosalie. Pod wieczór przyszli chłopcy z filmem.
-Hej wam- powiedział Liam wchodząc do domu.
-Hej- powiedziałyśmy na równi z Lisa i zaśmiałyśmy się
-To dziś oglądamy film, gdyby się któraś bała służę ramieniem- powiedział Harry patrząc na nas na co znów wybuchnęliśmy gromkim śmiechem
Weszliśmy do salonu, a chłopaki już się rozgościli. Niall oczywiście od razu dopadł szafkę z jedzeniem
-Nie masz popcornu?!- zapytał wytrzeszczając oczy
-Nie.-odpowiedziała Lisa uśmiechając się
-Jak można w domu nie mieć popcornu? ...- powiedział załamany tym faktem i uznał, że mamy chwilę poczekać, a on skoczy do sklepu po jedzenie.
-Idę z Tobą- oświadczyłam ubrałam buty wychodząc z głodomorem.
-Czemu chcesz ze mną iść?-
-Bo Cię lubię- odpowiedziałam i posłałam mu przyjazny uśmiech
Wyszliśmy z domu i na szczęście niedaleko był mały sklepik, w którym można było kupić prawie wszystko. Zapakowaliśmy do torby popcorn, żelki ,jakieś napoje i zapłaciliśmy.
-Wspominał coś Harry o mnie? -zapytałam trochę speszona patrząc na chłopaka.
-Nie, a powinien? -zapytał zdziwiony tym pytaniem i ruszyliśmy znów w stronę domu.
-Nie wiem
Wróciliśmy nie rozmawiając już o loczku tylko o innych głupotach. Weszliśmy, a uradowany Niall połozył wszystkie zdobycze na stole . Usiadłam na podłużnej kanapie gdzie prawie wszyscy się zmieścili i zaczęliśmy oglądać film. Po jakiś 30 minutach zadzwonił dzwonek do drzwi. Chłopaki byli trochę zdziwieni bo nikt im wcześniej nie wspomniał , że będzie tu jeszcze jedna dziewczyna. Lisa poszła otworzyć i już po chwili w drzwiach stanęła nieziemsko piękna długowłosa brunetka. Cały zespół od razu się odwrócił i zaczęli się jej przyglądać.
-To jest Rosalie, moja koleżanka. Będzie tu mieszkać przez jakiś czas.- oznajmiła Lisa kładąc jej walizki przy schodach. Chłopcy od razu rzucili się na nią jak na mięso, każdy chciał być pierwszy żeby podać jej dłoń i się przedstawić. Jak widać dziewczyna była trochę zdziwiona faktem , że zespół One Direction siedzi i ogląda film u jej koleżanki, ale fanką chyba nie była bo jakoś się nie rzucała, a nawet miała dziwną minę. Jednak jak na dobre maniery przystało przedstawiła się każdemu z chłopaków i usiadła razem z nami przy stole. Była bardzo ładna, miała duże niebieskie oczy, a jej włosy sięgały pasa. Szturchnęłam Harrego , żeby przestał się tak na nią gapić bo to musiało być trochę niezręczne. Zayn chyba najmniej przejmował się dziewczyną, w końcu miał swoją Lisę i jak widać to mu w pełni wystarczało. Uśmiechnęłam się widząc, że nie jest nią aż tak zachwycony jak cała reszta. Siedzieliśmy rozmawiając i zupełnie zapomnieliśmy o filmie.
Z perspektywy Rosalie.
-Dobra jeszcze tylko jedna koszulka do spakowania i będę gotowa- powiedziałam do siebie pakując resztę ubrań. Bardzo cieszyłam się na spotkanie z Lisą. W końcu bardzo dobrze się rozumiemy i dogadujemy. Na koloniach byłyśmy nie rozłączne, wszędzie chodziłyśmy razem. Postanowiłam ją odwiedzić, w końcu i tak są wakacje, więc co mi szkodzi. Dopięłam walizkę na ostatni zamek i już mogłam się zbierać. Ubrałam buty, pożegnałam się z rodzicami i wyszłam z domu. Taksówka, która miała mnie zawieźć pod dom koleżanki stała już pod domem, a miły kierowca pomógł włożyć mi bagaż do samochodu. Do jej miasta miałam jakieś 3 godziny drogi, więc postanowiłam trochę się przespać.
-Panienko jesteśmy na miejscu- oznajmił taksówkarz wychodząc z auta , żeby podać mi walizki.
Zapłaciłam mu i stanęłam przed domem.Słońce zaszło i powoli zaczął robić się wieczór. Dom był duży, trochę większy od mojego. Nacisnęłam dzwonek i czekałam aż ktoś mi otworzy. Po chwili w drzwiach ukazała się Lisa, wyściskałyśmy się i weszłyśmy do środka. Rozebrałam buty i weszłam do salonu. Ku mojemu zdziwieniu siedziało tam 5 chłopaków. I to do tego ich znałam!
-No nie- mruknęłam cicho pod nosem tak żeby nikt mnie nie usłyszał
Znałam ich.. z plakatów mojej siostry, która obklejała nimi cały dom. Szczerze nie lubiłam ich za bardzo. Może przez moją siostrę, a może po prostu mi nie odpowiadali. Była tam jeszcze jedna dziewczyna. Kojarzyłam ją ze zdjęcia, które Lisa mi kiedyś pokazywała. Mówiła, że to jej najlepsza przyjaciółka. Przywitałam się z wszystkimi i jak na kulturalną osobę przystało postanowiłam nie dać po sobie poznać, że ich znam i nie przepadam za ich zespołem. Porozmawialiśmy trochę, a jeden z chłopaków ciągle pytał o mnie. Miałam już tego dość, więc postanowiłam , że pójdę się położyć
-Wiesz.. jestem trochę zmęczona.- powiedziałam do Lisy po czym wstałam z fotela i skierowałam się za koleżanką, która miała wskazać mi pokój, w którym będę mogła odpocząć.
-Ja Ci mogę pomóc się odprężyć- powiedział Harry poruszając zabawnie brwiami
-Lepiej nie- odpowiedziałam szorstko po czym zniknęłam za drzwiami.
______
No to rozdział 5 za nami. Powiem wam szczerze, że nie jestem z siebie zadowolona , ba ! mogę nawet powiedzieć , że to co napisałam jest okropne. W ogóle nic tu się nie trzyma kupy i wszystko jest takie dziwne, ale jak obiecałam , że dzisiaj coś dodam to muszę dodać. Mam zły dzień, więc proszę o wyrozumiałość, wiem , że kiepsko się postarałam, ale następnym razem będzie lepiej!
-Kto przyjedzie?- zapytałam bo ciekawość wzięła górę.
-Moja koleżanka z kolonii, przyjedzie jeszcze dziś i wygląda na to, że trochę tutaj pobędzie. Chyba nie masz nic przeciwko?
-Nie- uśmiechnęłam się. Trochę byłam zawiedziona bo chciałam ten czas spędzić tylko z Lisą, dawno się nie widziałyśmy, a i tak kręciło się tu jeszcze 5 chłopaków. No, ale byłam tu gościem i nie miałam prawa sobie rządzić, a kto wie może nie będzie tak źle i się zaprzyjaźnimy.
Wstałam i jak co ranek zrobiłam poranną toaletę po czym ubrałam krótkie spodenki i jakąś luźną koszulkę. Na zewnątrz było bardzo ładnie, więc raczej nie powinno mi być zimno. Postanowiłam nie jeść żadnego śniadania bo po ostatnich imprezach jakoś straciłam apetyt, ale jak widać Lisa dale twardo się trzymała bo jadła jak szalona.
-Zamieniasz się w Niallera- powiedziałam patrząc jak wcina kolejną porcję naleśników i zaczęłam się śmiać. Ona tylko rzuciła mi piorunujące spojrzenie, więc uznałam , że trzeba się wycofać. Poszłam do salonu, usiadłam na kanapie i zaczęłam przeskakiwać na różne programy w tv, ale nic ciekawego nie leciało.
-Co dziś robimy?- krzyknęłam z salonu tak żeby przyjaciółka mogła usłyszeć mnie w kuchni
-Nie wiem, ale musimy siedzieć w domu bo Rosalie może w każdej chwili przyjechać
-No tak..
-Chłopaki powiedzieli, że mają jakiś dobry horror i wpadną do nas- powiedziała po chwili koleżanka
Siedziałam tak patrząc pusto w ekran telewizora, w którym nic konkretnego nie leciało, aż zadzwonił telefon. O dziwo była to moja komórka, która na ogół nie daje oznak życia. Spojrzałam na wyświetlacz i ujrzałam "Mama"
-No szybko się zainteresowała- powiedziałam pod nosem z sarkazmem. Nie odzywała się przed 3 dni , nawet nie zadzwoniła , żeby zapytać czy szczęśliwie doleciałam i trafiłam na miejsce. Teraz nagle się jej przypomniało. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i wymieniłam z nią kilka zdań. Pytała czy wszystko w porządku, co nowego u Lisy, do kiedy tam będę i takie tam. Jakoś nie specjalnie chciało mi się z nią rozmawiać. Od ostatniego czasu nic się nie liczy tylko Jeff. Po chwili rozmowy rozłączyłam się i weszłam do kuchni. Lisa właśnie skończyła jeść i zmywała naczynia. Oparłam się o framugę drzwi i przyglądałam się jej ruchom.
-Tak właściwie to kiedy Twój ojciec przyjedzie? -zapytałam ją
-Dzisiaj.. chyba.
-Aha, a wie że ta Twoja koleżanka ma przyjechać?
-Nie, ale nie będzie miał nic przeciwko temu.
I tak minęło popołudnie, dzień nic nie robienia. Trochę nudno było, ale trzeba czekać aż przyjedzie Rosalie. Pod wieczór przyszli chłopcy z filmem.
-Hej wam- powiedział Liam wchodząc do domu.
-Hej- powiedziałyśmy na równi z Lisa i zaśmiałyśmy się
-To dziś oglądamy film, gdyby się któraś bała służę ramieniem- powiedział Harry patrząc na nas na co znów wybuchnęliśmy gromkim śmiechem
Weszliśmy do salonu, a chłopaki już się rozgościli. Niall oczywiście od razu dopadł szafkę z jedzeniem
-Nie masz popcornu?!- zapytał wytrzeszczając oczy
-Nie.-odpowiedziała Lisa uśmiechając się
-Jak można w domu nie mieć popcornu? ...- powiedział załamany tym faktem i uznał, że mamy chwilę poczekać, a on skoczy do sklepu po jedzenie.
-Idę z Tobą- oświadczyłam ubrałam buty wychodząc z głodomorem.
-Czemu chcesz ze mną iść?-
-Bo Cię lubię- odpowiedziałam i posłałam mu przyjazny uśmiech
Wyszliśmy z domu i na szczęście niedaleko był mały sklepik, w którym można było kupić prawie wszystko. Zapakowaliśmy do torby popcorn, żelki ,jakieś napoje i zapłaciliśmy.
-Wspominał coś Harry o mnie? -zapytałam trochę speszona patrząc na chłopaka.
-Nie, a powinien? -zapytał zdziwiony tym pytaniem i ruszyliśmy znów w stronę domu.
-Nie wiem
Wróciliśmy nie rozmawiając już o loczku tylko o innych głupotach. Weszliśmy, a uradowany Niall połozył wszystkie zdobycze na stole . Usiadłam na podłużnej kanapie gdzie prawie wszyscy się zmieścili i zaczęliśmy oglądać film. Po jakiś 30 minutach zadzwonił dzwonek do drzwi. Chłopaki byli trochę zdziwieni bo nikt im wcześniej nie wspomniał , że będzie tu jeszcze jedna dziewczyna. Lisa poszła otworzyć i już po chwili w drzwiach stanęła nieziemsko piękna długowłosa brunetka. Cały zespół od razu się odwrócił i zaczęli się jej przyglądać.
-To jest Rosalie, moja koleżanka. Będzie tu mieszkać przez jakiś czas.- oznajmiła Lisa kładąc jej walizki przy schodach. Chłopcy od razu rzucili się na nią jak na mięso, każdy chciał być pierwszy żeby podać jej dłoń i się przedstawić. Jak widać dziewczyna była trochę zdziwiona faktem , że zespół One Direction siedzi i ogląda film u jej koleżanki, ale fanką chyba nie była bo jakoś się nie rzucała, a nawet miała dziwną minę. Jednak jak na dobre maniery przystało przedstawiła się każdemu z chłopaków i usiadła razem z nami przy stole. Była bardzo ładna, miała duże niebieskie oczy, a jej włosy sięgały pasa. Szturchnęłam Harrego , żeby przestał się tak na nią gapić bo to musiało być trochę niezręczne. Zayn chyba najmniej przejmował się dziewczyną, w końcu miał swoją Lisę i jak widać to mu w pełni wystarczało. Uśmiechnęłam się widząc, że nie jest nią aż tak zachwycony jak cała reszta. Siedzieliśmy rozmawiając i zupełnie zapomnieliśmy o filmie.
Z perspektywy Rosalie.
-Dobra jeszcze tylko jedna koszulka do spakowania i będę gotowa- powiedziałam do siebie pakując resztę ubrań. Bardzo cieszyłam się na spotkanie z Lisą. W końcu bardzo dobrze się rozumiemy i dogadujemy. Na koloniach byłyśmy nie rozłączne, wszędzie chodziłyśmy razem. Postanowiłam ją odwiedzić, w końcu i tak są wakacje, więc co mi szkodzi. Dopięłam walizkę na ostatni zamek i już mogłam się zbierać. Ubrałam buty, pożegnałam się z rodzicami i wyszłam z domu. Taksówka, która miała mnie zawieźć pod dom koleżanki stała już pod domem, a miły kierowca pomógł włożyć mi bagaż do samochodu. Do jej miasta miałam jakieś 3 godziny drogi, więc postanowiłam trochę się przespać.
-Panienko jesteśmy na miejscu- oznajmił taksówkarz wychodząc z auta , żeby podać mi walizki.
Zapłaciłam mu i stanęłam przed domem.Słońce zaszło i powoli zaczął robić się wieczór. Dom był duży, trochę większy od mojego. Nacisnęłam dzwonek i czekałam aż ktoś mi otworzy. Po chwili w drzwiach ukazała się Lisa, wyściskałyśmy się i weszłyśmy do środka. Rozebrałam buty i weszłam do salonu. Ku mojemu zdziwieniu siedziało tam 5 chłopaków. I to do tego ich znałam!
-No nie- mruknęłam cicho pod nosem tak żeby nikt mnie nie usłyszał
Znałam ich.. z plakatów mojej siostry, która obklejała nimi cały dom. Szczerze nie lubiłam ich za bardzo. Może przez moją siostrę, a może po prostu mi nie odpowiadali. Była tam jeszcze jedna dziewczyna. Kojarzyłam ją ze zdjęcia, które Lisa mi kiedyś pokazywała. Mówiła, że to jej najlepsza przyjaciółka. Przywitałam się z wszystkimi i jak na kulturalną osobę przystało postanowiłam nie dać po sobie poznać, że ich znam i nie przepadam za ich zespołem. Porozmawialiśmy trochę, a jeden z chłopaków ciągle pytał o mnie. Miałam już tego dość, więc postanowiłam , że pójdę się położyć
-Wiesz.. jestem trochę zmęczona.- powiedziałam do Lisy po czym wstałam z fotela i skierowałam się za koleżanką, która miała wskazać mi pokój, w którym będę mogła odpocząć.
-Ja Ci mogę pomóc się odprężyć- powiedział Harry poruszając zabawnie brwiami
-Lepiej nie- odpowiedziałam szorstko po czym zniknęłam za drzwiami.
______
No to rozdział 5 za nami. Powiem wam szczerze, że nie jestem z siebie zadowolona , ba ! mogę nawet powiedzieć , że to co napisałam jest okropne. W ogóle nic tu się nie trzyma kupy i wszystko jest takie dziwne, ale jak obiecałam , że dzisiaj coś dodam to muszę dodać. Mam zły dzień, więc proszę o wyrozumiałość, wiem , że kiepsko się postarałam, ale następnym razem będzie lepiej!
sobota, 14 kwietnia 2012
Coś od autorki.
Witam.!
Chciałabym wam serdecznie podziękować za wszystkie komentarze i wejścia na mojego bloga. Nie macie pojęcia jak się cieszę, że ktoś to w ogóle czyta. :) Myślę, że jeszcze dzisiaj zacznę pisać nowy rozdział, ale zastanowię się czy go dziś wrzucę. To właściwie od was zależy, od waszych komentarzy. Bo jeśli widzę, że chcecie żebym dalej pisała i chcecie to czytać to mam motywację i piszę, ale jeśli jest cicho to jakoś nie czuję potrzeby wrzucania tego na bloga. Swoją drogą dobrze przyjmuję krytykę, lubię wiedzieć co się wam podoba, a co chcielibyście zmienić bo wam nie pasuje, więc jeśli coś to pisać. : p
A tak ogólnie co tam u was? Co robicie? Macie jakieś plany na weekend? U mnie trochę kiepska pogoda, więc jak na razie siedzę w domu.
piątek, 13 kwietnia 2012
Rozdział 4 - Poznanie Lisy z chłopakami.
Ostatnio jedna z was (czytelniczek) prosiła mnie abym napisała o tym jak Lisa poznała chłopaków z One Direction. W sumie pomyślałam czemu nie? No i właśnie coś dla was wyskrobałam. Miłego czytania. ;)
Perspektywa Lisy
Promienie słoneczne przedzierały się przez szybę nie dając spać. Wstałam z łóżka i od razu w oczy rzucały mi się walizki, które leżały prze drzwiach.-No tak.. dzisiaj przeprowadzka- powiedziałam sama do siebie z lekkim grymasem na twarzy. Nie chciałam się wyprowadzać, ale nie mogłam nic zrobić. Ojciec dostał świetną ofertę pracy i bardzo się cieszył. W końcu można było oglądać uśmiech na jego twarzy. Po śmierci mamy był w strasznym stanie, załamał się, dlatego postanowiłam nie być dla niego kłopotem tylko go wspierać. Nawet jeśli oznaczało to że ja mam być nieszczęśliwa. Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk pukania do drzwi
-Proszę.- powiedziałam i patrzyłam przed siebie będąc dalej w zamyśleniu
-Hej kochanie, chciałem Ci tylko przypomnieć, że lot mamy o 21:30 , więc jeśli chcesz jeszcze gdzieś pójść to pamiętaj, że o 19 musisz być w domu. -powiedział tata stojąc w progu
-Tak wiem- powiedziałam i wymusiłam uśmiech na twarzy, jednak trochę kiepsko mi to wyszło. Chyba będę musiała poćwiczyć- pomyślałam i nim się obejrzałam taty nie było już w pokoju.
Zebrałam myśli i uznałam , że muszę zacząć działać bo mam jeszcze kilka spraw do załatwienia, a czas ucieka. Zrobiłam poranną toaletę i ubrałam się. Gdy byłam już gotowa wzięłam klucze z blatu, ubrałam trampki i wyszłam z domu
-Pamiętaj o 19 !- przypomniał kolejny raz ojciec na co ja wywróciłam oczami. Było słychać, że jest strasznie podekscytowany.
xxxxx
Stałam właśnie przed domem Lucka, byłam trochę przerażona, ale starałam się to zachować dla siebie. Zapukałam do drzwi, a po sekundzie w drzwiach stał już mój chłopak.
-Hej kochanie- odezwał się od razu z uśmiechem na twarzy
-Hej.
-To co, gotowa na wycieczkę?- zapytał pełen entuzjazmu. -Saly, Leon i reszta zaraz powinni być-dodał po chwili
-Okej- odpowiedziałam od niechcenia i zauważyłam zmartwienie w jego oczach
-Co się stało?
-Nic. skłamałam i znów wymusiłam uśmiech. Musiałam być twarda, łzy napływały mi do oczu, ale starałam się to ukryć. Usłyszałam dzwonek do drzwi, więc czym prędzej się odwróciłam i wyszłam. Przed domem stała Saly i Emma, a zaraz po nich dotarli Leon i Nico.
-No to jesteśmy w komplecie, jedziemy!- zarządził jeden z chłopaków i ruszyliśmy w stronę peronu. Mieliśmy jechać pociągiem nad jezioro bo było daleko od domu i na piechotę to za duża odległość, a samochodem nie było jak bo jeszcze żadne z nas nie miało skończone 18lat.
Staliśmy, aż w końcu przyjechał pociąg, weszliśmy do środka, ale było bardzo tłoczno, więc musieliśmy stać blisko wyjścia. Zrobiło mi się goroąco, myślałam, że zaraz serce wyskoczy mi z nerwów. Wiedziałam , że nie mam innego wyjścia, musiałam to zrobić tu i teraz.
Bądź twarda- powtarzałam sobie w duchu i gdy konduktor oznajmił, że zaraz jedziemy spojrzałam na Lucka ze łzami w oczach, chciał coś powiedzieć, ale zatkałam mu usta pocałunkiem. Poczułam jak łzy spływają mi po policzkach
-Przepraszam, wyprowadzam się do Londynu-szepnęłam mu do ucha i wyrywając się z jego objęć wyskoczyłam z pociągu, a drzwi od razu za mną się zamknęły. Widziałam jak podchodzi do okna, też miał łzy w oczach. Pomachałam mu i posłałam całusa
-Kocham Cię- wyczytałam z ruchu jego warg po czym odwróciłam się i wzięłam głęboki wdech.. Usiadłam na jednej z ławek i długo nie mogłam się doprowadzić do porządku. Jednak przypomniałam sobie, że mam mało czasu , a muszę iść jeszcze do Kate. Wstałam i ruszyłam w kierunku jej domu. Od razu weszłam bez dzwonienia bo dobrze wiedziała, że przyjdę. Weszłam do jej pokoju i gdy zobaczyła moje łzy od razu się zorientowała
-Powiedziałaś mu? -zapytała
-Tak, uciekłam od niego z pociągu-zaczęłam tłumaczyć jak to było
-O matko, nie mogłaś mu tego po prostu powiedzieć... jak człowiek?-zapytała, ale ja pokiwałam przecząco głową
-No tak przecież Ty nie jesteś normalna, a pożegnania masz w wielkim stylu- powiedziała przytulając mnie. Nie było mi do śmiechu, ale gdy mnie przytuliła od razu zrobiło mi się ciepło na sercu. Jest moją najlepszą przyjaciółką , a ja muszę ją tu zostawić, a co do Lucka to wiem, że jestem okropna. Wiem, że nie zasługiwał na takie pożegnanie, ale nie dałabym rady gdyby ono miało wyglądać tak jak zwykle wyglądają pożegnania.
-Wyjadę i stracę wszystko- wymamrotałam zapłakana, an co ona jeszcze mocniej mnie przytuliła.
-Co Ty gadasz, ja zawsze będę-pocieszała mnie.
Posiedziałyśmy jeszcze tak z 2 godziny rozmawiając, od razu poprawił mi się humor, ale po chwili zorientowałam się, ze muszę już iść do domu bo się spóxnię
-Muszę już iść- dałam znać przyjaciółce wychodząc z pokoju
-Pamiętaj , że masz dzwonić- odpowiedziała odprowadzając mnie do drzwi. Ubrałam buty i znów nadeszła chwila pożegnania. Znów łzy napłynęły mi do oczy
-Nie płacz.. głupia- powiedziała przyjaciółka przez śmiech, ale i tak było słychać , że jej głos drży i chce się jej płakać.
-Kocham Cię
-Ja Ciebie też.
Ściskałyśmy się tak jeszcze przez jakieś 5 minut, a potem ruszyłam biegiem do domu bo byłam spóźniona. W drzwiach od razu spotkałam tatę, był tak podekscytowany wyjazdem , że nawet nie krzyczał że jestem spóźniona.
-No zbieraj bagaż i jedziemy.- powiedział uśmiechając się
Weszłam na górę do pokoju i zaczęłam znosić torby. Pokój był prawie pusty, meble stały, ale nic na nich nie było. Zrobiło mi się przykro.
-Chodź już- usłyszałam z dołu
Zeszłam i jeszcze ostatni raz rozejrzałam się po domu, było mi smutno. Wyciągnęłam z kieszeni swoje mp4 i gdy wsiadłam do taksówki od razu włączyłam muzykę. Czułam , ze to teraz jedyne lekarstwo na to żebym nie ryczała jak małe dziecko.
Na lotnisku czas szybko zleciał, wsiedliśmy do samolotu i odlecieliśmy.
Po 2 godzinach byliśmy na miejscu. Spojrzałam na zegarek była prawie 24. Wzięłam swoje bagaże i szłam za tatą. Znów wsiedliśmy do taksówki, która zawiozła nas pod nasz nowy dom. Ojciec go wcześniej kupił, ale ja go nie widziałam. Był ogromny, aż sama się zdziwiłam. Weszłam do środka i rozgościłam się
xxxx 2 dni później
Znów się zaczęło.. po pokoju rozległ się dźwięk budzika. Niechętnie wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Później się ubrałam i spakowałam książki do torby. Ojciec kazał mi już dzisiaj pójść do szkoły, powiedział , że czym prędzej się zaaklimatyzuję tym lepiej dla mnie... Taak na pewno, ale w końcu jak na razie on tu rządzi i muszę go słuchać , tak więc spakowałam jeszcze jabłko do torby, ubrałam buty i wyszłam z domu. Szkołę miałam nie daleko, więc postanowiłam przejść się na piechotę. W szkole jak to w szkole.. nowi ludzi, nowi nauczyciele i ja zagubiona i sama jak palec.. Na pierwszej lekcji było dobrze, więc pomyślałam że przez kolejne przebrnę bez większego problemu. Gdy zadzwonił dzwonek oznaczający przerwę wszyscy rzucili się na korytarz. Wyszłam i już zobaczyłam tłum piszczących dziewczyn. Czemu piszczały? Podeszłam bliżej żeby zobaczyć i ku mojemu zdziwieniu reagowały tak bo stał tam zespół One Direction. Lubiłam ich muzykę i do nich też nic nie miałam, ale takie dziewczyny mnie po prostu wyprowadzały z równowagi. No przecież to są normalni ludzi i też mają prawo żyć. Jak się dowiedziałam mają chodzić do tej szkoły.
-No super .. czyli codziennie będą takie piski? super.. -wymamrotałam pod nosem
-Nie lubisz ich?- zapytała jakaś dziewczyna stojąca obok mnie. Jak widać ją też aż tak bardzo nie ruszał fakt że tych pięciu chłopaków będzie uczęszczało do tej szkoły.
-Po prostu nie jestem psychofanką- powiedziałam i wyszczerzyłam zęby. Pierwsza przerwa minęła trochę nerwowo , ale przetrwałam, potem lekcja i znów przerwa. Tym razem nie wytrzymałam. Od tych dziewczyn uszy zaczęły mi pękać, a głowa boleć.
-Heej!-wrzasnęłam żeby wszyscy mnie usłyszeli. -Przestańcie robić z tego jakieś wielkie halo bo tu niektórzy ludzie chcą zjeść swoje śniadanie w spokoju! Oni są normalnymi ludźmi, a ja chcę normalnie posiedzieć na przerwie, więc błagam uciszcie się.- powiedziałam i co dziwiło mnie najbardziej słuchali mnie. Po chwili tłum dziewczyn się rozszedł.
-Odstraszasz nam fanki- powiedział do mnie Louis z uśmiechem
-Wy za to psujecie mi uszy i przerwę na śniadanie- odpowiedziałam mu i też się wyszczerzyłam
-Wybacz, postaramy się już tego nie robić
-Fajnie.
-Jak masz na imię?
-Kate.
-A ja Louis
Uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie , a zaraz po chwili podeszła do nas reszta zespołu. Wszyscy się przedstawili i zaczęliśmy rozmawiać. Gadaliśmy o byle czym , a tematów nie brakowało. Śmialiśmy się i opowiadaliśmy różne historie. Od tego czasu zaczęliśmy się częściej widywać i spotykać jak paczka kumpli znających się od lat.
xxxxx ok. 3miesiące później.
-Tato wychodzę do chłopaków!- krzyknęłam ubierając buty
-Dobrze, tylko uważaj na siebie
-Tak, tak wiem.
Wyszłam z domu i ku mojemu zdziwieniu przed drzwiami stał Zayn.
-Hej- uśmiechnął się mulat i ucałował mój policzek
-Hej- odwzajemniłam uśmiech. -Czemu tu jesteś?- dodałam
-Porywam Cię an mały spacer.
W odpowiedzi tylko się uśmiechnęłam i spojrzałam w jego tęczówki. Jest świetnym chłopakiem, świetnie się dogadujemy. Szliśmy przez park rozmawiając i śmiejąc się. Po chwili usiedliśmy na ławce koło fontanny
-Wiesz.. bo chciałem Ci coś powiedzieć..-zaczął Malik -Bo na prawdę mi się podobasz..
Zatkało mnie, nie wiedziałam co mam powiedzieć. Rozdział Lucka zamknęłam już dawno temu, ale trudno było mi sobie wyobrazić kogoś innego na jego miejscu. Cały czas patrzyłam na Zayna nie umiejąc wydobyć z siebie słowa
-Wiesz..- zaczęłam. -Ja Cię bardzo lubię, nawet bardziej niż przypuszczałam, ale może poczekamy jeszcze trochę?- zaproponowałam uśmiechając się. Nie byłam do końca pewna czego chcę. Na pewno jakaś część mnie chciała tego , ale jakaś blokowała mi tę możliwość. Musiałam mieć trochę czasu
-Dobrze.- odwzajemnił uśmiech, a później poszliśmy do domu gdzie czekała na nas reszta zespołu
___________
Wybaczcie, ze takie to trochę zagmatwane, powinnam wcześniej dodać ten rozdział. Czyli wychodzi na to , że tutaj Zayn chcę być z Lisą, ale ona potrzebuje czasu. I później do wakacji wszystko pozostaje bez zmian, a gdy przyjeżdża Kate, to na imprezie Lisa już sie zgadza i są razem z Zaynem parą. :) Mam nadzieję, że się podoba. Jeśli już to czytasz to proszę pozostaw komentarz ze swoją opinią. Jest dla mnie ważna. :)
środa, 11 kwietnia 2012
Rozdział 3 - Impreza.
Rano obudziły mnie promienie słoneczne, który przedzierały się przez okno. Spojrzałam za nie, niebo było błękitne i nie było ani jednej chmurki. Dzień zapowiadał się słonecznie. Co mnie zdziwiło to to , że Lisy nie było obok mnie. Co raczej jest podejrzane bo ona na ogół wyleguje się w łóżku jak najdłużej może. Chwyciłam za swój telefon i spojrzałam na wyświetlacz , była godzina 13:30 , wytrzeszczyłam oczy i wypełzłam spod kołdry. No to już wiem czemu już nie śpi, co jak co , ale aż takim śpiochem nie jest. Ja na ogół też nie przesypiam całego dnia, sama sobie się dziwiłam , że tyle potrafię. Poszłam do łazienki i zrobiłam poranną toaletę, a może popołudniową? nie ważne.. Wrzuciłam na siebie jakiś ciuchy i wyszłam nasłuchując gdzie jest przyjaciółka
-Lisaaa? - zawołałam dość głośno mając nadzieję, że mnie usłyszy i odpowie tak żebym mogła ją namierzyć
-W pralni!- odkrzyknęła mi
Wzruszyłam ramionami i ruszyłam do pralni gdzie była koleżanka.
-Co tu robisz?- zapytałam gdy zobaczyłam jak wyciąga pranie z pralki
-Bawię się- odpowiedziała z sarkazmem i zmrużyła oczy
-No tak fakt, głupie pytanie- powiedziałam na co ona się tylko uśmiechnęła.
Lisa wyciągała różne ubrania po kolei i wkładała do wielkiego kosza, po chwili wyciągnęła koszulkę, którą skądś kojarzyłam. Zorientowałam się, że to koszulka jednego z chłopaków, w której spałam.
-Czy to nie jest przypadkiem koszulka Harrego?-zapytała
-Nie wiem... -powiedziałam starając się zachować spokój
-Oddam mu ją- powiedziała Lis i odłożyła koszulkę na bok
-Lepiej ja to zrobię- zabrałam koszulkę i spojrzałam na nią gdy wybuchnęła śmiechem
-Ani słowa!- zagroziłam jej palcem i znów zaczęłam się zastanawiać jak ona weszła w moje posiadanie.
Lisa tak jak kazałam nie odezwała się tylko tajemniczo uśmiechnęła i zaczęła taszczyć duży kosz przepełniony praniem
-Czekaj pomogę Ci- powiedziałam z troską i zabrałam z nią kosz. -Zastanawiam się w czym mam iść na tą imprezę- dodałam po chwili ciszy
-Może wybierzemy się do centrum? Mamy jeszcze trochę czasu, a ja też muszę coś dla siebie kupić.
Pokiwałam twierdząco głową i gdy dostałyśmy się do pokoju pomogłam jej rozwiesić pranie. Po kilku minutach zarządziłyśmy koniec prac i uznałyśmy, że już czas wychodzić bo nie zdążymy. Wyszłyśmy z domu i ruszyłyśmy do centrum handlowego, które jak się okazało było całkiem blisko jej domu. Przeszłyśmy już kilka sklepów, a ja nie mogłam nic dla siebie znaleźć. Lisa miała na oku już dwie kiecki, a ja nic. Postanowiłyśmy zrobić krótką przerwę przy jakiejś kawiarence. Gdy już trochę posiedziałyśmy dostrzegłam że zrobiło się koło nas jakoś tłoczno i głośno. Rozejrzałam się i zobaczyłam tłum fanek, które dorwały chłopaków. Dotarłyśmy na tyle blisko żeby mogli nas zobaczyć.
-Raaatuj- usłyszałam jęki chłopaków i obie zaczęłyśmy się z nich śmiać.
Jednak po chwili Lisa się zlitowała i powiedziała kilka słów do tłumu i ku naszemu zdziwieniu zaczęli się rozchodzić.
-Co im powiedziałaś?- zapytaliśmy chórem patrząc na nią ze zdziwieniem
-Ma się ten urok- odpowiedziała i poruszyła zabawnie brwiami.
-No masz to coś- dodał Zayn cicho, ale jednak go usłyszeliśmy. Lisa i Zayn stali i patrzyli na siebie, a my postanowiliśmy im nie przeszkadzać.
-Nie umiem znaleźć dla siebie kiecki- pożaliłam się chłopakom i spuściłam głowę.
-O, my jak szukaliśmy dla siebie ciuchów, widziałem kilka fajnych. Znajdziemy coś!- powiedział Louis i pociągnął mnie za rękę, a Niall i Harry pobiegli za nami. Lou przebierał w ubraniach jak maszyna, a ja stała i się przyglądałam. Podał mi kilka sukienek i kazał iść przymierzać, kiedy on będzie szperał dalej.
-Idziesz ze mną- pociągnęłam Nialla i kazałam mu stać przed przymierzalnią.
Włożyłam na siebie pierwszy strój, ale od razu nie przypadł mi do gustu i go zdjęłam. Podobnie było z kilkoma innymi kieckami , aż w końcu gdy chciałam się poddać któryś z nich przerzucił mi kolejną przez drzwi przebieralni. Włożyłam ją na siebie i pomyślałam, że o to mi chodziło
-To jest to- powiedziałam otwierając drzwi żeby się pokazać
-No , no. Pięknie- powiedzieli razem, a ja się uśmiechnęłam.
Weszłam z powrotem i przebrałam się w swoje ciuchy po czym zapłaciłam za sukienkę.
Wyszliśmy ze sklepu i już zaczynało się robić późno, musieliśmy już wracać bo za niedługo zaczyna się impreza. Zayn i Lisa nie wracali z ami, przyjaciółka mnie powiadomiła, że już są w domu chłopaków.
-Co tak właściwie jest między Zaynem a Lisą?- zapytałam gdy byliśmy w drodze do domu.
-Nie wiem, ale on ciągle o niej mówi i czuję, że coś się święci- odpowiedział Lou i uśmiechem
Fajnie jeśli będzie szczęśliwa, zasługuje na to, a myślę , że Zayn mógłby jej to zapewnić.
-Przebierzesz się u nas, bo jeszcze musimy przygotować dom i liczymy na Twoją pomoc- powiedział Niall
-Okej.
Weszliśmy do ich domu.. był ogromny i urządzony w nowoczesnym stylu. Zastaliśmy nasze gołąbeczki w kuchni robiących jedzenie na imprezę.
-Hej i co , kupiłaś?- zapytała przyjaciółka na powitanie
-Tak, chłopaki pomagali- odpowiedziałam i wyszczerzyłam się jak głupia -Gdzie mogę się przebrać?- zapytałam po chwili.
-Schodami w górę i po prawej stronie jest łazienka.
Poszłam za wskazówkami i prawidłowo trafiłam do łazienki. Ubrałam nowo zakupioną sukienkę i poprawiłam makijaż kredką, którą miałam w torbie. Zeszłam z powrotem do chłopaków, wszyscy siedzieli w salonie, a Niall jak zwykle zeżarł już połowę jedzenia, które przygotowali Zayn i Lisa.
Weszłam do kuchni i dopiero teraz zauważyłam małego kotka.
-Jaaki słodki kiciuś- powiedziałam i pogłaskałam go po głowie
-Taki słodki jak ja?- usłyszałam zza pleców.
Odruchowo się odwróciłam i ujrzałam Hazze stojącego tuż za mną.
-Hmm.. nie, nie jesteś taki słodki- powiedziałam z zadziornym uśmiechem na twarzy, na co on przycisnął mnie do ściany i oparł ręce koło mojej głowy
-Chcesz się przekonać?- powiedział i przybliżył się do mnie. Serce zaczęło mi mocniej bić, przygryzłam dolną wargę, ale po chwili usłyszałam jak ktoś wchodzi do kuchni
-Sorki ja tylko po żelki- powiedział Niall na co oboje z Harrym wybuchnęliśmy śmiechem, a po chwili dołączyliśmy do całej reszty.
Trochę posiedzieliśmy rozmawiając, ale po chwili rozległ się pierwszy dzwonek do drzwi co oznaczało, że powoli znaczną się schodzić goście.
Chwila za chwilą przybywało ich trochę więcej i albo ja albo Liam ciągle kursowaliśmy do drzwi. Impreza już się rozkręcała, puściliśmy muzykę i załatwiliśmy więcej jedzenia bo kochany Niall zdążył już wszystko zjeść. Gdy zaczęło robić się już ciemno dopiero zaczęła się dobra zabawa. Tańczyłam z Lisą i chłopakami chyba przez godzinę bez przerwy aż się zmęczyłam. Poszłam do pokoju gdzie nikogo nie było i wyszłam na balkon. Usiadłam na ziemi i patrzyłam jak przejeżdżają samochody. Usłyszałam jak otwierają się drzwi, Hazza szedł z kocem. Widząc, że jest mi trochę zimno owinął mnie kocem i usiadł obok mnie. Przez chwilę nikt się nie odzywał i siedzieliśmy w milczeniu.
-Czemu się nie bawisz? -zapytałam patrząc w jego tęczówki
-Wolę posiedzieć z Tobą
Mimowolnie się uśmiechnęłam, Harry znów lekko się do mnie przybliżył, ale znów ktoś wszedł
-Kate, Kate muszę Ci coś powiedzieć- powiedziała Lisa wpadając na balkon
Odsunęłam się od Harrego i spojrzałam na nią rozbawiona
-Nie , wcale nie przeszkadzasz. Nic nie robiliśmy- powiedział z sarkazmem Hazza i wyszedł mówiąc, że sprawdzi jak inni się bawią.
Zaśmiałam się, ale po chwili znów zwróciłam się do przyjaciółki
-Co się stało?
-Zayn mnie pocałował!- powiedziała podekscytowana
-No to świetnie, też może by mnie coś takiego spotkało gdybyś przyszła minutę później- zaśmiałam się, ale przytuliłam ją bo widziałam , że nie może wytrzymać ze szczęściaa
-Ale to nie wszystko... zapytał czy chcę z nim być!- znów wykrzyczała
-No to świetnie. Życzę szczęścia- powiedziałam i znów ją przytuliłam, jeszcze chwilę postałyśmy na balkonie, ale później wróciłyśmy do środka bo zaczynało się robić zimno.
-Przepraszam Cię, ale muszę kogoś znaleźć- powiedziałam przyjaciółce i ruszyłam na poszukiwania Hazzy. W prawdzie w domu kręciło się mnóstwo osób, ale Harry wyróżniał się swoimi lokami i nie trudno było mi go znaleźć. Wzięłam swoją torbę, która leżała w przedpokoju i pociągnęłam go za rękę na górę. Gdy znaleźliśmy się w cichym pokoju wyciągnęłam z torby jego koszulkę, a on od razu się uśmiechnął.
-Proszę.- podałam mu koszulkę
-Czemu ... czemu ja tak właściwie miałam ją na sobie?- zapytałam trochę niepewnie
-Nie pamiętasz?- odpowiedział z zadziornym uśmiechem
-No jakoś nie bardzo.
-No więc.. po imprezie poszliśmy do jednego z pokoi w domu i spaliśmy razem, później widocznie chciałaś niezauważona wrócić do Lisy, ale przez przypadek ubrałaś moją koszulkę zamiast swojej.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Że niby że co?! Ja z nim spałam.?! Momentalnie serce stanęło mi do gardła, zrobiłam się cała blada i nie wiedziałam co mam zrobić. Jak w ogóle mogłam tak zrobić?! przecież prawie go nie znam...
-J-jak to?- powiedziałam niemal płaczem.
-Heeeej spokojnie.- powiedział nagle wybuchając śmiechem.
Nie rozumiałam co w tym śmiesznego?!
-Żartuję, nie przespaliśmy się. Po prostu tańczyliśmy razem na imprezie i ktoś przypadkiem wylał na Twoją bluzkę sok, byłaś cała mokra, a nie chciałem żebyś specjalnie szła szukać innej bluzki, więc dałem Ci swoją, a ja byłem bez- zaczął od nowa tłumaczyć i w miarę możliwości zaczęłam przybierać normalnych kolorów
-Naprawdę?- zapytałam z nadzieją, ze jednak ta druga wersja jest prawdziwa
-Taak- potwierdził rozbawiony.
-Uff, a niech ja Cię tylko dorwę- powiedziałam wściekła że mnie tak przestraszył i zaczęłam gonić go po pokoju i gdy go dogoniłam rzuciłam na łóżko i usiadłam na nim.
-Jak mogłeś?- zapytałam , ale chwilę później sama wybuchnęłam śmiechem
______________
No i 3 rozdział za nami. :) Mam nadzieję, że się podoba. Jeśli masz jakieś zastrzeżenia bądź uwagi napisz. Jestem otwarta na wasze opinie. Są dla mnie ważne , dlatego zachęcam aby ją wyrazić w komentarzu.
-Lisaaa? - zawołałam dość głośno mając nadzieję, że mnie usłyszy i odpowie tak żebym mogła ją namierzyć
-W pralni!- odkrzyknęła mi
Wzruszyłam ramionami i ruszyłam do pralni gdzie była koleżanka.
-Co tu robisz?- zapytałam gdy zobaczyłam jak wyciąga pranie z pralki
-Bawię się- odpowiedziała z sarkazmem i zmrużyła oczy
-No tak fakt, głupie pytanie- powiedziałam na co ona się tylko uśmiechnęła.
Lisa wyciągała różne ubrania po kolei i wkładała do wielkiego kosza, po chwili wyciągnęła koszulkę, którą skądś kojarzyłam. Zorientowałam się, że to koszulka jednego z chłopaków, w której spałam.
-Czy to nie jest przypadkiem koszulka Harrego?-zapytała
-Nie wiem... -powiedziałam starając się zachować spokój
-Oddam mu ją- powiedziała Lis i odłożyła koszulkę na bok
-Lepiej ja to zrobię- zabrałam koszulkę i spojrzałam na nią gdy wybuchnęła śmiechem
-Ani słowa!- zagroziłam jej palcem i znów zaczęłam się zastanawiać jak ona weszła w moje posiadanie.
Lisa tak jak kazałam nie odezwała się tylko tajemniczo uśmiechnęła i zaczęła taszczyć duży kosz przepełniony praniem
-Czekaj pomogę Ci- powiedziałam z troską i zabrałam z nią kosz. -Zastanawiam się w czym mam iść na tą imprezę- dodałam po chwili ciszy
-Może wybierzemy się do centrum? Mamy jeszcze trochę czasu, a ja też muszę coś dla siebie kupić.
Pokiwałam twierdząco głową i gdy dostałyśmy się do pokoju pomogłam jej rozwiesić pranie. Po kilku minutach zarządziłyśmy koniec prac i uznałyśmy, że już czas wychodzić bo nie zdążymy. Wyszłyśmy z domu i ruszyłyśmy do centrum handlowego, które jak się okazało było całkiem blisko jej domu. Przeszłyśmy już kilka sklepów, a ja nie mogłam nic dla siebie znaleźć. Lisa miała na oku już dwie kiecki, a ja nic. Postanowiłyśmy zrobić krótką przerwę przy jakiejś kawiarence. Gdy już trochę posiedziałyśmy dostrzegłam że zrobiło się koło nas jakoś tłoczno i głośno. Rozejrzałam się i zobaczyłam tłum fanek, które dorwały chłopaków. Dotarłyśmy na tyle blisko żeby mogli nas zobaczyć.
-Raaatuj- usłyszałam jęki chłopaków i obie zaczęłyśmy się z nich śmiać.
Jednak po chwili Lisa się zlitowała i powiedziała kilka słów do tłumu i ku naszemu zdziwieniu zaczęli się rozchodzić.
-Co im powiedziałaś?- zapytaliśmy chórem patrząc na nią ze zdziwieniem
-Ma się ten urok- odpowiedziała i poruszyła zabawnie brwiami.
-No masz to coś- dodał Zayn cicho, ale jednak go usłyszeliśmy. Lisa i Zayn stali i patrzyli na siebie, a my postanowiliśmy im nie przeszkadzać.
-Nie umiem znaleźć dla siebie kiecki- pożaliłam się chłopakom i spuściłam głowę.
-O, my jak szukaliśmy dla siebie ciuchów, widziałem kilka fajnych. Znajdziemy coś!- powiedział Louis i pociągnął mnie za rękę, a Niall i Harry pobiegli za nami. Lou przebierał w ubraniach jak maszyna, a ja stała i się przyglądałam. Podał mi kilka sukienek i kazał iść przymierzać, kiedy on będzie szperał dalej.
-Idziesz ze mną- pociągnęłam Nialla i kazałam mu stać przed przymierzalnią.
Włożyłam na siebie pierwszy strój, ale od razu nie przypadł mi do gustu i go zdjęłam. Podobnie było z kilkoma innymi kieckami , aż w końcu gdy chciałam się poddać któryś z nich przerzucił mi kolejną przez drzwi przebieralni. Włożyłam ją na siebie i pomyślałam, że o to mi chodziło
-To jest to- powiedziałam otwierając drzwi żeby się pokazać
-No , no. Pięknie- powiedzieli razem, a ja się uśmiechnęłam.
Weszłam z powrotem i przebrałam się w swoje ciuchy po czym zapłaciłam za sukienkę.
Wyszliśmy ze sklepu i już zaczynało się robić późno, musieliśmy już wracać bo za niedługo zaczyna się impreza. Zayn i Lisa nie wracali z ami, przyjaciółka mnie powiadomiła, że już są w domu chłopaków.
-Co tak właściwie jest między Zaynem a Lisą?- zapytałam gdy byliśmy w drodze do domu.
-Nie wiem, ale on ciągle o niej mówi i czuję, że coś się święci- odpowiedział Lou i uśmiechem
Fajnie jeśli będzie szczęśliwa, zasługuje na to, a myślę , że Zayn mógłby jej to zapewnić.
-Przebierzesz się u nas, bo jeszcze musimy przygotować dom i liczymy na Twoją pomoc- powiedział Niall
-Okej.
Weszliśmy do ich domu.. był ogromny i urządzony w nowoczesnym stylu. Zastaliśmy nasze gołąbeczki w kuchni robiących jedzenie na imprezę.
-Hej i co , kupiłaś?- zapytała przyjaciółka na powitanie
-Tak, chłopaki pomagali- odpowiedziałam i wyszczerzyłam się jak głupia -Gdzie mogę się przebrać?- zapytałam po chwili.
-Schodami w górę i po prawej stronie jest łazienka.
Poszłam za wskazówkami i prawidłowo trafiłam do łazienki. Ubrałam nowo zakupioną sukienkę i poprawiłam makijaż kredką, którą miałam w torbie. Zeszłam z powrotem do chłopaków, wszyscy siedzieli w salonie, a Niall jak zwykle zeżarł już połowę jedzenia, które przygotowali Zayn i Lisa.
Weszłam do kuchni i dopiero teraz zauważyłam małego kotka.
-Jaaki słodki kiciuś- powiedziałam i pogłaskałam go po głowie
-Taki słodki jak ja?- usłyszałam zza pleców.
Odruchowo się odwróciłam i ujrzałam Hazze stojącego tuż za mną.
-Hmm.. nie, nie jesteś taki słodki- powiedziałam z zadziornym uśmiechem na twarzy, na co on przycisnął mnie do ściany i oparł ręce koło mojej głowy
-Chcesz się przekonać?- powiedział i przybliżył się do mnie. Serce zaczęło mi mocniej bić, przygryzłam dolną wargę, ale po chwili usłyszałam jak ktoś wchodzi do kuchni
-Sorki ja tylko po żelki- powiedział Niall na co oboje z Harrym wybuchnęliśmy śmiechem, a po chwili dołączyliśmy do całej reszty.
Trochę posiedzieliśmy rozmawiając, ale po chwili rozległ się pierwszy dzwonek do drzwi co oznaczało, że powoli znaczną się schodzić goście.
Chwila za chwilą przybywało ich trochę więcej i albo ja albo Liam ciągle kursowaliśmy do drzwi. Impreza już się rozkręcała, puściliśmy muzykę i załatwiliśmy więcej jedzenia bo kochany Niall zdążył już wszystko zjeść. Gdy zaczęło robić się już ciemno dopiero zaczęła się dobra zabawa. Tańczyłam z Lisą i chłopakami chyba przez godzinę bez przerwy aż się zmęczyłam. Poszłam do pokoju gdzie nikogo nie było i wyszłam na balkon. Usiadłam na ziemi i patrzyłam jak przejeżdżają samochody. Usłyszałam jak otwierają się drzwi, Hazza szedł z kocem. Widząc, że jest mi trochę zimno owinął mnie kocem i usiadł obok mnie. Przez chwilę nikt się nie odzywał i siedzieliśmy w milczeniu.
-Czemu się nie bawisz? -zapytałam patrząc w jego tęczówki
-Wolę posiedzieć z Tobą
Mimowolnie się uśmiechnęłam, Harry znów lekko się do mnie przybliżył, ale znów ktoś wszedł
-Kate, Kate muszę Ci coś powiedzieć- powiedziała Lisa wpadając na balkon
Odsunęłam się od Harrego i spojrzałam na nią rozbawiona
-Nie , wcale nie przeszkadzasz. Nic nie robiliśmy- powiedział z sarkazmem Hazza i wyszedł mówiąc, że sprawdzi jak inni się bawią.
Zaśmiałam się, ale po chwili znów zwróciłam się do przyjaciółki
-Co się stało?
-Zayn mnie pocałował!- powiedziała podekscytowana
-No to świetnie, też może by mnie coś takiego spotkało gdybyś przyszła minutę później- zaśmiałam się, ale przytuliłam ją bo widziałam , że nie może wytrzymać ze szczęściaa
-Ale to nie wszystko... zapytał czy chcę z nim być!- znów wykrzyczała
-No to świetnie. Życzę szczęścia- powiedziałam i znów ją przytuliłam, jeszcze chwilę postałyśmy na balkonie, ale później wróciłyśmy do środka bo zaczynało się robić zimno.
-Przepraszam Cię, ale muszę kogoś znaleźć- powiedziałam przyjaciółce i ruszyłam na poszukiwania Hazzy. W prawdzie w domu kręciło się mnóstwo osób, ale Harry wyróżniał się swoimi lokami i nie trudno było mi go znaleźć. Wzięłam swoją torbę, która leżała w przedpokoju i pociągnęłam go za rękę na górę. Gdy znaleźliśmy się w cichym pokoju wyciągnęłam z torby jego koszulkę, a on od razu się uśmiechnął.
-Proszę.- podałam mu koszulkę
-Czemu ... czemu ja tak właściwie miałam ją na sobie?- zapytałam trochę niepewnie
-Nie pamiętasz?- odpowiedział z zadziornym uśmiechem
-No jakoś nie bardzo.
-No więc.. po imprezie poszliśmy do jednego z pokoi w domu i spaliśmy razem, później widocznie chciałaś niezauważona wrócić do Lisy, ale przez przypadek ubrałaś moją koszulkę zamiast swojej.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Że niby że co?! Ja z nim spałam.?! Momentalnie serce stanęło mi do gardła, zrobiłam się cała blada i nie wiedziałam co mam zrobić. Jak w ogóle mogłam tak zrobić?! przecież prawie go nie znam...
-J-jak to?- powiedziałam niemal płaczem.
-Heeeej spokojnie.- powiedział nagle wybuchając śmiechem.
Nie rozumiałam co w tym śmiesznego?!
-Żartuję, nie przespaliśmy się. Po prostu tańczyliśmy razem na imprezie i ktoś przypadkiem wylał na Twoją bluzkę sok, byłaś cała mokra, a nie chciałem żebyś specjalnie szła szukać innej bluzki, więc dałem Ci swoją, a ja byłem bez- zaczął od nowa tłumaczyć i w miarę możliwości zaczęłam przybierać normalnych kolorów
-Naprawdę?- zapytałam z nadzieją, ze jednak ta druga wersja jest prawdziwa
-Taak- potwierdził rozbawiony.
-Uff, a niech ja Cię tylko dorwę- powiedziałam wściekła że mnie tak przestraszył i zaczęłam gonić go po pokoju i gdy go dogoniłam rzuciłam na łóżko i usiadłam na nim.
-Jak mogłeś?- zapytałam , ale chwilę później sama wybuchnęłam śmiechem
______________
No i 3 rozdział za nami. :) Mam nadzieję, że się podoba. Jeśli masz jakieś zastrzeżenia bądź uwagi napisz. Jestem otwarta na wasze opinie. Są dla mnie ważne , dlatego zachęcam aby ją wyrazić w komentarzu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)