sobota, 28 kwietnia 2012

Powiadomienie.

Wybaczcie moi kochani, ale mam nagły wyjazd i do poniedziałku nie dodam żadnego rozdziału.  Jednak kiedy wrócę nadrobię swoje zaległości i myślę, że nie będziecie mieli mi za złe. Pozdrawiam wszystkich moich czytelników i życzę miłej majówki. :*

niedziela, 22 kwietnia 2012

Rozdział 7 - Prezent?

Kate.

-Aaa psik! -rozległ się głośny dźwięk kichania. Po chwili kolejny i kolejny.
-Żyjesz?- weszłam do pokoju rzucając już chyba 10 paczkę chusteczek na łóżko gdzie siedziała rozchorowana Rosalie.
-Tak, dzięki- wycedziła i złapała chusteczki, po chwili znów kichnęła. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do kuchni nastawiając wodę na kolejną herbatę dla Rose. Lisa siedziała na krześle i czytała jakąś gazetę.
-Widzę, że już się polubiliście- odezwała się wystawiając nos zza papierowej kartki.
-To źle?
-Nie, ale miałam wrażenie, że na początku Ci przeszkadzała.
-Chcesz herbaty? -zapytałam zmieniając temat i nalałam do kubka wody, która przed chwilą zaczęła wrzeć.
-Nie. Czemu na początku jej nie lubiłaś? -koleżanka nie dawała za wygraną.
-To nie tak, po prostu myślałam, że Harry coś do mnie.. a później pojawiła się ona i nagle wszystko runęło. Nie widzi świata poza nią..-powiedziałam wychodząc z kuchni, zaniosłam chorej herbatę i zamieniłam z nią kilka zdań. Nic dziwnego , że jej się nudziło, w końcu siedzi tutaj sama i nawet nie ma z kim pogadać. Wróciłam do Lisy i usiadłam obok niej na krześle, a ona zaczęła mi coś tłumaczyć.
-Wiesz.. Hazza jest osobą, która w jednym związku długo nie wytrzyma..można nawet powiedzieć , że ucieka od dłuższych związków. On woli przelotne flirty -poinformowała mnie Lisa kładąc rękę na moim ramieniu.
-Mhm, będę pamiętać, że mam się nie przywiązywać do ludzi. -odpowiedziałam
-To nie tak. Po prostu Hazza to nie chłopak dla Ciebie, a Ty przyjechałaś tutaj się bawić, więc wypad z domu -powiedziała koleżanka i zepchnęła mnie z krzesła na co oby dwie się zaśmiałyśmy. -Poradzisz sobie sama? Ja idę dzisiaj z Zaynem do jego rodziców. Strasznie się boję, ale powiedział , że muszę iść choćby nie wiem co- dodała po chwili.
-Jasne, że sobie poradzę. No i powodzenia- puściłam oczko przyjaciółce i wyszłam z domu zabierając ze sobą swoją torbę.
 Dzień zapowiadał się nieciekawie, niebo było zachmurzone i miałam wrażenie jakby zaraz miał zacząć padać deszcz, ale uznałam, że nawet jeśli to przecież się nie rozpłynę. Choć trochę szkoda, żebym miała być chora i siedzieć całymi dniami w domu. . Nie znając okolicy trochę sobie pospacerowałam , chodziłam uliczkami rozglądając się dookoła i mogłam przysiąc, że Londyn to piękne miasto.  Była godzina 17 weszłam w jakieś uliczki i spacerowałam dalej, aż w końcu się zgubiłam.. zaczynało powoli robić się ciemno. Straciłam orientację , nie wiedziałam gdzie jestem. Chwyciłam ręką za jedną kieszeń spodni
-Nie mam telefonu! -zaczęłam powoli panikować jednak dalej starałam się tego po sobie nie pokazać. Chodziłam dalej próbując sobie przypomnieć jak się tutaj dostałam, żeby wyjść tą samą drogą jednak na próżno. Z nieba tak jak przypuszczałam zaczęły spadać krople deszczu, cieszyć można się było z tego, że tylko lekko kropiło, a nie było ulewy. Wzięłam głęboki wdech i dalej szukałam jakiejś pomocy, na moje szczęście spotkałam jakąś miłą panią, która pokazała mi drogę, którą wrócę do domu. Okazało się, że znajdowałam się bardzo blisko, tylko weszłam w jakąś nieszczęsną okolicę. Niedługo po tym znalazłam się w domu. Lisy jeszcze nie  było, a poznając po kichaniu dochodzącym z góry można było się zorientować, że Rose jest dalej w tym samym miejscu. Weszłam do kuchni i zobaczyłam jakiegoś mężczyznę siedzącego przy stoliku. Trochę się wystraszyłam jednak po chwili rozpoznałam , że to John - tata Lisy. Zaczął mnie przytulać i mówić jak to dawno się nie widzieliśmy.
-Miło mi pana znów zobaczyć. Lisa mnie tutaj zaprosiła, nie ma pan nic przeciwko temu, żebym tutaj jeszcze trochę pobyła? No i dwa dni temu przyjechała jeszcze jakaś jej koleżanka -zaczęłam tłumaczyć
-Nie mam nic przeciwko, możesz tutaj zostać ile chcesz. A tak wiem, powiadomiła mnie o wszystkim także niczym nie musisz się martwić. Ja i tak znów muszę wyjechać, więc jutro z samego rana już mnie tutaj nie będzie -odpowiedział mi miły człowiek po czym wrócił do swoich prac , w których mu przeszkodziłam.
-To ja pójdę na górę -oznajmiłam i skierowałam się do pokoju.
Usiadłam na łóżku i włączyłam TV , ale jak się okazało antena na dachu musiała się zepsuć bo nie było obrazu. Postanowiłam to sprawdzić. Weszłam na strych i ze strychu na dach. Trochę mi to zajęło jako, że dom był duży , a ja w nim nigdy nie byłam, ale dałam radę. Weszłam na dach, deszcz nie przestawał padać, moja uwagę skupiła jakaś osoba siedząca na skraju dachu. Kto to był?! i dlaczego akurat tutaj? Szybko się zorientowałam, że to Niall.. siedział i jadł popcorn. Szybko poprawiłam antenę i podeszłam do chłopaka.
-Co jest? -zapytałam siadając po turecku koło niego
-Co Ty tu robisz?
-Dobre pytanie, przerzucam je na Ciebie -odpowiedziałam patrząc w jego niebieskie tęczówki
-Siedzę i myślę
-Nad czym?
-Nad życiem.
-To znaczy?
-Ostatnio nic mi się nie udaje..
-Oj co Ty mówisz, dobrze wiesz, że jesteś świetny. A teraz chodź do domu, bo jesteś już cały mokry. -powiedziałam uśmiechając się i podałam mu rękę. Weszliśmy do pomieszczenia i dalej rozmawialiśmy. Tata Lisy musiał gdzieś wyjść, więc my poszliśmy do salonu. Wzięłam paczkę żelek i włączyliśmy tv. Siedziałam patrząc na Niall, który pożerał jeden za drugim, film, który leciał był beznadziejny, a nic innego nie leciało. Po chwili przełączyliśmy na kanał muzyczny gdzie właśnie leciała piosenka "What makes you beautiful " zaczęliśmy się śmiać i tańczyć na siedząco. Porwałam Niallowi paczkę żelek, a on zlustrował mnie groźnym spojrzeniem jakby chciał mnie zabić.
-Oddaj!
-Nie- odpowiedziałam z zadziornym uśmiechem, na co on wskoczył na mnie i zaczął łaskotać. Mimo , że nie znaliśmy się długo , każdy w tym domu wiedział, że mam potworne łaskotki. Zaczęłam się wydzierać i śmiać
-Błagam, nie rób! Będę grzeczna, będę grzeczna tylko przestań! Zrobię co będziesz chciał! -krzyczałam śmiejąc się
-Co będę chciał? -teraz role się odwróciły i to Niall paradował z zadziornym uśmiechem.
-Tak co będziesz chciał  -przytaknęłam biorąc głęboki wdech
-Dobra, zapamiętam sobie -uśmiechnął się triumfalnie i zszedł ze mnie siadając obok.
Tak go zaciekawił teledysk , że chyba zapomniał o jedzeniu i że trzymam jego żelki. W pewnej chwili wyciągnęłam po cichu jednego i rzuciłam w niego po czym zaczęłam uciekać. I tak nie miałam szans , był szybszy. Wtargnęłam do pokoju Rose błagając, żeby mi pomogła
-To wy się tam tak drzecie? -zapytała patrząc raz na mnie raz na Nialla, który stał na progu śmiejąc się
-Bo on mnie maltretuje! -poskarżyłam się patrząc na chorą
-Chodź stąd nie widzisz, że ona chce spać -powiedział opiekuńczym głosem głodomor i przerzucił mnie przez ramie wychodząc z pokoju. W ostatniej chwili pomachałam Rosalie , a ona się uśmiechnęła.
-Puszczaj mnie!
-Nie i nie wyrywaj się bo zacznę Cię łaskotać.
Te słowa były jak strzał w twarz
-Okej, okej pamiętaj jestem grzeczna
I znów zaczęliśmy się śmiać. Tak minął praktycznie cały nasz dzień , pod wieczór włączyliśmy jakiś film na DVD , ale nim się obejrzałam usnęłam na kolanach Nialla.

Lisa.

Dziś Zayn zabiera mnie do swojej rodziny.. strasznie się boję. Co jeśli mnie nie polubią?
 Z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Wstałam cała zdenerwowana i otworzyłam. W drzwiach stał Zayn z uśmiechem na twarzy. Wyszliśmy z domu i pojechaliśmy do jego rodziny.
Jak się okazało nie było tak źle. Jego rodzina była bardzo miła i gościnna, przyjęli mnie ciepło i dobrze nam się rozmawiało.
-Nie potrzebnie się tak denerwowałam. -szepnęłam do Zayna tak żeby nikt nie słyszał, na co on się tylko uśmiechnął.
Po kilku godzinach wyszliśmy i Zayn zaproponował , żebyśmy pojechali do ich domu sprawdzić co z Hazza, bo on też chory i trzeba go pilnować. Weszliśmy do domu i już było słychać jakieś trzaskanie i obijanie się w kuchni. Weszłam do środka i ujrzałam Harrego i całą kuchnię w bałaganie.
-Co Ty robisz idioto?! -zapytałam widząc cały ten bałagan -Przecież masz leżeć w łóżku.. jesteś chory! chcesz wyzdrowieć?
-Nie marudź , już się lepiej czuję
-No właśnie widzę.
Po chwili domknął jakiś czerwony ozdobny kartonik.
-Co Ty tak właściwie robisz? -zapytałam, ale nie uzyskałam odpowiedzi. Nagle wziął pudełko do ręki i podszedł z nim do mnie 
-Co ja mam z tym zrobić? -zapytałam patrząc na niego
-Daj to Rose
-Co ja poczta jakaś? Kurier?!
-Proooooooszę, sam nie mogę wyjść bo Liam mnie zabije jeśli ruszę się z domu. -spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. Dobra w tym był niepokonany.. miał takie oczy , że nikt by nie był w stanie się postawić.
-Dobra -zmarszczyłam czoło i z powrotem ubrałam buty
-Zayn idę! -krzyknęłam bo nigdzie go nie widziałam.
-Czekaj zawiozę Cię
Ubrałam buty i gdy otworzyłam drzwi Zayn stał już za mną zabierając z garderoby kluczyki.
-Co to ? -wskazał na pudełko
-Mnie nie pytaj, nasz Romeo widać ma jakiś plan.. -powiedziałam i oboje zaczęliśmy się śmiać. Po chwili znaleźliśmy się w domu. Było jakoś dziwnie cicho. No tak.. już wiadomo czemu. Na kanapie spał Niall z Kate.
-Jak słodko -powiedziałam cicho do Zayna tak żeby ich nie obudzić.
-Szkoda, że będę musiał to zepsuć -powiedział mulat idąc w stronę kanapy gdzie spali
-Coo? Nie, czekaj! -chwyciłam go za rękę i pociągnęłam do siebie. -Zostaw ich , niech tutaj śpią, są słodcy- dodałam po chwili
-Kobiety... -wymamrotał Zayn całując mnie w policzek
-Idziesz do domu?
-Tak -odpowiedział i musnął moje usta , odpowiedziałam mu tym samym aż w końcu nasz pocałunek zaczął się pogłębiać. Zaczęłam językiem błądzić po jego podniebieniu. Chwilę tak staliśmy aż w końcu się oderwałam
-Pa -uśmiechnęłam się i poszłam na górę. Otworzyłam po cichu drzwi do pokoju gdzie była Rose, na szczęście nie spała. Siedziała na łóżku z telefonem w ręce, widocznie z kimś pisała
-Hej -wyłoniłam się zza drzwi i spojrzałam na koleżankę, ona się tylko uśmiechnęła 
-Mam coś do przekazania -wskazałam na pudełko idąc w jej stronę
-Co to?
-Nie wiem, Hazza kazał mi to dać
-Chyba sobie nie odpuści..- wymamrotała
-A chcesz tego? zapytałam patrząc na jej twarz, ale nie odpowiedziała.
-To ja nie przeszkadzam- uśmiechnęłam się i wyszłam z pokoju. Przebrałam się i wskoczyłam do łóżka przykrywając się pod samą szyję. Nim zasnęłam poczułam wibracje mojego telefonu spod poduszki. Wyciągnęłam i spojrzałam na ekran "Skarbek" dostałam sms'a od Zayna "Śpij dobrze. Kocham Cię" uśmiechnęłam się do telefonu i także mu odpisałam, dobrej nocy i że go kocham po czym usnęłam.

Rosalie.

Wzięłam do ręki pudełko, które trzymała Lisa i spojrzałam na ozdobną karteczkę przyczepioną do niego "Dla Rose" Koleżanka zamieniła ze mną kilka słów po czym poszła się położyć spać do swojego pokoju
-Ciekawe co znowu wymyślił. -powiedziałam sama do siebie spoglądając na prezent. Chwilę się wahałam czy na pewno mam to otworzyć, ale uznałam , że jeśli tego nie zrobię wyjdę na wredną zołzę. Westchnęłam i otworzyłam pudełko, a moim oczom ukazało się duże ciastko z kolorowym napisem "Przepraszam" ,  po prawej stronie leżała karteczka zwinięta w czerwoną kokardkę, a po lewej mała paczuszka chusteczek. Mimowolnie uśmiechnęłam się widząc zawartość pudełka.
-nieźle -powiedziałam biorąc głęboki wdech. Po pokoju rozległ się przyjemny zapach czekoladowej babeczki. -Nie wiedziałam, że aż tak się postara.. może nie powinnam być dla niego taka wredna.-pomyślałam, a następnie wzięłam do ręki list i jednym ruchem go odwiązałam. Nie był duży, list był wielkości kartki z zeszytu jednak ta była ładniejsza bo był to ozdobny papier. Ciekawiło mnie skąd on ma takie rzeczy w domu.. Jeszcze się zastanawiałam, ale po chwili zanurzyłam oczy w liście:

"Droga Rosalie!
Chciałbym niezmiernie Cię przeprosić za swoje ostatnie zachowanie. Nie powinienem tego robić i wiem , że nic mnie nie usprawiedliwia, jednak proszę o drugą szansę! Wiem , że przeze mnie teraz pewnie leżysz w łóżku chora i wściekła, ale chciałbym , żebyś mi wybaczyła.  Proszę zacznijmy od nowa i spróbujmy się zaprzyjaźnić. Co Ty na to? "
Głupi Idiota.

Prawdę mówiąc nie mam mu nic za złe. Przecież nic mi nie zrobił poza tym, że chciał się zaprzyjaźnić, a ja go odpychałam jak tylko mogłam. Jest sławną osobą, praktycznie może mieć wszystko co chce, a ja mam w zwyczaju za szybkie przywiązywanie się do ludzi. I z tego powodu później cierpię, dlatego staram trzymać się na dystans. Może przesadzam.. ale taka już jestem, raniono mnie wiele razy i teraz postanowiłam, że nie będę taka naiwna i poświęcę się tylko przyjaźni i mojemu hobby, a dla chłopaków w moim życiu nie ma miejsca. 

Włożyłam do pudełka z powrotem wszystkie rzeczy i położyłam je koło łóżka. Następnie przykryłam się kołdrą i nawet nie wiem kiedy zapadłam w sen...

______
No i znów wyszedł taki krótki. Chciałam jeszcze tutaj coś dopisać, ale właśnie przyjechali do mnie goście i będę musiała się bawić w opiekunkę do dzieci... *.* wybaczcie, ale mam nadzieję, że sami rozumiecie. W następnym tygodniu (po egzaminach, ten wolny tydzień)  zbiorę siły i wezmę się do roboty. Wtedy będzie więcej akcji, będzie ciekawiej no i oczywiście rozdziały będą dużo dłuższe. A teraz wybaczcie , ale super niania musi zabrać się za robotę..

sobota, 21 kwietnia 2012

Wiadomość z ostatniej chwili. xd

Wybaczcie, ale dzisiaj nie dam rady dodać kolejnego rozdziału. Jednak obiecuję , że jutro się pojawi.! Na 1000%  :) Jeszcze raz przepraszam, ale dzisiaj nie wyrobiłam i nie udało mi się go jeszcze do końca wymyślić.

piątek, 20 kwietnia 2012

Jest nas już 1000 :D

Witam po raz kolejny. Jak zauważyliście bądź nie, na naszym liczniku odwiedzin strzelił już 1000. Chciałabym wam z tego powodu bardzo podziękować bo to dzięki wam dalej prowadzę tego bloga. Jesteście wsparciem i motywacją, która daje mi chęć do pisania.
A tak  a propos dzisiaj bądź jutro powinien pojawić się kolejny rozdział, jeszcze dokładnie nie wiem, ale coś w tych okolicach.
Swoją drogą słyszeliście o tej głośnej sprawie? Chodzi mi o to wielkie szaleństwo, które wywołał Liam Payne, a konkretniej o koncert w Sydney. Zdania na internecie są podzielone.. jedni uważają , że powiedział "Put your hands up" inni zaś uważają, że powiedział "W górę ręce" , a co wy usłyszeliście? Ja szczerze powiedziawszy przysłuchuję się temu jakiś czas i za nic w świecie nie umiem usłyszeć Put Your Hands Up, ale też jakoś nie chce mi się wierzyć , że powiedział w górę ręce..  Po prostu zwariować można. xd Jeśli ktoś nie widział filmiku macie link http://www.youtube.com/watch?v=Mk2wvFo1TtM

PS. Jeśli chodzi o gg to cieszę się, że tak wiele osób się do mnie odzywa, ale zrozumcie, że ja też nie siedzę cały czas wpatrzona w ekran, jeśli nie odpiszę po minucie to poczekajcie jeszcze trochę, a na pewno odpiszę. Co wam szkodzi zminimalizować okienko i zaglądać czy odpiszę, do 5 minut powinnam się odezwać. :) A co do opinii to jednak prosiłabym pisać ją w komentarzach, a na gg po prostu zapraszam do ogólnej rozmowy.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Rozdział 6 - Daruj sobie..

Rosalie.


Nazajutrz wstałam wcześniej i w ramach podziękowania, że Lisa wzięła mnie do siebie na jakiś czas ugotowałam obiad, który później wszyscy razem zjedliśmy.
-Anioł nie dziewczyna- rzuciła Harry spożywając kolejny kęs posiłku. -Nie dość, że piękna to w dodatku dobrze gotuje- dodał po chwili spoglądając prosto na moją twarz. Na ogół każda dziewczyna byłaby wniebowzięta lub zawstydzona, ale nie ja, oj nie. Patrzyłam na niego groźnym spojrzeniem, ale po chwili postanowiłam odpuścić i nie psuć innym humoru.
-Czemu właściwie przesiadujecie tu całe dnie? Nie macie nic innego do roboty? -nie chciałam być nie grzeczna, ale przeważnie jak ktoś jest znanym zespołem to nie ma aż tyle czasu na spędzanie go z przyjaciółmi.
-Mamy trochę wolnego, więc się bawimy- odpowiedział Niall szczerząc się jak głupi i znów załadował do buzi tyle jedzenia ile się tylko dało.
-Aha- odpowiedziałam i także odwzajemniłam uśmiech.
Może i jestem przewrażliwiona na ich punkcie. Prawda jest taka, że ich nie znam i nie powinnam nic do nich mieć, ale po mojej ostatniej znajomości ze sławną osobą źle się to skończyło. Na początku było dobrze, ale później zaczął uważać , że skoro on ma kasę to może wszystko, byłam dla niego tylko służącą , która miała wykonywać jego rozkazy bo on jest sławny. Może to dlatego trochę mi nie pasuje ich towarzystwo, ale jestem tutaj w gościnie, więc nie mogę marudzić.
-Co powiecie na jakieś kino dzisiaj? -zaproponował Zayn patrząc na Lisę, a dopiero później na całą resztę.
-Świetny plan! -zreflektował się Liam i pozbierał talerze ze stołu wrzucając je do zlewu. Kate podeszła do niego od tyłu w położyła dłonie na jego ramionach
-No to teraz to pozmywaj kochaniutki- wyszeptała mu do ucha zjeżdżając rękami po jego plecach, na co wszyscy wybuchnęliśmy gromkim śmiechem, a Liam posłał jej zadziorny uśmiech. Wstaliśmy wszyscy od stołu i przenieśliśmy się na kanapę w salonie. Lisa leżała na kolanach Zayna wtulając się w niego, Kate usiadła obok Niall'a, Ja usiadłam zaraz obok nich, a Hazza oczywiście koło mnie. Już trochę przestało mnie to dziwić, ale jakoś nie mogłam się dalej do jego obecności przyzwyczaić, a może raczej do tego, że gdzie się ruszę on zaraz tam jest. Kate sięgnęła po laptopa, która leżał na stole i weszła na stronę kina. Musieliśmy zamówić bilety bo dzisiaj miała lecieć premiera filmu, na który tak wszyscy chcieli iść i mogło nie być już miejsc. Zamówiła bilety w ostatnim rzędzie, o dziwo były wolne.. i z powrotem odłożyła laptopa. Za niedługo mieliśmy się zbierać, więc postanowiłam się trochę przygotować. W tym celu poszłam na górę do "swojego pokoju" i zaczęłam przeglądać swoje ubrania. W prawdzie nie przeszkadzało mi to co miałam ubrane na sobie, ale na zewnątrz się trochę ochłodziło i mogłabym trochę zmarznąć. Wyciągnęłam z torby rurki, jakąś koszulę, a do tego grubszą bluzę. Rozebrałam bluzkę, którą miałam na sobie i już miałam wkładać świeżą koszulkę kiedy dostrzegłam, że otwierają się drzwi do pokoju, a w nich oczywiście nie kto inny jak Hazza. Wysunęłam rękę i trzasnęłam nimi na tyle mocno ile umiałam, ale też żeby ich nie zepsuć. Harry musiał dostać nimi porządnie głowę bo zza drzwi było słychać tylko ciche "Ałaa". Uderzyłam się otwartą dłonią w czoło. Ten chłopak był po prostu niemożliwy.. nie nauczono go pukać do drzwi?! W jednej chwili wsunęłam na siebie rurki i narzuciłam koszulkę oraz bluzę, po czym otworzyłam drzwi i wyszłam. Dobrze wiedziałam, że stoi opierając się o ścianę
-Trzeba było pukać -powiedziałam nie odwracając głowy w jego stronę i zeszłam do salonu.
Nie było nikogo. Weszłam do kuchni i zobaczyłam karteczkę, która leżała na stole "Już poszliśmy, bo Liam chciał zajrzeć do jeszcze do sklepu. Spotkamy się w kinie. Lisa "
-Świetnie -mruknęłam pod nosem wyrzucając karteczkę do kosza.
-To idziemy czy wolisz posiedzieć ze mną w domu? -zapytał Hazza opierając się o framugę drzwi. Od razu odwróciłam się w jego stronę rzucając mu piorunujące spojrzenie, które na pierwszy rzut oka oznaczało "NIE" , ale coś musiałam zrobić , więc chwyciłam klucze z domu, które Lisa zostawiła obok karteczki i wyszłam z domu, zamykając je na klucz. Hazza stał już na zewnątrz z otwartymi drzwiami z ogródka wskazując ręką , że mam wyjść pierwsze. Zmrużyłam oczy i wyszłam nie odzywając się. Wzięłam głęboki wdech i wsiadłam do taksówki, która stała na przeciw domu. Miałam tylko ogromną nadzieję, że kino znajduje się blisko i szybko dojedziemy na miejsce. Lokaty próbował coś do mnie mówić, ale nie zwracałam na niego uwagi. Po jakiś 10 minutach dojechaliśmy na miejsce... najdłuższe 10 minut w moim życiu. Biorąc telefon do ręki wybrałam numer do Lisy i nacisnęłam zieloną słuchawkę
-Gdzie jesteście?
-Weszliśmy do środka, mamy już bilety i właśnie stoimy przy kasie z jedzeniem
Nie odpowiadając rozłączyłam się i weszłam do środka.
-Gdzie są? -zapytał Harry zza moich pleców
-Przy popcornie -rzuciłam i przyspieszyłam kroku
-O wreszcie się do mnie odezwałaś
Wreszcie doszliśmy do całej reszty. Od razu na ponowne przywitanie miałam ochotę zabić Lisę , że mnie z nim samą zostawiła. Wyciągnęłam z kieszeni klucze z jej domu
-Nigdy więcej tego nie rób- powiedziałam cicho do jej ucha tak aby cała reszta nie usłyszała i podałam jej klucze do ręki. Ona się tylko cicho zaśmiała i coś powiedziała, ale jej nie zrozumiałam.
-Niall chodź już i zostaw trochę jedzenia dla innych- powiedział Liam patrząc na chłopaka, który wykupił już połowę sklepu z jedzeniem
-Przecież nie zjesz aż tyle.. -dodał Louis na co wszyscy zaczęliśmy się śmiać, nawet Niall sam z siebie.
Gdy już udało nam się go odciągnąć od jedzenia, weszliśmy na salę dając wcześniej bilety kasjerce. Usiedliśmy na swoich miejscach i czekając na film każdy z kimś rozmawiał. Niall oczywiście już zajadał swoje smakołyki aż mu się uszy trzęsły.
-Jeśli będziesz tak chrupał przez cały film..-powiedziała Kate, ale Niall jej od razu przerwał
-To co? -poruszył zabawnie brwiami
-Później się z Tobą policzę..-odpowiedziała i znów uśmiechnęła się w ten dziwny zalotny sposób.
Śmialiśmy się i rozmawialiśmy aż w końcu puścili film.
-No na reszcie- powiedzieliśmy chórem i zaczęliśmy się przyglądać wielkiemu ekranowi przed nami.
W połowie seansu musiałam wyjść, na sali przybywało coraz więcej osób i było strasznie tłoczno. Prawie każde miejsce było zajęte, czułam że nie ma czym oddychać i jeśli nie wyjdę to zemdleję. Dałam znać koleżance, że muszę wyjść i będę czekać na nich przed kinem. Ona tylko zapytała czy wszystko okej na co przytaknęłam i wyszłam. Wychodząc z sali od razu zrobiło mi się lepiej. Wzięłam głęboki wdech i skierowałam się do wyjścia.
-Czekaj!- usłyszałam za sobą, automatycznie się odwróciłam i ujrzałam lokata, który szedł w moją stronę
-Czego? -zapytałam patrząc na niego
-Czemu wyszłaś?
-Bo się źle czuję.
-Może pojechać z Tobą do domu?
-Sama też trafię
-Nigdzie sama nie pójdziesz, jesteś cała blada i wyglądasz jakbyś zaraz miała zemdleć. Na pewno wszystko okej?
-Nic mi nie jest- powiedziałam i popchnęłam drzwi wychodząc na świeże powietrze. Znów wzięłam głęboki wdech i wtedy poczułam , że już mi lepiej. Chłopak zadzwonił po taksówkę, która niedługo po tym zjawiła się przed kinem. Wsiadłam do środka i wyciągnęłam telefon. Napisałam do Lisy, że będziemy na nich czekać w domu. Na miejscu chcieliśmy wejść do środka, ale jak się okazało żadne z nas nie miało kluczy.
-Jak mogłeś ich nie wziąć?! -zapytałam zdenerwowana patrząc na niego
-Nie krzycz po mnie, myślałem że Ty je masz -zrobił minę bezdomnego psa. Nie przeszło mi zdenerwowanie, ale postanowiłam, że nie będę na niego krzyczeć.
-Okej, dobra. Na ogródek damy radę wejść. Poczekamy aż przyjdą.
Weszliśmy na teren domu i poszliśmy na basen, który był za domem. Nigdy wcześniej tutaj nie byłam, pięknie tu. Duży basen, a wszędzie w około małe światełka. Zupełnie jak z tych wszystkich filmów. Oparłam się o dom i rozglądałam się dookoła, zaczynało robić się ciemno. Nim się obejrzałam Harry stał tuż przede mną.
-Czego znowu?
-Czemu mnie tak właściwie nie lubisz?- zapytał opierając ręce obok mojej głowy
-To nie do końca tak -wydostałam się z pułapki i poszłam trochę dalej, ale on wziął mnie na ręce i stanął przy basenie
-A jak? Mów bo Cię wrzucę-zagroził
-Puść mnie!-zaczęłam się wyrywać i szarpać z nim, ale i tak był silniejszy
-Sama tego chciałaś- dodał i w jednej chwili poczułam jak we wszystkie możliwe miejsca mojego ciała robi mi się zimno. Wrzucił mnie.. co więcej wskoczył ze mną!
-Jesteś nienormalny! -zaczęłam krzyczeć gdy wynurzyłam się z wody po czym wyszłam z basenu.
Krople wody spływały po całym moim ciele, a w miejscu którym stałam zrobiła się kałuża.
-Głupek! -znów dodałam patrząc wściekła na jego rozbawioną twarz.
Nagle zaczął wiać wiatr i poczułam jak robi mi się zimno. Usiadłam na ławce i zaczęłam wykręcać wodę z włosów.
-Teraz jest mi przez Ciebie zimno i będę chora..-ledwie co zdołałam to wymamrotać bo tak było zimno, że zaczęłam się cała trząść, a on podszedł i jak gdyby nigdy nic dał mi swoją suchą bluzę, która leżała wcześniej obok basenu... No tak o sobie pomyślał i zostawił dla siebie choć jedną suchą rzecz...
-Nie chcę Twojej bluzy -powiedziałam i podkuliłam nogi opierając brodę o kolana. Siedziałam tak i marznęłam jeszcze jakiś czas, aż w końcu do domu zawitała Lisa i Kate.
-Matko.. a Tobie co? -powiedziała jedna z nich patrząc jak jestem mokra
-Pytaj jego!- powiedziałam zdenerwowana i wskazałam palcem na bezbronnego chłopaka, który stał i było widać że jemu także jest zimno. Cała reszta chłopaków zaczęła się śmiać, a dziewczyny kazały mi szybko wchodzić do domu, żebym się nie przeziębiła. W sumie.. gdybym miała być chora i to tak już pewnie będę.
Weszłam do środka i od razu pobiegłam się przebrać. Chłopaki posiedzieli u nas jeszcze chwilę i później poszli, a my z dziewczynami jeszcze trochę pogadałyśmy i położyłyśmy się spać.

_________
Kolejny rozdział. Wybaczcie , że jest taki strasznie krótki, ale po prostu nie mam czasu, żeby więcej napisać, a dziewczyny wczoraj prosiły mnie żebym dzisiaj coś dodała. No to macie.. znów nie jestem z siebie zadowolona. -.- Następnym razem dodam rozdział dopiero wtedy kiedy będę czuła, że jest zdatny do czytania. A teraz musicie się tym zadowolić, pewnie przez te dwa ostatnie rozdziały oglądalność mi spadnie... na prawdę chciałam was przeprosić, ale mam teraz za dużo na głowie i mało czasu na pisanie. Obiecuję, że jak już minie ten okres egzaminów to będą one o wiele dłuższe i ciekawsze. :) Pozdrawiam moich czytelników.

niedziela, 15 kwietnia 2012

Witajcie znów! :D

Witam was dziś po raz drugi. :) Jakoś nie mam co robić, na zewnątrz brzydka pogoda, cały czas pada deszcz i jest zimno. Chciałam się wziąć za nowy rozdział, ale nie jestem pewna czy to dobry pomysł bo jakoś dzisiaj koszmarnie mi to idzie. Cieszę się, że wam się wcześniejszy rozdział podobał, ale jakoś na prawdę jak na niego patrzę to ręce opadają. Przeraża mnie fakt, iż mogłam coś tak beznadziejnego wymyślić, no ale mniejsza o to. Jak już wspomniałam poprawię się. : p
A co tam u was ciekawego? Jak minął weekend? Cieszycie się, że jutro do szkoły? Bo mnie jakoś ten fakt przytłacza. ; o
I tak a propos dodałam nowy gadżet. Gadu-gadu , jeśli wejdziecie możecie anonimowo ze mną pisać. Mnie osobiście się ten pomysł nawet podoba. Przynajmniej jest jakiś sposób na zabicie czasu i lepsze poznanie się?  Jeśli ktoś chce niech pisze, ja jestem więc mogę odpisywać. A wy co myślicie o tym gadżecie? Fajny czy nie bardzo? ^^

Rozdział 5 - Nowa.

Leżałam jeszcze w łóżku udając, że śpię. Nagle po pokoju rozległ się głośny dźwięk komórki Lisy. Ona chyba też już nie spała bo szybko chwyciła telefon i odebrała. Rozmawiała z kimś o żeńskim głosie, osoba po drugiej stronie mówiła tak głośno, że dało się rozpoznać płeć. Mówiła jeszcze jakieś 2 minut, a na końcu usłyszałam krótkie "Pewnie, przyjeżdżaj na ile chcesz, miejsca jest dużo." po czym Lisa się rozłączyła i odłożyła telefon. Otworzyłam jedno oko przyglądając się jej twarzy.
-Kto przyjedzie?- zapytałam bo ciekawość wzięła górę.
-Moja koleżanka z kolonii, przyjedzie jeszcze dziś i wygląda na to, że trochę tutaj pobędzie. Chyba nie masz nic przeciwko?
-Nie- uśmiechnęłam się. Trochę byłam zawiedziona bo chciałam ten czas spędzić tylko z Lisą, dawno się nie widziałyśmy, a i tak kręciło się tu jeszcze 5 chłopaków. No, ale byłam tu gościem i nie miałam prawa sobie rządzić, a kto wie może nie będzie tak źle i się zaprzyjaźnimy.
Wstałam i jak co ranek zrobiłam poranną toaletę po czym ubrałam krótkie spodenki i jakąś luźną koszulkę. Na zewnątrz było bardzo ładnie, więc raczej nie powinno mi być zimno. Postanowiłam nie jeść żadnego śniadania bo po ostatnich imprezach jakoś straciłam apetyt, ale jak widać Lisa dale twardo się trzymała bo jadła jak szalona.
-Zamieniasz się w Niallera- powiedziałam patrząc jak wcina kolejną porcję naleśników i zaczęłam się śmiać. Ona tylko rzuciła mi piorunujące spojrzenie, więc uznałam , że trzeba się wycofać. Poszłam do salonu, usiadłam na kanapie i zaczęłam przeskakiwać na różne programy w tv, ale nic ciekawego nie leciało.
-Co dziś robimy?- krzyknęłam z salonu tak żeby przyjaciółka mogła usłyszeć mnie w kuchni
-Nie wiem, ale musimy siedzieć w domu bo Rosalie może w każdej chwili przyjechać
-No tak..
-Chłopaki powiedzieli, że mają jakiś dobry horror i wpadną do nas- powiedziała po chwili koleżanka
Siedziałam tak patrząc pusto w ekran telewizora, w którym nic konkretnego nie leciało, aż zadzwonił telefon. O dziwo była to moja komórka, która na ogół nie daje oznak życia. Spojrzałam na wyświetlacz i ujrzałam "Mama"
-No szybko się zainteresowała- powiedziałam pod nosem z sarkazmem. Nie odzywała się przed 3 dni , nawet nie zadzwoniła , żeby zapytać czy szczęśliwie doleciałam i trafiłam na miejsce. Teraz nagle się jej przypomniało. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i wymieniłam z nią kilka zdań. Pytała czy wszystko w porządku, co nowego u Lisy, do kiedy tam będę i takie tam. Jakoś nie specjalnie chciało mi się z nią rozmawiać. Od ostatniego czasu nic się nie liczy tylko Jeff. Po chwili rozmowy rozłączyłam się i weszłam do kuchni. Lisa właśnie skończyła jeść i zmywała naczynia. Oparłam się o framugę drzwi i przyglądałam się jej ruchom.
-Tak właściwie to kiedy Twój ojciec przyjedzie? -zapytałam ją
-Dzisiaj.. chyba.
-Aha, a wie że ta Twoja koleżanka ma przyjechać?
-Nie, ale nie będzie miał nic przeciwko temu.
I tak minęło popołudnie, dzień nic nie robienia. Trochę nudno było, ale trzeba czekać aż przyjedzie Rosalie. Pod wieczór przyszli chłopcy z filmem.
-Hej wam- powiedział Liam wchodząc do domu.
-Hej- powiedziałyśmy na równi z Lisa i zaśmiałyśmy się
-To dziś oglądamy film, gdyby się któraś bała służę ramieniem- powiedział Harry patrząc na nas na co znów wybuchnęliśmy gromkim śmiechem
Weszliśmy do salonu, a chłopaki już się rozgościli. Niall oczywiście od razu dopadł szafkę z jedzeniem
-Nie masz popcornu?!- zapytał wytrzeszczając oczy
-Nie.-odpowiedziała Lisa uśmiechając się
-Jak można w domu nie mieć popcornu? ...- powiedział załamany tym faktem i uznał, że mamy chwilę poczekać, a on skoczy do sklepu po jedzenie.
-Idę z Tobą- oświadczyłam  ubrałam buty wychodząc z głodomorem.
-Czemu chcesz ze mną iść?-
-Bo Cię lubię- odpowiedziałam i posłałam mu przyjazny uśmiech
Wyszliśmy z domu i na szczęście niedaleko był mały sklepik, w którym można było kupić prawie wszystko. Zapakowaliśmy do torby popcorn, żelki ,jakieś napoje i zapłaciliśmy.
-Wspominał coś Harry o mnie? -zapytałam trochę speszona patrząc na chłopaka.
-Nie, a powinien? -zapytał zdziwiony tym pytaniem i ruszyliśmy znów w stronę domu.
-Nie wiem
Wróciliśmy nie rozmawiając już o loczku tylko o innych głupotach. Weszliśmy, a uradowany Niall połozył wszystkie zdobycze na stole . Usiadłam na podłużnej kanapie gdzie prawie wszyscy się zmieścili i zaczęliśmy oglądać film.  Po jakiś 30 minutach zadzwonił dzwonek do drzwi. Chłopaki byli trochę zdziwieni bo nikt im wcześniej nie wspomniał , że będzie tu jeszcze jedna dziewczyna. Lisa poszła otworzyć i już po chwili w drzwiach stanęła nieziemsko piękna długowłosa brunetka. Cały zespół od razu się odwrócił i zaczęli się jej przyglądać.
-To jest Rosalie, moja koleżanka. Będzie tu mieszkać przez jakiś czas.- oznajmiła Lisa kładąc jej walizki przy schodach. Chłopcy od razu rzucili się na nią jak na mięso, każdy chciał być pierwszy żeby podać jej dłoń i się przedstawić. Jak widać dziewczyna była trochę zdziwiona faktem , że zespół One Direction siedzi i ogląda film u jej koleżanki, ale fanką chyba nie była bo jakoś się nie rzucała, a nawet miała dziwną minę. Jednak jak na dobre maniery przystało przedstawiła się każdemu z chłopaków i usiadła razem z nami przy stole. Była bardzo ładna, miała duże niebieskie oczy, a jej włosy sięgały pasa. Szturchnęłam Harrego , żeby przestał się tak na nią gapić bo to musiało być trochę niezręczne. Zayn chyba najmniej przejmował się dziewczyną, w końcu miał swoją Lisę i jak widać to mu w pełni wystarczało. Uśmiechnęłam się widząc, że nie jest nią aż tak zachwycony jak cała reszta. Siedzieliśmy rozmawiając i zupełnie zapomnieliśmy o filmie.

Z perspektywy Rosalie.

-Dobra jeszcze tylko jedna koszulka do spakowania i będę gotowa- powiedziałam do siebie pakując resztę ubrań. Bardzo cieszyłam się na spotkanie z Lisą. W końcu bardzo dobrze się rozumiemy i dogadujemy. Na koloniach byłyśmy nie rozłączne, wszędzie chodziłyśmy razem. Postanowiłam ją odwiedzić, w końcu i tak są wakacje, więc co mi szkodzi. Dopięłam walizkę na ostatni zamek i już mogłam się zbierać. Ubrałam buty, pożegnałam się z rodzicami i wyszłam z domu. Taksówka, która miała mnie zawieźć pod dom koleżanki stała już pod domem, a miły kierowca pomógł włożyć mi bagaż do samochodu.  Do jej miasta miałam jakieś 3 godziny drogi, więc postanowiłam trochę się przespać.
-Panienko jesteśmy na miejscu- oznajmił taksówkarz wychodząc z auta , żeby podać mi walizki.
Zapłaciłam mu i stanęłam przed domem.Słońce zaszło i powoli zaczął robić się wieczór. Dom był duży, trochę większy od mojego. Nacisnęłam dzwonek i czekałam aż ktoś mi otworzy. Po chwili w drzwiach ukazała się Lisa, wyściskałyśmy się i weszłyśmy do środka. Rozebrałam buty i weszłam do salonu. Ku mojemu zdziwieniu siedziało tam 5 chłopaków. I to do tego ich znałam!
-No nie- mruknęłam cicho pod nosem tak żeby nikt mnie nie usłyszał
Znałam ich.. z plakatów mojej siostry, która obklejała nimi cały dom. Szczerze nie lubiłam ich za bardzo. Może przez moją siostrę, a może po prostu mi nie odpowiadali. Była tam jeszcze jedna dziewczyna. Kojarzyłam ją ze zdjęcia, które Lisa mi kiedyś pokazywała. Mówiła, że to jej najlepsza przyjaciółka. Przywitałam się z wszystkimi i jak na kulturalną osobę przystało postanowiłam nie dać po sobie poznać, że ich znam i nie przepadam za ich zespołem. Porozmawialiśmy trochę, a jeden z chłopaków ciągle pytał o mnie. Miałam już tego dość, więc postanowiłam , że pójdę się położyć
-Wiesz.. jestem trochę zmęczona.- powiedziałam do Lisy po czym wstałam z fotela i skierowałam się za koleżanką, która miała wskazać mi pokój, w którym będę mogła odpocząć.
-Ja Ci mogę pomóc się odprężyć- powiedział Harry poruszając zabawnie brwiami
-Lepiej nie- odpowiedziałam szorstko po czym zniknęłam za drzwiami.

______
No to rozdział 5 za nami. Powiem wam szczerze, że nie jestem z siebie zadowolona , ba ! mogę nawet powiedzieć , że to co napisałam jest okropne. W ogóle nic tu się nie trzyma kupy i wszystko jest takie dziwne, ale jak obiecałam , że dzisiaj coś dodam to muszę dodać. Mam zły dzień, więc proszę o wyrozumiałość, wiem , że kiepsko się postarałam, ale następnym razem będzie lepiej!